Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie kupię ponownie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie kupię ponownie. Pokaż wszystkie posty
Denko styczeń

Denko styczeń

Pięknie zaczęłam luty - posty regularnie i z dużo większą częstością, aż tu nagle taki klops.. Instagramowicze są na bieżąco - rozchorowałam się. Post przez moje rozbicie tworzył się 3 dni, ale uwaga uwaga - dzisiaj zakończyłam pisanie :D
Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w pełni zadowolona ze swoich zużyć. Wiem, że nie jest aż tak źle, ale patrząc na przybywające kosmetyki (choć ostatnio nieco się opanowuję :D) jak i zapasy to mogłoby być lepiej. A więc zacznijmy - oto gromadka zużyć..

Na start pielęgnacja. A wśród niej.. Sól do kąpieli White Flower's - część posłałam w świat, część dorzucałam tradycyjnie do kąpieli, a z części zrobiłam tonik. W każdej dziedzinie sprawdzała się świetnie - spotkamy się jeszcze, bo nie zdążyłam spróbować jej w peelingu własnoręcznie robionym. Kolejne punkty to niestety wyrzutki - mleczko do ciała pomarańczowe oraz kakaowe Ziaja - zapachy były spoko, również cieszyła mnie obecność pompki, jednak wolę bardziej zwartą konsystencję.. więc używałam niechętnie i dopadł mnie termin przydatności. W szafce zapodziała mi się buteleczka po balsamie do ciała Evree - zużyłam z przyjemnością, recenzja >KLIK<. Rosyjskie kosmetyki coraz częściej pojawiają się w mojej pielęgnacji i jestem z nich zadowolona - peeling do masażu Bania Agafii nie stanowił wyjątku - co prawda nie był mocnym zdzierakiem, ale zapewnił przyjemne mizianie (recenzja >KLIK<). Krem do rąk Dove z zeszłorocznej zimowej limitki niestety niczym specjalnym się nie wyróżniał, podobnie jak krem do twarzy Melisa, jednak dużym plusem było to, że przyzwoicie zachowywał się pod makijażem, a niewielka tubka (miniatura) swobodnie mieściła się do kosmetyczki - recenzja >KLIK<. Z kremu do biustu Clarena byłam zadowolona, bo fajnie ujędrniał, jednak po miniaturce ciężko powiedzieć coś więcej, gdyż wystarczyła mi zaledwie na kilka użyć. Maseczka Yasumi jednak pozytywnie zaskoczyła mnie nawilżeniem cery po nocy, choć po ujawnieniu Shinyboxa wiele osób obawiało się zapychania. Dość długo męczyłam złoty peeling Vedara, ponieważ nie bardzo przypadł mi do gustu jego zapach - działanie mimo wszystko było jednak pozytywne (recenzja >KLIK<). Płatki pod oczy Puederm również mi nie szły i się przeterminowały, z resztą zostawiłam je niedomknięte i wyschły - jednak nie było mi ich szkoda, bo okazało się, że brakowało w nich obiecywanego kolagenu, no i w użyciu nie były wygodne.. (więcej >KLIK<)

Kolejna kategoria, coś a'la oczyszczanie. W ostatnim czasie moje włosy nie raz ratował suchy szampon Syoss, który miał niesamowity zapach, robił swoje, przy czym nie do końca był suchy - przewiduję mu osobny wpis. Chusteczki nawilżane Go Pure to mój stały bywalec. Emulsja do higieny intymnej Biały Jeleń nie podrażniała, dobrze myła, więc jest okej, jednak na rynku jest tyle produktów, że pewnie prędko się nie spotkamy. Żel pod prysznic z perełkami zawierającymi olejek Isana był fajny, jednak pod koniec opakowania praktycznie nie wyczuwałam jego zapachu :[ - nie mam zielonego pojęcia dlaczego. (więcej >KLIK<)

