Promocja na kolorówkę -55% w Rossmannie - jeśli jeszcze nie kupiłaś tych kosmetyków pośpiesz się!

Promocja na kolorówkę -55% w Rossmannie - jeśli jeszcze nie kupiłaś tych kosmetyków pośpiesz się!

Dwa razy do roku drogeria Rossmann ogłasza promocję dotyczącą kolorówki. Od pierwszej edycji warunki promocji się trochę pozmieniały, jednak oferta wciąż jest atrakcyjna dla konsumentów. Obecna promocja trwa do 19.10.2017 włącznie, a więc mamy jeszcze cały dzień na uzupełnienie swoich kosmetycznych potrzeb. Regulamin jest prosty: otrzymujesz rabat -49% przy zakupie min. 3 produktów do makijażu z określonej listy, dodatkowe -6% możesz zyskać okazując przy zakupie kartę klubowicza w aplikacji mobilnej. Sprawdzając statystyki bloga moją uwagę zwróciło spore zainteresowanie kwietniowym wpisem na temat kosmetyków, które warto kupić w promocji. Odświeżam zatem wpis i polecam kilka kosmetyków, których nie możesz nie kupić podczas tej promocji. 


Kosmetyki Wibo - dobre, tanie, polska marka. Moje 3 perełki ostatnich czasów to rozświetlacz, eyeliner i matowa pomadka do ust. Rozświetlacz Diamond iluminator bardzo wydajny kosmetyk, który tworzy na twarzy piękną taflę bez żadnych drobinek czy brokatu i w dodatku utrzymuje się na twarzy cały dzień.  Czarny eyeliner to genialny przy swojej cenie produkt. Głęboka czerń, wygodny pędzelek i trwałość w jednym. Największy minus to ścierające się napisy z opakowania, a więc śmiało wrzuć go do koszyka jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś. Hitem, w który zaopatrzyłam się podczas ostatniej promocji jest matowa pomadka w płynie Million dollar lips w odcieniu intensywnego różu. Pomadka jest bardzo trwała - wytrzymuje kilka godzin przy normalnym spożywaniu płynów czy jedzenia,a w dodatku nie podkreśla suchych skórek. W ofercie szeroka gama kolorów na czele z modnymi odcieniami nude.


Podczas tej promocji miałam nadzieję zakupić szminkę z serii Provoke Dr Irena Eris, jednak szafa tej marki zniknęła z najbliższych mi drogerii. Czy ktoś coś wie na ten temat? Osobiście polecam kupić sypki puder transparentny Provoke jeśli tylko uda Ci się znaleźć szafę Dr Irena Eris. Puder nie bieli, jest mega wydajny matuje cerę na długie godziny. Cena nawet w czasie promocji wydawała mi się wysoka, jednak wydajność wszystko wynagradza. Drugim kosmetykiem do twarzy bez którego nie mogę się obejść i gwarantuję Ci, że będziesz miała tak samo jest nawilżająca baza pod makijaż Bielenda Pearl base. Baza stanowi idealne przygotowanie cery pod makijaż, poprawia jego trwałość i wyrównuje koloryt. W ofercie są 3 rodzaje tych baz - Pearl base, która właśnie wyrównuje koloryt, Bronze base idealna dla ciemnych karnacji i opalenizny oraz Lumiere base, czyli rozświelająca.


Kolejnymi hitami są dla mnie również produkty z niższej półki cenowej. Lovely Creamy color to rzeczywiście kremowa szminka do ust, która ich nie wysusza, nadaje piękny kolor i jest bajecznie tania. Tusz do rzęs, który zawsze będę polecać to Bell z linii hypoalergicznej. Zawsze wracam do tego tuszu, kiedy moje oczy łzawią bądź są podatne na inne podrażnienia. Dla mnie jest to niezawodny tusz, który nie skleja rzęs i w zależności od wersji podkręca, wydłuża lub pogrubia włoski. 


Na koniec kolejna pomadka - tym razem słynna marka Bourjois i ich matowa pomadka w płynie Rouge edition velvet. Mój odcień Los flamingos daje piękny odcień różu na ustach, który jest trwały, nie podkreśla suchych skórek, a w dodatku ma bardzo ładne opakowanie! PS. Marka Bourjois ma w swojej ofercie różne wariacje na temat szminek, koniecznie musisz je sprawdzić! Po moich poleceniach z pewnością zauważyłaś, że lubuję się w matowych, różowych szminkach, jednak oprócz pięknie podkreślonych ust ważna jest dla mnie również ich pielęgnacja. Szczerze polecam balsam do ust Eos - w ofercie drogerii znajduje się kilka wersji tego produktu (mój to mięta), a w promocji wychodzą zdecydowanie korzystniej, zwłaszcza jeśli ktoś nie jest przekonany do balsamu, który wyróżnia się choćby opakowaniem. Urocza kuleczka jednak jest warta podjęcia ryzyka i zakupu jej. Kilka słów więcej przeczytasz w poście o pielęgnacji ust TUTAJ.

Jesteś przed zakupami na tej promocji czy po?
Koniecznie podziel się w komentarzu swoimi typami zakupów lub zdobyczami :)
• Dove • pianka do mycia ciała pod prysznic

• Dove • pianka do mycia ciała pod prysznic

W Waszych zgłoszeniach na konkurs z kosmetykami Gosh jedna z dziewczyn ujęła tak pięknie, że jesień to czas oczekiwania na wiosnę, która nastąpi. W tych słowach dopatruję się pewnego sensu - system pór roku następujących po sobie jest nieunikniony. Nie ważne, którą z nich lubimy najbardziej - liczy się to, że bez ochłodzenia nie przyjdzie kolejne ocieplenie, że jeśli liście nie opadną z drzew, to kolejne nie będą mogły się na nich pojawić. Czas oczekiwania - pięknie określone! Od teraz kolejnym wydarzeniem, na które będę czekała przez całą jesień i zimę będzie zapowiedziana już kolejna edycja konferencji Meet Beauty. Wraz z jej zapowiedzią wyglądającą prawie jak zaproszenie przywędrowała do mnie paczka kosmetyków Dove - same wspaniałości. Dzisiaj opowiem Wam co nieco o nawilżającej piance do mycia ciała.