Co do kolorówki, to 2 tusze to wyrzutki - jakoś się walały zapomniane w kosmetyczce - mój ulubiony hypoalergiczny tusz wydłużający Bell oraz Isadora Build-up mascara extra volume, która w sumie niczym mnie nie zaskoczyła. Ostatnio zużyłam końcówkę pokruszonego rozświetlacza z Wibo, który jak dla mnie za tą cenę jest fenomenalny - mam już nawet następny (i niestety też go pokruszyłam..). Eyeliner stymulujący wzrost rzęs Astor był bardzo dobry w użyciu - można było namalować zarówno cienką jak i grubszą kreskę, nie kruszył się i w miarę szybko zasychał, jednak zbawiennego działania na rzęsy nie zauważyłam. Tusz LadyCode faktycznie pogrubiał rzęsy - miał w sobie jakieś takie włókienka czy coś, jednak dla mnie miał niewygodną szczoteczkę ;)

To by było na tyle w tym miesiącu. Mam nadzieję, że kolejny miesiąc również przyniesie sporo zużyć. Postaram się również zrobić porządek w półce z kolorówką, bo coś czuję, że tam również walają się zapomniane tusze czy błyszczyki. A jak Wam poszło ze zużyciami? :)
Denko październik/listopad/grudzień

Denko październik/listopad/grudzień

Większość z Was rozprawiła się z denkowymi śmietkami jeszcze pod koniec zeszłego roku. Niestety nadmiar pracy i słabe światło, gdy już byłam po pracy uniemożliwiły mi to. Tak więc już na start robimy przegląd zużytych kosmetyków na przestrzeni 3 miesięcy - października, listopada oraz grudnia.

Z lakieru do włosów nie korzystam zbyt często, więc Palette supermocny wyleciał ze względu na datę przydatności - z resztą niczym szczególnym się nie wyróżniał. Szampon Care&go Sensitive ciężko rozprowadzał się po moich włosach, ale rozcieńczony wodą dobrze oczyszczał. Odżywka Schauma Lekkość i pielęgnacja niestety mnie nie zachwyciła - oprócz nadawania włosom miękkości nie zauważyłam żadnych spektakularnych właściwości. Szampon Palmolive Vital Strong (!) to dla mnie nieporozumienie - po umyciu nim włosów mogłam zaraz iść zrobić to innym specyfikiem. Szampon wzmacniając Joanna Z apteczki babuni dobrze wspominam - w ogóle na moich włosach lepiej się spisują te żelowe i przejrzyste - dobrze oczyszczał, nie obciążał, wszystko spoko. Podobnie szampon Farmona Jantar, który tym razem kupiła moja mama.

Szampon O'right Green tea (!) to jeden z moich ulubieńców - starałam się go używać raz na jakiś czas, żeby się za szybko nie skończył. Dobrze oczyszczał, odświeżał, nie wysuszał włosów. Odżywka Joanna Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą chyba drugi raz już się u mnie w domu przewija, ale efektów praktycznie żadnych po niej nie ma (bynajmniej na moich włosach). Pomiędzy szamponami Joanna Power Hair, Jedwab oraz Argan oil większej różnicy w działaniu nie zauważyłam, oprócz zapachowych. No dobra, ten pierwszy lepiej oczyszczał.

Lakiery do paznokci muszę pożegnać ze względu na wykończenie i zaschnięcie resztek. Celia Tropic nr 02 to jasny, pastelowy kolor, który niestety smużył przy 1-2 warstwach, więc za nim nie przepadałam. Essie Leading lady (wąski pędzelek) świetnie się sprawdzał jako dodatek do manicure ze względu na błysk, a także nie najlepsze zmywanie.. Kiedyś nie rozstawałam się z błyszczykiem, a teraz ich unikam. L'Oreal Glam shine fresh nr 187 Aqua mandarin nie należał do ulubionych, nie podobało mi się uczucie lepkości na ustach, ale lubiłam aplikator. Korektor z Bell szczególnego uznania nie zdobył, nie zadowolił mnie w kwestii maskowania, do której został stworzony, a wykręcanie z czasem zaczęło szwankować. Sypki puder transparentny z My Secret oraz podkład Rimmel Match perfection to jak na razie stałe kosmetyki w moim makijażu. Eyeliner My Secret nr 11 Amethyst kupiłam na wyprzedaży w Naturze i niestety się przejechałam - pędzelek miał rozwarstwione włosie, szybko zasechł, a sam efekt jaki dawał nie porywał.

Nie jestem z siebie zadowolona jeśli chodzi o nawilżanie ciała. Jak widać raczej ciężko u mnie ze smarowaniem, bo w zużyciach tylko jeden balsam Uroda Melisa (recenzja >KLIK<), a otwarte masło i olejek już od dłuższego czasu.. Krem zmiękczający do stóp Fuss wohl miał bardzo przyjemny, słodki zapach, utrzymywał stópki w ładzie, jednak dla problematycznych bym go nie poleciła. No i z wydajnością też nie najlepiej - był lekki, szybko się wchłaniał.

Sole do kąpieli Bingo SPA (recenzja >KLIK<) ostatnio często goszczą w mojej łazience - tym razem zużyłam dwie buteleczki Tahitian Noni. Dodatkowo puder do kąpieli Organique Pomarańcza i cynamon - fajny, przyjemny zapach.

Lipowy micel Sylveco (recenzja >KLIK<) zapoczątkował moją miłość do kosmetyków tej marki - usuwał makijaż bez podrażnienia oczu. Jedyny mankament to specyficzny zapach towarzyszący naturalnym kosmetykom. Podobnie bez zarzutu pozostawiam micel Uroda Melisa (recenzja >KLIK<). Tonik nawilżający Hydra Vegeatal z Yves Rocher (!) to dla mnie jedno wielkie nieporozumienie - wysuszał! Zużyłam go czyszczenia pędzli i testowałam również przy zmywaniu makijażu - z tym już radził sobie lepiej.

Żele pod prysznic Isany coraz częściej goszczą w mojej łazience - Sommer dusche mango miał świetny zapach i nie wysuszał skóry. P.S. Jesli chcecie, to widziałam je ostatnio w swoim Rossmannie. Żelem antybakteryjnym Carex (recenzja >KLIK<) byłam wstępnie zajarana, jednak kiedy dłonie były w gorszym stanie, to używanie go sprawiało ból i pieczenie. Jednak dalej jestem zdania, że warto jest mieć go w swojej torebce. Emulsja do higieny intymnej Intimea niczym szczególnym mnie nie zaskoczyła - ot specyfik do higieny okolic intymnych z pompką, który nie podrażnia. Żel BeBeauty Spa Brazylia to gagatek, którego nie lubię i dłuuugo go zużywałam. Jak dla mnie ma zbyt męskie nuty zapachowe. (Recenzja >KLIK<).

Zmywacz do paznokci Isana (zielony) to mój stały bywalec - lubię go i zawsze do niego wracam. Podobnie z nawilżanymi chusteczkami Go pure, które można dorwać w Biedronce.

Płatki Carea to stały bywalec, podobnie jak zapasy mydła Linda czy Luksja. Jak wiecie lubię również chusteczki do demakijażu BeBeauty z Biedry (recenzja >KLIK<), aczkolwiek ta wersja nie do końca mi leży. Maszynki Wilkinson Xtreme3 to te, z którymi najlepiej mi się pracuje, choć ostatnio w tej kwestii zaliczyłam mały skok w bok ;)

No i tak właśnie wygląda cała gromadka zużyć. Jak widać sporo zużytych szamponów - często myję włosy, w zasadzie codziennie, a z niektórych korzystali również domownicy. Jestem rozczarowana moimi zużyciami w kwestii balsamów do ciała - stanowczo za mało, muszę się w tym poprawić - także postanowienie noworoczne - codzienne nawilżanie ciała.

A jak wyglądają Wasze zużycia?
Może macie w planach częstsze stosowanie jakichś kosmetyków?
Denko czerwiec/lipiec/sierpień/wrzesień

Denko czerwiec/lipiec/sierpień/wrzesień

Wiem, że zawsze czekacie na podsumowanie miesiąca, w tym projekt denko. Ostatnio miałam z tym małe opóźnienie - totalnie nie przepadam za robieniem zdjęć do tego posta, z opisywaniem jeszcze jakoś idzie, ale gdy widzę torebkę z pustymi opakowaniami.. jakoś mnie to przeraża ;) Jednak torebka się przepełniła, więc trzeba się spiąć i pokazać Wam zużycia z 4 miesięcy - czerwiec-wrzesień.