Niepozorna buteleczka zawiera w sobie 200 ml płynu, który poprzez specjalną pompkę na wyjściu zamienia się w lekką piankę. W postaci pianki są bardzo popularne mydła do rąk z Bath & Body Works, Dove jednak postawiło na kolejną wariację na temat żelu pod prysznic i muszę przyznać, że się im to udało. Pompka dozuje odpowiednią porcję produktu - zdecydowanie większą, niż byłaby wymagana do umycia rąk. Pianka jest lekka, puszysta i ma w sobie coś kremowego jak przystało na produkty tej marki. Piękny zapach to również jej atrybut, a ponadto dobrze myje, a rozcierając na ciele możemy czuć małe, domowe SPA. Kosmetyk nie wysuszał mojej skóry, jednakże nie był aż tak mocno nawilżający jak żel Silk glow, o którym pisałam ostatnio.


Używałam jej zarówno do mycia się w wannie jak i pod prysznicem i muszę przyznać, że z drugiej opcji byłam zdecydowanie bardziej zadowolona. Prosta sprawa - leżąc w wannie pianka delikatnie zanikała nim zdążyłam umyć jakąkolwiek część ciała znajdującą się pod wodą, natomiast pod prysznicem sprawowała się idealnie. Średnia ilość zużytych pompek w czasie kąpieli to około pięciu. Wydajność w stosunku do ceny (ok 20 zł) może nie jest powalająca, jednakże kto z nas nie chce zasmakować czasem odrobiny przyjemności?


Jakie formy myjadeł używacie w czasie kąpieli? Znacie piankę marki Dove?
• BRTC • Make over mask Empress

• BRTC • Make over mask Empress

Sezon jesienny w moim wykonaniu należy do palenia wosków, ale również do odżywiania skóry po lecie i przygotowywania jej na chłodne dni. Chłód, wiatr i ogrzewane pomieszczenia sprawiają, że nasza cera staje się wysuszona i pozbawiona blasku, więc aby tego uniknąć  zdecydowanie częściej niż latem sięgam po maseczki do twarzy. Chętnie wybieram zarówno kremowe, glinki jak i te w płachcie - testuję każdą po kolei - porównuję, opiniuję. Tym razem mój wybór padł na maskę w płachcie BRTC Make over mask Empress, która jest przeznaczona na suchej cery.


Maseczka trafiła do mnie jako gratis do zakupu żelu aloesowego Holika Holika. Jest to moja pierwsza styczność z tą koreańską marką, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, mimo tego, że kosmetyki azjatyckie zalewają nas zewsząd. Maska jest oczywiście jednorazowa i znajduje się saszetce, która niestety nie zawiera informacji w naszym języku ojczystym. Na stronie sklepu internetowego, z którego ją otrzymałam znalazłam takie obietnice producenta i skład: 

Produkt dogłębnie i długotrwale nawilża skórę, wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, świetnie wygładza i ujędrnia. Dodatkowo nadaje skórze promienny wygląd, eliminuje oznaki starzenia, a także skutecznie pielęgnuje cerą dojrzałą i naprawia uszkodzenia naskórka, które nasilają się wraz z wiekiem. Dodatkowo sprawia, że skóra nabiera blasku i zdrowego, młodszego wyglądu.

Sposób użycia: Na oczyszczoną skórę twarzy delikatnie nałożyć maskę i pozostawić na 15- 20 minut. Po upływie czasu należy usunąć produkt oraz delikatnie wmasować nadmiar płynu.
Skład : Water, Glycerin, Butylene Glycol, Niacinamide, Adenosine, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Solanum Melongena (Eggplant) Fruit Extract, Syringa Vulgaris (Lilac) Extract, Viola Mandshurica Flower Extract, Horse Fat, Sea Water, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract , Schizandra Chinensis Fruit Extract, Coptis Chinensis Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Propolis Wax, Caprylyl Glycol, 1,2-Hexanediol, Ceteth-20, Steareth-20, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Neopentyl Glycol Dicaprate, Cetyl Ethylhexanoate, Carbomer, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Allantoin, Betaine, Trehalose, Chlorphenesin, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Fragrance, Caprylic/Capric Triglyceride, Arginine
Maseczka w mojej ocenie miała wątpliwy zapach - nie był on dla mnie ani przyjemny ani nieznośny, jednak nie spełniał moich oczekiwań. Produkt wizualnie wyglądał tak jak jest zaprezentowany na grafice z tyłu opakowania, natomiast po nałożeniu na twarz utrzymywał się na swojej pozycji mimo wykonywania domowych obowiązków. Maseczka pozostawiła moją cerę nawilżoną, jednak w moim odczuciu nie był to efekt długotrwały. Po zdjęciu maseczki i odczekaniu kilku minut niestety wystąpiło u mnie uczucie lepkiej skóry potwierdzone dotykiem, czego bardzo nie lubię. Czy produkt wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe  lub naprawa uszkodzenia naskórka? W tej kwestii się nie wypowiem, ponieważ taka ocena wymagałaby regularnego używania, do czego raczej nie dojdzie.
Podsumowując: Maseczka to przeciętny produkt w niezbyt niskiej cenie, choć standardowej jak na maski w płachcie (ok 16 zł). Na jeden raz może być - w końcu nie testując nie będę miała swojego zdania.


Znacie ten produkt? Może polecicie mi inne azjatyckie maseczki, które się u Was sprawdziły?
• Yankee Candle • Shea butter

• Yankee Candle • Shea butter

Jesień to dla mnie czas wzmożonej pielęgnacji. W końcu nakładane na ciało kremy nie spływają ze mnie pod wpływem panującej temperatury, a same zabiegi kosmetyczne zdecydowanie poprawiają mi humor. Jesienią sięgam po treściwsze smarowidła - wybieram mocno nawilżające masła do ciała, które w składzie mają m.in. masło shea. Zapach kosmetyków z tym produktem zawsze mi się podobał, więc przełamałam swoją niechęć do niekolorowych wosków i kupiłam jasną tartę o tym zapachu. Panie i Panowie, dzisiaj na bloga wjeżdża zatem opinia o wosku Yankee Candle Shea butter.


Osoby czytające mojego bloga dłużej wiedzą, że zdecydowanie chętniej sięgam po kolorowe tarty, które wręcz wołają mnie z półki. Troszkę inaczej jest w stosunku do wosków Kringle, jednak one kuszą samym opakowaniem w którym ukryty jest wosk. Nie powinno więc nikogo dziwić, że dopiero teraz zdecydowałam się na zapach Shea butter. W kosmetykach zawsze czarował mnie zapach masła karite, które otulało, było delikatnie słodkie - nic więc dziwnego, że tego samego spodziewałam się po tej tarcie. Niestety rzeczywistość nie była dla mnie aż tak kolorowa. Zapach według mnie jest dość ostry w stosunku do tego zapachu. Troszkę mdlący patrząc na jego kompozycję pudrowo-mydlaną, a jednocześnie mocny i wyrazisty. Uważam, że wiele osób może się nim rozczarować, jeśli kupują go z takim samym zamysłem jak ja.