Zaczniemy od 3 wyrzutków. Na start dwa antyperpiranty - Dove Beauty finish, który znalazłam w wakacyjnym duoboxie Shiny oraz Garnier mineral Extra fresh, który sama kupiłam. Niestety obydwa zapachy po kilku tygodniach użytkowania zmieniły zapach na męczący, duszący i metaliczny. Nie da się ich używać, nie wiem też czego może to być wina. Dodam, że nigdy nie miałam podobnej sytuacji.

Kolejnym wyrzutkiem jest wyszczuplający peeling solny do ciała Bielendy - pisałam jego recenzję >TUTAJ<. Aby przypomnieć Wam w skrócie jego właściwości - śmierdzi, podrażnia i oblepia. Próbowałam zużyć go jako peeling do stóp, jednak nawet w tym przypadku zachowuje się strasznie.

Przyszła pora na micele - na start definitywna końcówka limitowanego płynu micelarnego Bandi (recenzja <KLIK>) - dobrze mi się z nim pracowało, jednak micel 3w1 Garniera przypadł mi do gustu bardziej. Micel Lierac w tej kategorii nie do końca przypadł mi do gustu - ma dość ciężki zapach, a zużywałam go latem, więc sami rozumiecie.

Żel do mycia twarzy La Roche-Posay Effaclar bardzo polubiłam - dzięki wymiance z Olą. Dobrze oczyszczał twarz, nie powodował u mnie przesuszania ani ściągania. Nieco mniej zadowolona byłam z dwufazówki Bielenda Awokado - mimo przeznaczenia do oczu wrażliwych, zdarzało jej się delikatnie podrażniać. Poza tym po tym jak odkryłam micele, ciężko mi z dwufazówkami - zostawiają nieprzyjemny film na twarzy (choć nie ważne czego używam, po demakijażu i tak myję twarz). Żel do mycia twarzy z Yves Rocher Nutrive vegetal (do cery suchej) początkowo nie przypadł mi do gustu pod względem zapachu, ale po kilku użyciach chętnie po niego sięgałam. No i jak na miniaturkę całkiem wydajny skubany ;)

Przejdźmy na chwilę do kolorówki. Udało mi się wykończyć puder sypki Wibo - był dobry, jednak ten z My Secret bardziej przypadł mi do gustu. Puder prasowany Multi mineral Bell niestety z niektórymi podkładami robił kolorystyczne niespodzianki, więc nie było mi żal, gdy rozbiłam jego końcówkę. Odżywka z proteinami jedwabiu Carla spisywała się dobrze jako baza pod lakier, jednak z dbaniem o paznokcie niestety wiele wspólnego nie miała (recenzja >KLIK<). Wysuszacz Essie Good to go to mój ulubieniec - druga albo trzecia zużyta buteleczka. 

Równie dobrze wspominam pastę oczyszczającą Ziaji - dobrze szorowała buźkę, choć niestety nie zapobiegała zaskórnikom. Recenzja >KLIK<. Woda termalna Avene pozytywnie mnie zaskoczyła ratując w wakacyjne upały. Miniaturkę kremu Dermamedic Hydrain3 hialuro dorwałam w gazecie i muszę przyznać, że byłam zachwycona, choć niby jest do cery suchej. 

Miętowy scrub Original source mimo ciężkiej do wydobycia konsystencji bardzo mnie cieszył - przyjemnie chłodził, miział i pachniał. Niestety takiego samego zachwytu nie mogę wyrazić na temat jego kokosowego brata w formie zwykłego żelu - zapach był raczej średni. Żel pod prysznic Bingo Spa to już wgl ewenement - ani fajnego zapachu (dla mnie zbyt słodki), ani jakiegoś przyjemnego działania..

Kolejne zdjęcie, kolejne produkty myjące. Na pochwałę zasługuje żel L'Occitane cytrusowa werbena, który świetnie odświeżał i orzeźwiał latem pod prysznicem (psst, nawet mój chłopak polubił;)). Pianka cukrowa Organique owocowy koktajl również mnie oczarowała - słodki zapach, przyjemna konsystencja i przyjemne mizianie - recenzja >KLIK<. Żel pod prysznic Melisa również był przyjemny - świeży zapach i delikatna formuła przemawiają na tak (recenzja <KLIK>). W tle widać również żel Fruity orange - dawno go zużyłam, buteleczka zawieruszyła się w szafce, więcej info >TUTAJ<.

Szampon Jantar kupiłam z całym zestawem - wcierką i mgiełką, jednak póki co jedynie on mi służył. Dobrze oczyszczał włosy, aczkolwiek przy częstym myciu nim nieco je wysuszał. Odżywka Garnier Ultra Doux siła 5 roślin poza ładnym zapachem nie ma żadnych zalet - ani nie pielęgnuje włosów, ani nawet fajnej konsystencji nie ma.. 

Pianka konwaliowa Venus to mój must have do golenia nóg, uwielbiam ją - nadaje poślizg, łągodzi podrażnienia. W okresie bardzo częstego golenia nóg wypróbowałam również piankę Isany sensitive i muszę przyznać, że jest równie dobra. Już mam kolejną w użyciu ;]

Obydwa kremy widoczne na zdjęciu bardzo polubiłam. Treściwy krem do rąk The secret soap store w wersji z trawą cytrynową to mój ulubieniec na chłodne pory roku oraz w przypadku przesuszonych dłoni - recenzję znajdziecie >TUTAJ<. Krem-sorbet Live delano polubiłam jako krem szybkiego użycia w pracy oraz na cieplejsze por roku - wiecie: lekka konsystencja, szybko wchłaniający się. Więcej o nim w recenzji >TUTAJ<.

Zapasy mydła w płynie Luksji na tyle polubiłam w pracy, że z przyjemnością kupiłam takie same do domu. Żurawinowe ma słodki, owocowy zapach, natomiast bawełniane ma przyjemny, klasyczny zapach i było kremowe, co lubię :]

Eliksir do kąpieli Jedwab od Bingo SPA (recenzja >KLIK<) to przyjemny bajer do kąpieli - wytwarza całą masę piany, natomiast grecki puder do kąpieli Organique (receznaj >KLIK<), sprawia, że woda w wannie staje się bardzo delikatna dla skóry.

Klasyki w moich denkach to płatki kosmetyczne Carea dostępne w Biedronce, oraz chusteczki do higieny intymnej Marion (recenzja >KLIK<). Raczej nie prędko zrezygnuję z moich pewniaków :D

Płyn do kąpieli Mallorca od Bingo SPA był całkiem przyjemny. Oprócz niego zużyłam jeszcze 2 płyny do kąpieli z Biedronki, jednak nie ma ich na zdjęciu. Malinowa płukanka Yves Rocher to już produkt hit wśród włosomanniaczek - muszę przyznać, że i mnie zachwyciłą swoim działaniem, a więcej o niej >TUTAJ<.

Może jak na 4 miesiące denko nie wydaje się ogromne, jednak nie wszystkie opakowania udało mi się zachować, poza tym jak się ma milion kosmetyków pootwieranych i się używa na zmianę, to ciężko je wykończyć na hop siup. Znacie coś z moich zużyć? :]
Miało być lepiej... wysuszacze lakieru

Miało być lepiej... wysuszacze lakieru

To już trzecia odsłona drobnego zestawienia bubli, które nazwałam 'Miało być lepiej...'. Widać Wasze zaciekawienie i poświęconą uwagę - w końcu po co kupować te produkty i marnować pieniądze, skoro ktoś daje cynk, że coś z nimi nie halo.

Często świeżo pomalowane paznokcie obrywają i po perfekcyjnym manicure nie ma śladu - widać za to artystyczne wzory, które są skutkiem odgniotków od pościeli albo szukania telefonu w torebce. W lato szkoda dnia by czekać aż ulubiony lakier wyschnie - wtedy ratujemy się wysuszaczami lakieru, które go utwardzą i nadadzą ładny połysk. Jednak czy wysuszacz wysuszaczowi równy? Nie sądzę.