Znacie ten zapach? Jesteście rozczarowani czy oczarowani? ;)
Ulubieńcy kosmetyczni lata

Ulubieńcy kosmetyczni lata

Wolny weekend - czy wiecie co to dla mnie znaczy?! W końcu mogłam trochę zwolnić. W końcu miałam czas na spotkanie ze znajomymi, rodzinną imprezę oraz zakupy. Może się wydać śmieszne, ale pracując w galerii nie zawsze po pracy mam jeszcze ochotę na zakupy, ale dzisiaj chłopak mnie na nie wyciągnął. Ostatnio kupiłam też nowe woski zapachowe - w końcu nadszedł czas, że mogę palić je do woli ze względu na to kąt widzenia: rozgrzewający kominek umila chwile, a nie dodatkowo nagrzewa pokój - bardzo uciążliwe latem. W każdym bądź razie poczułam, że tegoroczne lato definitywnie odeszło, a więc wypadałoby się podzielić z Wami moimi ulubieńcami kosmetycznymi.

Czerwiec, lipiec i sierpień to miesiące kiedy namiętnie używałam tych kosmetyków. Odkryłam 3 wspaniałe smarowidła. Krem do ciała Organique Sea essence szybko się wchłaniał, nie był ciężki, a przy tym miał bardzo ładny, świeży morski zapach. Dopiero teraz widzę, że na zdjęciu jest peeling do ciała, jednak musicie mi to wybaczyć, ponieważ krem dawno zużyłam i wyrzuciłam opakowanie. Jeśli chodzi o peeling również go polubiłam, jednak nie jest to dla mnie taka perełka, aby go wyróżnić. Konsystencja jest galaretowata, przy czym nieco za rzadka, ale na plus zasługuje ten sam zapach i fakt, że mimo soli w składzie kosmetyk ani razu jeszcze mnie nie podrażnił. 


Latem - zwłaszcza w lipcu kiedy byłam na urlopie - odkryłam żel aloesowy. Poszukiwałam czegoś nowego w pielęgnacji po ekspozycji na słońcu. Niestety na miejscu znalazłam żel aloesowy GorVita - jedyny jaki był w aptece. Spora dawka nawilżania, łagodzenie i ukojenie skóry po ekspozycji na słońce to było to czego szukałam. Plus - świetny efekt chłodzenia podczas używania żelu przechowywanego w lodówce, minus pozostawiał uczucie lepkiej skóry. Choć na tamtą chwilę był dla mnie hitem, to już znalazłam jego lepsze następstwo.


Trzecie smarowidło to balsam po goleniu i depilacji Venus. Kupiłam go przy kasie w Hebe - wiecie, sprzedaż parasolowa. Kosmetyk wzięłam, bo był w zestawie w okazyjnej cenie, zaczęłam używać dużo później. Balsam świetnie sprawdza się w swojej roli - łagodzi, nawilża, a przy tym pięknie pachnie. Nie powoduje żadnego podrażnienia, nie czuć szczypania, skóra wygląda po nim zdrowo - nie widać suchych placków, ani zaczerwienienia. Jest lekki i szybko się wchłania - chętnie do niego powrócę.

Kolorowe eyelinery to mój letni hit - szybko się je nakłada, a odmieniają makijaż. Całym rokiem uwielbiam połączenie czarnego eyelinera wraz ze złotą nutą. Latem do kompletu dochodzą również odcienie zieleni i błękitu. Tanie eyelinery Lovely były dostępne w sezonowych kolekcjach, jednak zrobiłam sobie ich mały zapas. Złoty eyeliner Kiko kupiłam w tym roku, wcześniej używałam tego z limitki Essence.  


Uwielbiam ładne zapachy - mam kilka flakoników perfum, wśród nich prym wiedzie Calvin Klein. Latem nieodłączne są dla mnie wody toaletowe Calvin Klein One summer. Mam 2 wersje pełnowymiarowe i jedną miniaturkę, a marzą mi się kolejne edycje. One summer to zapach, który na myśl przywodzi beztroskie lenistwo, soczyste owoce oraz.. Tutaj każdy może sobie dopisać w zależności od kompozycji. Dla mnie to esencja lata, czy ktoś się ze mną zgodzi?


Odkryty na See bloggers szampon micelarny Pharmaceris również trafił do grona ulubieńców lata i nie tylko. Szampon łagodnie, ale skutecznie oczyszcza włosy i skórę głowy nie przesuszając ich nadmiernie. Polubiłam tą lekką formułę i tym samym odkryłam szampon idealny na co dzień. Obecnie testuję również inne produkty z serii H w tym również peeling trychologiczny. PS kto dokładnie czyta bloga niech wie, że zapowiadany konkurs będzie miał coś wspólnego z tymi kosmetykami ;)


Wśród produktów do twarzy ulubieńcem został żel węglowy do mycia twarzy Bielenda oraz woda termalna Caramance. Ten pierwszy to orzeźwiający produkt, który dobrze oczyszcza cerę nie pozostawiając jej ściągniętej. Idealnie sprawdza się zarówno rano jak i wieczorem, a w dodatku przyjemny zapach umila mycie. Wodę termalną udało mi się kupić w Rossmannie w cenie na do widzenia za śmieszne pieniądze - zwłaszcza patrząc na to, że jest to duża butla. Latem sięgałam po nią dla orzeźwienia, ale również odkryłam jej zalety w pielęgnacji. Może ktoś jest zainteresowany porównaniem jej z wiodącymi markami? 


Szminka to dla mnie prosty temat - róż i już. Ostatnio namiętnie używałam szminek w płynie Wibo Milion dollar lips oraz Bourjois Rouge edition velvet. Przy najbliższej promocji w Rossmannie z pewnością powiększę swoją kolekcję o nowe kolory - jeśli chodzi o Bourjois już mam upatrzony kolejny kolor. Wracając do tych pomadek dają piękny, wyrazisty kolor i długo utrzymują się na ustach. Gdy już zastygną znoszą nawet jedzenie i picie podczas kilkugodzinnej obecności na ustach.