Dzisiaj pod lupę weźmiemy dwa produkty marki Essence. Pierwszy to Topcoat quick dry, drugi to Express dry drops, czyli wysuszające krople. Dlaczego uważam, że słabo wypadają?

Topcoat posiada wąski pędzelek, którym nieco trzeba się namachać. Minusem jest fakt, że schnie w podobnym czasie co lakier, więc strzał w kolano. Do mojego sprawdzonego produktu Essie Good to go niestety mu daleko. Jego dużym plusem jest to, że jak mam go ze 2 lata, to jego konsystencja się nie zmieniła ani trochę - wciąż jest rzadki, wcale nie zgęstniał.  No i kolejna zaleta: nadaje niesamowitego połysku - także jako shine topcoat się sprawdzi. 

Dropsy posiadają wygodną pipetę, którą wypuszczamy po kropli preparatu na paznokieć. I tu się kończą jego zalety. Przy krótkich paznokciach i wąskiej płytce kropla wystarczy, przy dłuższych/szerszych już nie. Po drugie krople nie zawsze równomiernie rozpływają się po płytce, po trzecie spływają z niej zalewając skórki. W czasie gdy rzekomo preparat działa, Ty zastanawiasz się jak wysuszyć palce by nie uszkodzić manicure.. Jeśli chodzi o przyśpieszanie wysychania lakieru, to ma się podobnie jak zanurzenie dłoni w zimnej wodzie.

Nie warto więc wydawać pieniędzy na te 8 ml preparaty, skoro lakier nie wysycha po nich szybciej. Każdy z nich kosztuje 8-10 zł i jest dostępny w Hebe/Drogeria Natura/Douglas.

A Wy czego używacie jako wysuszacza? :)
Projekt denko kwiecień-maj 2015

Projekt denko kwiecień-maj 2015

W zeszłym miesiącu nie pojawił się post ze zużyciami - zwyczajnie było tego tyle, co kot napłakał, a dodatkowo brak czasu sprawił, że post ukazałby się pod koniec miesiąca.. więc zdecydowałam się na połączenie dwóch miesięcy i tak oto uzbierała się taka grupka.
Przypominam zasady kolorów:
było super, kupię ponownie
było okej/nienajgorzej, ale ponowne spotkanie stoi pod znakiem zapytania
było słabo, nie kupię ponownie

Z produktów myjących zużyły się w domu 2 zapasy mydła Linda - było takie żeluśne. Drzewo sandałowe nie szczególnie przypadło mi do gustu, ale poziomka winogrono było idealnie rześkie i świeże. Jak jeszcze je trafię w Biedronce to z pewnością kupię, bo na lato będzie jak znalazł.
Zużyłam również dwie buteleczki żelu pod prysznic Isana (witaminy i jogurt oraz z ekstraktem z jedwabiu) - obydwa takie kremowe, jednak żadne nie spowodowało zachwytu, ale cena skutecznie zachęca do próbowania nowych wersji.
Regularnie również powracam do chusteczek do higieny intymnej Marion - polecam, niską cenę płacicie, a w każdej chwili możecie cieszyć się z komfortu po odświeżeniu.

Wśród produktów do włosów znalazł się szampon Keratyna Joanny, który całkiem nieźle oczyszczał i był tani, aczkolwiek nic specjalnego na włosach nie zrobił, acz przecież nie od tego jest szampon. Dla mnie plus, że był z tych żelowych - lepiej mi się nimi jakoś włosy myje.
Suchy szampon Batiste to must have, zwłaszcza latem do odświeżenia włosów w przypadkach kryzysowych. O odżywce Alterry z granatem kiedyś pisałam >TUTAJ<.

Wśród produktów do dłoni znalazły się dwa zmywacze - Isana zielona wersja, do której regularnie wracam oraz Laura Conti z olejkiem arganowym, o której pisałam >TUTAJ<. Wzmożone zużycie zmywaczy spowodowane jest faktem, że znów zaczęłam regularnie malować paznokcie.
W końcu udało mi się zużyć krem Evree - mega wydajny, świetnie nawilżający, bez parafiny. Z pewnością do niego powrócę jak przetestuję kremy, które mam w zapasie. Jego recenzję znajdziecie >TUTAJ<. Co do smyka kremu Eveline argan&vanilla niestety pochwał nie będzie. Okej, wiele dobroczynnych substancji w składzie, ale wszystkie za substancją 'parfum'. Zapach intrygujący, aczkolwiek mi się zbytnio nie spodobał. No i nawilżenie dla mnie niestety za słabe. Miałam go z grudniowego joyboxa, sama raczej bym nie kupiła.

Zużyte produkty do twarzy wypadają średnio - podkład Virtual utrzymywał mat i w sumie to całkiem nieźle go wspominam. Peeling gruboziarnisty Perfecty również był spoko, aczkolwiek straczył na 2-3 użycia, więc wolałabym go w zakręcanej saszetce jak np Bania Agafii.

Nie pamiętam skąd pochodzą płatki Softino, ale były całkiem okej. Co do antiperspirantu Nivea invisible czarny/biały niestety się rozczarowałam. Wprawdzie nie testowałam tej jego super hiper mocy przy ubraniach w danym kolorze (nie no w sumie na czarnej koszulce w pracy nie zostawiał białych śladów), ale wystarczy mi fakt, że dla mnie była do za słaba ochrona.

I tak oto uzbierała się grupka 16 produktów. Znacie coś z nich? Może u Was wypadł ten kosmetyk inaczej? A może polecicie coś w podobnej gamie, np lepszy antyperspirant czy krem do rąk?


Porządki świąteczne - wyrzucamy torbę z denkiem

Porządki świąteczne - wyrzucamy torbę z denkiem

Święta tuż tuż, Wielkanoc of kors, choć po pogodzie tego nie widać. Na blogu brak jakichkolwiek zajączkowych czy kurczaczkowych zdobień, bo moje paznokcie są w opłakanym stanie.. Wszystko przez Mid season sale w Home&you -wybrany asortyment do -50%. Reklamę zrobiłam, Was zapraszam na zakupy, a sama biorę się za sprzątanie w pokoju, porządek na święta musi być. Wyrzucamy więc torbę ze zużytymi kosmetykami.. zaraz, najpierw coś o nich napiszę! :)

Wprawdzie z ilości zużytych kosmetyków nie jestem zbytnio zadowolona, aczkolwiek na początku miesiąca wydawało się, że będzie tego jeszcze mniej..

Na start saszetki - po lutowej akcji zużywania próbek miałam jakiegoś kopa, by i w tym miesiącu coś pozużywać i zmniejszych objętość pudełka z saszetkami. Podkłady Lirene były całkiem spoko, choć mogłyby być pół tonu jaśniejsze. Lancome i odcień to toatalne nieporozumienie - jak szybko nałożyłam, tak szybko zmyłam. Ziaja niestety również nie była trafiona pod względem koloru.
Jeśli chodzi o kremy Natura Siberica to jeden podobał mi się bardziej od drugiego, kremy YR wypadły słabo, Apis w porządku, a serum BingoSpa nie zachwyciło.
Na koniec wisienka na torcie, czyli czeko-pomarańczowa maseczka rozgrzewająca Montagne Jeunesse, która mimo problemów z domyciem jest świetna!

Maska do włosów Serical to mój ulubieniec. Po wodzie brzozowej przybyło mi troszkę baby hair, a łupież się nie pojawił, więc na plus, jednak brakuje mi w tej buteleczce atomizera, więc sobie przelewałam. Jedwab do włosów Biovax wypadł lepiej niż Biosilk, nawet go lubiłam.