Czy ktoś zna te kosmetyki? Może również macie podobnych ulubieńców?
• Dove • żel pod prysznic Silk glow

• Dove • żel pod prysznic Silk glow

Coraz bardziej czuć jesień w powietrzu. Ranki mimo, że są słoneczne, to jednak coraz bardziej chłodne. Wieczory robią się coraz dłuższe - chętnie spędzam je pod kocykiem, zaraz zacznę coraz częściej parzyć herbatę i robić ciepłe kakao. Jest jeszcze coś, czego nie potrafię sobie odmówić w chłodne dni, a mianowicie gorące kąpiele. Zaparowana łazienka, pełna wanna wody i pachnące kosmetyki - żele, kule do kąpieli czy peelingi to właśnie moja bajka. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami opinią na temat żelu pod prysznic Dove Silk glow.


Klasyczna dla Dove buteleczka zawiera w sobie biały żel o gęstej konsystencji i słodkim zapachu z nutą zapachową typową dla tej marki. Żel bardzo dobrze się pieni, więc wystarczy go niewiele do umycia całego ciała, co znacząco wpływa na wydajność. Jestem z niego zadowolona, ponieważ nie wysuszył mi skóry, a wręcz ją nawilżył - słyszałam, że są na tren temat podzielone opinie. Kosmetyk trafił do mnie wraz z jednym z boxów Shinybox, jednak wiem, że w ostatnim czasie był na niego boom podczas promocji w jednej z drogerii i wcale się nie dziwię - był w dobrej cenie. Na co dzień możecie dostać go w każdej drogerii, w różnych wersjach zapachowych i cenach w granicach 9-12 zł za 250 ml.


Znasz kosmetyki Dove? Jakiego żelu obecnie używasz?
Rozstrzygnięcie konkursu z kosmetykami Gosh

Rozstrzygnięcie konkursu z kosmetykami Gosh

Planowałam wyrobić się z ogłoszeniem wyników do końca września, jednak totalnie nie miałam czasu zajrzeć na bloga ani przeczytać Waszych wypowiedzi w konkursie. Jedne były krótkie, zwięzłe inne bardzo rozbudowane. Ciężko było wybrać jedną osobę spośród Was, ponieważ każda wymieniała powody, które mnie zachwycały i inspirowały. Nagrodę może otrzymać tylko jedna osoba i jest to.. Jusss23. Serdeczne gratulacje - zestaw ze zdjęcia jest już Twój - mam nadzieję, że w czasie makijażu poniosą Cię wodze fantazji i zmalujesz coś pięknego! Zaraz napiszę do Ciebie maila i czekam na adres do wysyłki.

Dziękuję wszystkim za zabawę i zapraszam Was już teraz na halloweenowy konkurs, który pojawi się na blogu pod koniec miesiąca ;)

Catering dietetyczny - czy warto?

Catering dietetyczny - czy warto?

Rozpoczęła się już kalendarzowa jesień, a choć dla niektórych to jeszcze czas urlopu to wiele osób powróciło już do swojego wypracowanego rytmu dnia. Praca i inne aktywności wypełniają nasz czas, który w dużym mieście ucieka nieubłaganie, jak na przykład Warszawa, w której mieszka duża część moich znajomych z pracy. Kiedy w natłoku zajęć ciężko znaleźć czas na ugotowanie obiadu często błędnie sięgamy po jedzenie na mieście. Raz na jakiś czas, dla odmiany - nie ma problemu. Wyjście ze znajomymi do knajpki - świetny pomysł, ale nie jako jedzenie na co dzień.
Z pomocą dla zabieganych ludzi żyjących i pracujących w tętniącym życiem mieście przychodzi dieta pudełkowa, czyli catering dietetyczny. Kiedyś catering był kojarzony jedynie z korporacjami czy wydarzeniami zaopatrzonymi w posiłki. W dzisiejszych czasach nie ograniczamy się jednak do takiego myślenia, ponieważ każdy z nas może sięgnąć po taką formę wyżywienia.

źródło: https://cateromarket.pl/oferta-cateringdietapl

Alternatywa dla każdego - dieta skomponowana dla Ciebie 

Diety oferowane przez firmy cateringowe są stworzone dla klienta. Dla jednej osoby w diecie zależy na odpowiedniej ilości kalorii, dla innej aby była vege, a kolejna życzy sobie żeby nie zawierała glutenu lub innych alergenów. Twórcy cateringu stają na wysokości by zadowolić klienta - w końcu gdyby nie on, to działalność by się nie opłacała. Ty wybierasz rodzaj diety - czy chcesz oczyścić organizm, schudnąć, a może po prostu nie masz czasu na przygotowywanie standardowych posiłków.

Jakie są korzyści z wyboru cateringu dietetycznego?

Gwarancja osiągnięcia celu

Catering dietetyczny gwarantuje Ci utrzymanie założonej diety. Zbilansowana dieta, czyli wyliczone kalorie i składniki odżywcze przy zachowaniu pełnowartościowych posiłków. Nie chodzisz głodny, a Twoja waga spada w dół. Nie musisz jeść tony jedzenia by mieć siłę, aby podnosić ciężary na siłowni.

Oszczędność czasu

Wybierając dietę pudełkową oszczędzasz czas - nie tracisz go w drodze ani w kolejkach w supermarketach, ponieważ Twój posiłek jest dostarczany do Twoich drzwi. Masz więcej czasu na odpoczynek, przyjemności czy spotkania z bliskimi. Dodatkowy czas możesz poświęcić na rozwijanie pasji, ulubiony serial, który zawsze oglądasz w trybie powtórkowym, albo na kawę z przyjaciółmi.

Oszczędność pieniędzy

Choć płacąc za zamówienie pudełek wydaje się, że to wcale nie taka tania impreza, to jednak oszczędzasz pieniądze. Na zakupach do koszyka zawsze wrzucisz coś zbędnego, coś z Twojej spożywki się przeterminuje i wyląduje w koszu, a prostym przykładem oszczędności jest spojrzenie na fakt, czego potrzebujesz aby zrobić kanapki. Chleb, szynka, ser i świeże warzywa potrzebne są by zrobić pyszne i zdrowe kanapki. Dzisiaj je zrobisz na śniadanie, jutro zaśpisz, a trzeciego dnia chleb będzie czerstwy, ser zeschnięty, a sałata nieświeża. Zamawiając jedzenie 'na wymiar' nie marnujesz całej główki sałaty ani paczki szynki, a więc oszczędzasz. Ponadto oszczędzasz na rachunkach za prąd, gaz - przecież nie gotujesz w domu.

Brak zmartwień

Masz dietę wymagającą pewnych wyrzeczeń spowodowaną np alergią i nie wiesz czym zastąpić podstawowe składniki w kuchni? Zapominasz o problemie, ponieważ zważają na to dietetycy, którzy opracowują Twój plan żywienia. Głowisz się i troisz co wymyślić na obiad, żeby zjeść coś innego - Twoja dieta będzie urozmaicona. Nie będą Ci również straszne ciężko dostępne bądź drogie produkty, ponieważ o to by danie było stworzone z odpowiednich, najwyższej jakości produktów dba kucharz.
 
źródło: https://cateromarket.pl/oferta-cateringdietapl
Przyznaj, że wcześniej nie wiedziałeś/aś o takiej ilości korzyści płynących z cateringu dietetycznego. Może warto przyjrzeć mu się z bliska - porównać, sprawdzić dokładną ofertę? Polecę Ci do tego celu wyszukiwarkę ofert firm cateringowych w Twojej okolicy cateromarket.pl. Szybko i sprawnie wybierasz tutaj swoje wymagania i sprawdzisz jakie firmy cateringowe wiodą prym w Twoim mieście.
Mój codzienny makijaż - jakich kosmetyków używam?

Mój codzienny makijaż - jakich kosmetyków używam?

Kilka dni temu na instagramie pytałam Was czy jesteście ciekawi tego jakich kosmetyków używam do wykonania mojego codziennego makijażu. Nie ma w nim raczej żadnych szaleństw. Robię go na każdego dnia - do pracy, na miasto, na spotkanie ze znajomymi - czasem pojawiają się różne warianty, jednak pokażę Wam kilka kosmetyków, które stanowią podstawę praktycznie każdego makijażu. Ciekawa jestem czy używacie coś takiego samego jak ja - dajcie później znać w komentarzu.


Moja kapryśna cera kiedyś nie znosiła żadnych kremów pod makijażem - wszystko z niej spływało, jednak obecnie nie nałożenie kremu bądź bazy pod makijaż wiąże się z uwidocznianiem suchych skórek i innych takich, więc stanowi to dla mnie krok obowiązkowy. Od pewnego czasu używam kremu nawilżającego Lumene i/lub bazy pod makijaż Bielendy.


Najważniejszy dla mnie jest dobrze dobrany podkład. Moja cera jest kapryśna, zdarzają jej się zmiany trądzikowe, nierówny koloryt skóry, więc zależy mi na dobrym kryciu, ale również na tym, aby cera nie została obciążona czy zapchana. Wypróbowałam wiele podkładów, ale wróciłam ponownie do podkładu mineralnego Anabelle Minerals - wcześniej używałam matującego, teraz zdecydowałam się na kryjący i jestem równie zadowolona. Czy z płynnym czy z sypkim podkładem w parze używam pudru. Moim faworytem jest sypki i transparentny - póki co ulubieńcem jest puder Provoke Dr Irena Eris, choć ostatnio używałam również popularnego bananowego pudru Wibo. Nie mówię, że był zły - zapach miał naprawdę kuszący, jednak ten jest dla mnie po prostu lepszy. 


Brwi podkreślam na zmianę cieniem Color tattoo z Maybelline - zawsze do niego powracam po różnych testach - ma dobry odcień, a jednocześnie utrzymuje brwi w ryzach - wystarczy pociągnięcie pędzelkiem. Drugim produktem, który trzymam w toaletce jest zestaw do stylizacji brwi Makeup Revolution. Bardzo fajne pudry do brwi w zestawie z żelem, pędzelkiem i pęsetą w kasetce z lusterkiem. Największy minus produktu - 3 pudry są niemal nie do zużycia, natomiast ile zostało mi żelu widzicie na zdjęciu. W dni kiedy na przykład zaśpię i nie mam czasu na malowanie brwi używam żelu utrwalającego Wibo. Sam żel nie jest zły, jednak szczoteczka - aplikator sprawdziłby się przy większych i szerszych brwiach niż moje. Dla mnie mało wygodny, muszę się nagimnastykować, aby nie wyjechać poza włoski, więc raczej nie kupię kolejnego opakowania.


Wibo to tania i dość dobra marka, która w swojej ofercie ma perełki. Dla mnie najlepszym ich kosmetykiem jest rozświetlacz Wibo Diamond Iluminator. Ten kosmetyk daje efekt tafli, a nie brokatu i jest wydajny, choć niestety muszę zaznaczyć, że jest podatny na uszkodzenia przy upadku. To moje 2 albo 3 opakowanie - poprzednie miały spotkanie z podłogą i całe się pokruszyły. Używam go naprzemiennie z rozświetlaczami zawartymi w paletce Makeup Revolution Ultra Contour - jak sięgam po całą paletkę i konturuję twarz, to już nie wyjmuję kolejnego opakowania. Pomijając fakt, że ten zestaw zawiera bronzery i rozświetlacze, a brakuje w nim różu, to i tak jestem bardziej zadowolona z jakości niż w przypadku trio do konturowania Wibo, którego używałam wcześniej.


Zdecydowanie chętniej niż kiedyś sięgam po cienie do powiek w odcieniach brązów - wydaje mi się, że po prostu do nich dojrzałam i odkryłam ich urok. Moja paletka cieni z Inglota jest tak skomponowana, że zawiera cienie zarówno na co dzień, jak i z delikatnym błyskiem - choćby na wieczór, a co śmieszniejsze wzięłam gotowca z wyprzedaży. Jeśli chodzi o cienie to nie zawsze je nakładam, czasem robię to solo, a czasem w połączeniu z czarną kreską. Mam dwa ulubione eyelinery: zwykły czarny eyeliner Wibo oraz stymulujący wzrost rzęs eyeliner Astor. Obydwoma bardzo dobrze mi się pracuje, są trwałe na powiece i dają prawdziwą czerń. Co do czerni - obowiązkowy jest również czarny tusz do rzęs - obecnie powróciłam do tuszu podkręcającego rzęsy Bell Hypoallergenic - jest idealny jeśli ktoś ma problemy z alergiami czy wrażliwymi oczami.


Mój makijaż uwielbiam zwieńczać kolorem na ustach - zdecydowanie cenię sobie mocne róże, fuksje. Obecnie mam dwóch ulubieńców - jeden spoczywa na toaletce w domu, drugi znajduje się w kosmetyczce, którą noszę w torebce. Moje mocne róże to trwałe szminki Million dollar lips Wibo oraz Rouge edition velvet Bourjois w kolorze Ole Flamingo. Obydwie po zaschnięciu dzielnie znoszą jedzenie i picie oraz oblizywanie ust pozostawiając kolor na miejscu przez kilka godzin. Wiadomo, że jednak kobieta nie byłaby sobą gdyby nie czyniła w ciągu dnia poprawek ;)


Myślę, że dobrnęliśmy do końca. Temat oczywiście można by rozwinąć dalej - w końcu są jeszcze korektory - jednak tu nie mam nic godnego polecenia, kolorowe eyelinery i cała masa innych kosmetyków. Wracam tutaj jednak do wpisu na początku posta - chciałabym Wam przedstawić kosmetyki bazowe do mojego codziennego makijażu, na tasiemca jeszcze kiedyś przyjdzie czas. Na koniec ponawiam pytanie: czy ktoś używa takich kosmetyków jak ja? Może polecicie swoje pewniaki - sprawdzone i dobre kosmetyki do makijażu? 
• Kringle Candle • Beachside

• Kringle Candle • Beachside

Dzisiaj kolejny dzień za moim oknem jest deszczowy i ponury. Chłód za oknem udziela mi się mentalnie, więc szukam wśród wosków i świeczek otulających zapachów. Obecnie taki znalazłam pod postacią daylighta Beachside z kolekcji Kringle Candle. Nadmorski, plażowy zapach otulający na jesień? Jak to możliwe?


Ta świeczuszka przypomniała mi lekcje geografii - takie nawiązanie do niedawnego powrotu do szkoły. Ale do rzeczy - każdy kto wyjeżdża nad morze  (zwłaszcza nad to nasze, polskie morze) dobrze wie, że woda dużo wolniej się nagrzewa, podczas gdy stąpanie po piasku momentami jest wręcz niemożliwe, ponieważ rozgrzane ziarenka wręcz parzą w stopy. Dla ciepłolubnych świetną alternatywą do kąpieli w chłodnym morzu są kąpiele słoneczne. Aby były one bezpieczne należy pamiętać o stosowaniu odpowiednich kosmetyków przeciwsłonecznych. Zapach tej świeczki to połączenie masła kakaowego występującego w wielu kosmetykach z filtrami, rozgrzany piasek i powiew od morza, który niesie ze sobą aromat orzeszków w karmelu, które można zakupić na polskich plażach. Przyznam, że choć liczyłam na bardziej świeży zapach, to nie czuję się rozczarowana. Czuję w nim urok polskich plaż, przy których stoją budki z goframi, a porządny sklepik to taki, w którym dostaniemy kosmetyki w charakterystycznych pomarańczowych opakowaniach. Jedyny minus jaki daję temu zapachowi, to delikatność. Domyślam się,  że nikt nie chciał, aby był mdlący, jednakże dla mnie jest on za słabo wyczuwalny.

A Ty jaki otulający zapach ostatnio paliłeś/aś?
• Kringle Candle • Lighthouse point

• Kringle Candle • Lighthouse point

Ten tydzień stał się u mnie oficjalnym początkiem palenia świec i wosków. Powoli nadrabiam zaległości - wszak to, że dla mnie było za ciepło na podgrzewanie się świecami nie oznaczało, że nie wychodziły żadne nowości. Póki co powracam do kupionych przed wakacjami nadmorskich zapachów. Jako pierwszy pod lupę bierzemy dziś daylight Kringle Candle Lighthouse point.


Czy ktoś z Was był kiedyś w Rozewiu? Paląc tą świeczuszkę na myśl przychodzi mi brzeg po zejściu z klifu, na którym stoi latarnia morska Rozewie. Niszczycielska działalność morza została nieco zahamowana przez wybudowanie muru, który zabezpiecza brzeg przed podmyciem, a jednocześnie tworzy barierę, o którą można się oprzeć i wpatrywać się w bezkres morza. Jak większość 'morskich zapachów' wyczuwam w nim męską woń - dla mnie to mężczyzna, który staje za mną i obejmuje mnie, kiedy ja opieram się o ten mur i przyglądam się falowaniu. W czasie palenia wyczuwalne są męskie perfumy, a jednocześnie słona świeżość płynąca od morza. Muszę przyznać, że Grey to jedynie początek męskich zapachów od Kringle Candle - jest cała masa innych, z którymi również warto się zapoznać. Zwłaszcza na samotne, jesienne wieczory.

Znacie zapachy Kringle? Jakie męskie woski lubicie?
Konkurs - wygraj paletkę Gosh!

Konkurs - wygraj paletkę Gosh!

Piękna złota jesień, spacery, zbieranie kasztanów i tworzenie bukietów z kolorowych liści. Spacer z psem, który biega w świeżo zgrabione liście. Tworzenie ludzików z żołędzi, kasztanów i zapałek. Korale z jarzębiny. Wieczory pod kocem z książką i herbatą albo z dobrym filmem i przekąskami. Przytulanie się z partnerem, bo przecież w ramionach drugiej osoby najcieplej. Powód do zakupu nowego sweterka - w końcu mamy zmianę pory roku. Szale, kapelusze, płaszcze, powoli pojawiające się botki. To są uroki polskiej, złotej jesieni.

Niestety jesień w tym roku nas nie rozpieszcza, ale miejmy w sobie moc i przegońmy brzydką pogodę pięknym makijażem. Mam dla Was 3 kosmetyki Gosh, które macie szansę wygrać poprzez wypełnienie formularza i odpowiedź na pytanie konkursowe: Za co lubisz jesień?

Życzę wszystkim powodzenia!


Regulamin konkursu:

  1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Maleńka bloguje.
  2. Kosmetyki są nowe, nieużywane.
  3. W konkursie może wziąć udział każdy, kto spełni warunki, czyli prześle odpowiedź na pytanie konkursowe poprzez formularz załączony w poście.
  4. Konkurs trwa do 28.09, wyniki planuję ogłosić jeszcze przed końcem miesiąca.
  5. Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie odpowiedzi na pytanie konkursowe.
  6. Nagrodę wysyłam na własny koszt po udostępnieniu danych do wysyłki.
  7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
• Tangle Teezer • porównanie szczotek Aqua splash, Compact styler oraz Salon elite

• Tangle Teezer • porównanie szczotek Aqua splash, Compact styler oraz Salon elite

Rozpoczynamy nowy miesiąc, możnaby rzec nowy okres - wczoraj oficjalnie rozpoczął się rok szkolny. Aby pozostać w temacie dzisiaj temat z polskiego: charakterystyka porównawcza znanych szczotek Tangle Teezer. Pamiętam, że kiedy weszły do oferty sprzedażowej miały zawrotną cenę i raptem dwa modele - Original oraz Salon Elite, natomiast teraz oprócz ferii kolorów mamy również wiele modeli do wyboru. Moją pierwszą szczotkę TT Salon elite dostałam od chłopaka na urodziny i od niej zaczęła się moja szczotkowa rewolucja. Obecnie mam 3 modele - Aqua splash, Compact styler oraz Salon elite i z chęcią przedstawię Wam dzisiaj różnice pomiędzy nimi, abyście mogli wybrać najlepszą dla siebie.


Zacznijmy od Salon elite - to szczotka, której używam na co dzień, a nie raz przyłapuję też na tym swojego chłopaka. To ją dostałam jako pierwszą, a obecnie używam już drugiej sztuki w takim samym kolorze - Purple crush. Cieszę się, że dostałam właśnie ją - podobno jest nieco większa, bardziej wygięta w kształt banana i wygodniejsza w użyciu niż podstawowa The Original.
Jeśli chodzi o samo działanie to cenię ją sobie za bezinwazyjne rozczesywanie włosów - mimo wszystko trwa ono kilka minut, jednak według producenta nie narusza struktury włosa i co dla mnie równie ważne po zakończonym czesaniu na szczotce nie zostaje wiele włosów. Szczotka w czasie używania masuje skórę głowy, co powinno pobudzać skalp oraz cebulki włosów do wzrostu. Radzi sobie z moimi włosami zawsze - gdy są przyklapnięte, gdy mają sporą objętość - nie straszne jej gęste włosy - niemałą zasługą tego faktu jest oczywiście kilka długości igiełek, które rozczesują włosy na wielu warstwach. Szczotka robi u mnie nie małą furorę, ponieważ świetnie spełnia swoją rolę, a ponadto bardzo łatwo utrzymać ją w czystości (dobry argument zwłaszcza jak zdarza się używać suchego szamponu). W czasie używania zauważyłam jednak 3 minusy tej szczotki..




Niestety szczotka Tangle Teezer jest skłonna do ucieczek z ręki, a tym samym licznych upadków. Nie raz zdarzyło mi się, że wyśliznęła mi się z ręki, a niestety każdy upadek jest bezbolesny do czasu. Plastikowa szczotka ma to do siebie, że może pęknąć. I tak się w poprzedniej stało - po którymś zaliczeniu podłogi coś zaczęło w niej brzęczeć. Plastikowe włosie niestety również nie jest wieczne - po 2-3 latach zauważyłam pierwsze wyginające się igiełki, które niestety przyśpieszyłam faktem, że zaczęłam nosić szczotkę luzem w torebce, ponieważ zawsze chciałam mieć ją przy sobie. Umyta szczotka również zaciągała wodę - wprawdzie nie jest wodoodporna, jednak czas schnięcia wydłużał się przez to, że w środku zbierała się woda, która później z niej kapała. Dwa minusy sprawiły, że postanowiłam przemyśleć fakt zakupu 2 innych wersji.

na zdjęciu po umyciu - widać ślady po wodzie

Compact styler
wybrałam ze względu na to, że zawsze chciałam mieć przy sobie moją wygodną w użytkowaniu szczotkę. Kompaktowa wersja ma zabezpieczone przed zniszczeniem ząbki, więc nie straszne jej podróżowanie w torebce czy kosmetyczce. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała moje oczekiwania. Inny kształt i mniejszy rozmiar wydłużają czas czesania moich długich i gęstych włosów. Szczerze przyznam, że na początku nawet wydawało mi się, że ma krótsze ząbki - jednak mit zostaje obalony - sprawdziłam do dokładnie. Mała powierzchnia czesania mimo tej samej długości igiełek sprawia, że niechętnie po nią sięgam, ponieważ czesanie zajmuje mi o wiele więcej czasu. Na szczęście udało mi się dorwać ją na przecenie w sklepie internetowym w cenie 18 złotych - wybrałam najtańszą wersję kolorystyczną, czyli Pink kitty. Należy jednak nadmienić, że jest to model, który występuje w zdecydowanie najszerszej gamie kolorów i nadruków, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam ją jednak dla dzieci, kobiet z krótkimi, rzadkimi lub cienkimi włosami oraz mężczyzn.


Kolejnym must havem była dla mnie szczotka Aqua splash. Nie raz widziałam ją w drogerii i szczerze mówiąc przyciągała mnie zwiastunem wodoodporności. Pilniej zaczęłam jej potrzebować, gdy zaczęłam regularnie chodzić na basen. Kupiłam ją również z myślą o wakacjach i rozczesywaniu włosów po wyjściu z wody na plaży. Muszę przyznać, że faktycznie brak szczelin wpływa na brak zatrzymywania wody oraz szybkie schnięcie. Identyczna długość ząbków daje komfort czesania oraz masowanie skóry głowy. Nadaje się zarówno do rozczesywania mokrych jak i suchych włosów, więc można ją bez obaw używać na codzień. Szczotka ma również idealnie wyprofilowany kształt, dzięki czemu dobrze leży w dłoni i jeszcze ani razu mi z niej nie wypadła. Zamawiałam ją wraz z Compact styler i ją również dorwałam w bardzo atrakcyjnej cenie niecałych 16 zł. Wybrałam najładniejsze według mnie połączenie kolorystyczne, czyli Aqua blue.


Podsumowując

Pozytywne doświadczenia ze szczotkami Tangle Teezer na pewno poskutkują tym, że chętnie wypróbuję również wersję z rączką - akurat wpadła mi w oko biała Tangle Angel, którą już kiedyś umieszczałam na wishliście. Szczerze mogę Wam polecić szczotki Salon elite oraz Aqua splash - bardzo dobrze mi się je użytkuje, sprawnie rozczesują włosy i masują skórę głowy. Niestety nieco rozczarowała mnie wersja kompaktowa, ale jak wcześniej zaznaczyłam uważam, że jest przeznaczona raczej dla włosów krótszych, cieńszych, rzadszych. Do jej zalet jednak należy fakt, że ma największy designerski wybór kolorów i wzorów. Wszystkie szczotki są łatwe w utrzymaniu czystości, dobrze rozczesują włosy oraz masują skórę głowy.
• Balea • arbuzowy żel pod prysznic

• Balea • arbuzowy żel pod prysznic

Ostatni weekend tegorocznych wakacji zapowiadał się słonecznie - dość optymistycznie jak na dwa miesiące pogody w kratkę. Przez takie warunki atmosferyczne dość krótko cieszyłam się truskawkami z mojego ogrodu czy zwiewnymi bluzkami. Na szczęście na inne letnie znaki znalazłam inny sposób - arbuz był ze mną obecny w trakcie kąpieli w postaci żelu pod prysznic Balea Melone.


Jakie są żele Balea każdy widzi. Tani jak barszcz symbol drogerii DM - analogicznie jak w Rossmannie Isana. Łatwo dostępne (nie licząc naszego kraju), cała armia zapachów i kolorowych etykiet, które co raz kuszą z półki. Pojawiają się edycje specjalne, limitowane, a także jest spory wybór w ofercie regularnej. Z jakością bywa różnie - jedni są zadowoleni z działania, inni marudzą, a mimo wszystko pojawiają się kultowe produkty, które każda dziewczyna w blogosferze chce mieć
Tak było z żelem o zapachu arbuza - etykieta iście wakacyjna, nasycenie kolorów mami wzrok mieszając nadruk z rzeczywistością a owocowy trend dodatkowo podsyca małą istotkę w portfelu, która mówi kup go. Sam zapach jest przyjemny, choć nie do końca realistyczny - mi nieco bardziej przywodzi na myśl sorbet arbuzowy. Jeśli chodzi o działanie to dla mnie żel spełnia swoje funkcje - dobrze oczyszcza, nie podrażnia, nie przesusza nadmiernie skóry. Cena w importowym sklepiku nie przekroczyła 8 zł.


Lubicie kosmetyki Balea? Jakie zapachy polecicie?
See bloggers 2017 ⚓ - mój pierwszy raz na konferencji - relacja

See bloggers 2017 ⚓ - mój pierwszy raz na konferencji - relacja

See bloggers, najbardziej wyczekiwany i zarazem największy festiwal dla blogerów i influencerów w Polsce. Odkryłam go kilka lat temu, lecz dopiero w tym roku w nim uczestniczyłam. Inspirujące prelekcje, ciekawe warsztaty, otwarte strefy spotkań z markami a także innymi blogerami to chwalony wynik przygotowań zaledwie garstki organizatorów. W tym roku niestety został owiany złą sławą - kradzieże, przebiegli blogerzy i cwaniacy.. 


See bloggers odkryłam kilka lat temu (ot fanka marynistyki natknęła się na logo z kotwicą) jednak długo nie było mi dane w nim uczestniczyć - nie zgrywał mi się termin albo górowało moje wyobrażenie 'czy ja się tam nadaję?!'. Tym razem powiedziałam sobie zgłoś się i w taki właśnie prosty sposób otrzymałam zaproszenie i weekend 21-22 lipca 2017 spędziłam w Gdyni. Zdaję sobie sprawę, że co roku wydarzenie jest coraz większe, wymaga coraz większego zaangażowania w organizację, więc należy zwrócić uwagę, że za tym wszystkim stoi zaledwie kilka osób. Uważam, że co roku odwalają kawał dobrej roboty - zachwycona byłam teraz jak i w ubiegłych latach, kiedy jedynie śledziłam zdjęcia innych blogerów na instagramie. Przygotowują masę atrakcji - od wykładów, prelekcji i warsztatów, po imprezy integrujące, strefy chillout i inne rzeczy, których potencjalny uczestnik nie zauważa. Z chęcią opowiem Wam o tym jak spędziłam 2 dni na konferencji.


Przy zapisach, które były długo wyczekiwane, a bardzo szybko się zakończyły najbardziej liczyłam na warsztaty. Chciałam uczyć się tworząc - niestety nie wszędzie wyszło tak jak sobie zakładałam. Myślę, że na przyszłość warto byłoby uściślić tą formę do takiej, w której uczestnicy faktycznie mogą coś robić - zdobić, ustawiać, przejawiać swoją twórczość. Wybrałam najbardziej interesujące mnie tematy, jednak w czasie zapisów starałam się wykorzystać czas jak najlepiej, dzięki temu w sobotę pomiędzy każdymi warsztatami miałam może z 10 minut luzu - akurat aby przejść od sali do sali.
Pierwsze warsztaty w których uczestniczyłam to ASUS Fashion Photo - Fashion Deconstruction. Choć wyobrażałam sobie je zdecydowanie inaczej, to mimo wszystko dobrze się bawiłam. Trafiłam do grupy, która chętnie ze sobą rozmawiała i wymieniała się doświadczeniami, a w rozmowę nawet włączał się Mateusz Suda, który podpowiadał jak włożyć w pracę emocje, jak współpracować z markami oraz pokazywał nam mnóstwo inspiracji foto i video i zachęcał do późniejszego kontaktu na priv.
Kolejne warsztaty o których warto powiedzieć słowo to te zorganizowane przez markę Gosh, czyli sobotnie TAJEMNICE #PEWNOŚCI EFEKTU GOSH COPENHAGEN ORAZ KREOWANIA WIZERUNKU oraz niedzielne Charakter bloga vs autoprezentacja w makijażu - jak zachować spójność przekazu?. Tutaj stanowczo określenie warsztat nie pasuje - pierwsze wydarzenie było wywiadem z przedstawicielkami marki oraz Mają Sablewską wraz z kilkoma pytaniami od publiczności. Drugi warsztat makijażowy to bardziej dla mnie instruktarz, prelekcja - Anna Mucha udzielała wskazówek makijażowych i dyskutowała z nami na tematy pokrewne.


Udało mi się zapisać również na warsztaty Pharmaceris - O dzieleniu włosa na czworo - czyli wszystko, co powinniście wiedzieć o skórze głowy, by mieć zdrowe włosy. Tutaj również odbywała się raczej prelekcja, jednak moim zdaniem jedna z ciekawszych w jakich uczestniczyłam. Szybkie omówienie problemów i zagadnień z tematyki włosów, które było przerywane małym quizem dla słuchaczy. Na koniec warsztatów odbyło się również losowanie osób, które mogły przyjść na badanie trychologiczne bez kolejki. Swoją drogą mi udało się wziąć w nim udział po odstaniu swojego - jestem zadowolona, gdyż rzeczowo powiedziano mi co mogę zrobić by z moimi włosami było jeszcze lepiej, a także polecono mi konkretne kosmetyki, które faktycznie sprawdzają się rewelacyjnie.



Rzutem na taśmę dostałam się również na warsztaty Zadbaj o swoje włosy ze specjalistami Michel Mercier - warsztaty dla włosomaniaczek i nie tylko. Tutaj rzekomy warsztat w moim odczuciu był jedynie prezentacją produktów marki