Póki używałam Rimmel Match Perfection marudziłam, że za wolno zastyga i ogólnie coś bym w nim poprawiła. Jednak gdy się skończył i wróciłam do kremu CC Bell (bo taki mi został) to wrr$$!#! Chętnie do niego powrócę, bo był całkiem niezły. To samo tyczy się mascary Pump up Lovely - w swojej cenie nie ma co więcej wymagać - nie osypuje się, pięknie podkręca ;)

Żel do mycia twarzy Oriflame dobrze współpracował ze szczotką do twarzy z Biedry - powtarzam to jak mantrę, jednak solo nie lubiłam go używać. Nie mówiąc o wydobyciu pod koniec opakowania. Maseczka nawilżająca Marion leci do kosza, bo się przeterminowała. Nawilżała niezbyt dobrze, w innym wypadku pewnie zużyłabym całą..

Pianka Venus to mój ulubieniec, ale w wersji konwaliowej. Żurawinowa niestety nie sprawdzała się tak dobrze, choć zapach miała obłędny. Peeling Tutti Frutti w tej małej buteleczce to świetny zdzierak, z przyjemnością powrócę.

Na koniec płatki Lilibe - nie były złe, ale z podkulonym ogonem wracam do Carea. No i krem do rąk, który był masakryczny i nie wiem jakim cudem nie wyrzuciłam go w zeszłym miesiącu. Mowa o cytrynowej Gracji pachnącej kostką wc.

Teraz mogę spokojnie wyrzucić i cieszyć się z ciut większego porządku w pokoju, niż był przed chwilą. A Wy co pożegnaliście w minionym miesiącu? :)
Projekt denko - luty 2015

Projekt denko - luty 2015

Znowu przestój na blogu, znowu trzeba by przyjrzeć się torebce śmieci i przyznać co się zużyło, także dzisiaj post.. Którego pisać nie lubię, ale który obejmuje krótkie opinie po zużyciu całego opakowania produktu :D
Tradycyjnie zielony - kupię ponownie, niebieski może kupię ponownie i czerwony nie kupię ponownie.

Tak prezentują się zużycia - niby nie jest tego wiele, ale kilka rzeczy wyleciało z szafki, jest miejsce na nowe kosmetyki :D

Na start dwa żele pod prysznic - Balea Purple kisses był dla mnie bardzo męczący, choć wiem, że wielu z Was się podobał. Niestety mi nie, więc cieszę się, że w końcu dobił dna. Marynarski żel Isany kupiłam ze względu na uroczo ozdobione opakowanie, jednak romansu z tego nie było.

Pielęgnacja. Scrub-peeling Palmer's doczekał się osobnej recenzji, którą znajdziecie >TUTAJ<. Nie jest zły, jednak do mocnych zdzieraków nie należy. Pomadka Oeparol w wersji owoce leśne towarzyszyła mi w zimie 2013 >KLIK<, tej niestety już nie, bo jest po terminie. Zapodziała się w pudełku z pomadkami. Krem Nivea Soft przypadł mi do gustu - był to fajny smyk w torebce i ratował każdą część ciała, gdy potrzebowała nawilżenia.

Udało mi się nawet wykończyć 3 produkty do pazurków. 2 stopniowa odżywka do paznokci Essence całkiem nieźle się spisywała jako baza. Essie Good to go to mój ulubieniec - lakier wysycha szybko, lakier ma ładny połysk. We wszystkich buteleczkach zostało jeszcze nieco produktu, ale już tam pędzelek nie sięga/zgęstniało.

W minionym miesiącu udało mi się nawet wykończyć coś do twarzy. Maseczka Cure solutions YR >KLIKniestety nie jest warta swojej ceny. Co innego pianka do demakijażu >KLIK< - polubiłam ten produkt. Żel pod oczy FlosLek całkiem nieźle sprawował się podczas pracy przy komputerze - w pewnym momencie uratował moje oczy od zaczerwienień i łzawienia.

Na koniec kategoria mieszana. Pianka konwaliowa Venus to również mój hit - łagodzi podrażnienia i świetnie się sprawadza w czasie golenia. Antiperspirant Nivea wylądował nawet w jednych hitach miesiąca, jednak po zużyciu całego opakowania muszę przyznać, że niestety niczym specjalnym się nie wyróżniał. Płatki Carea z Biedry - sami rozumiecie.

To by było na tyle. 13 zużytych produktów + płatki, nie jest źle. Grunt to zejść nieco z zapasów. A jak zużywanie wychodzi Wam? :)
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger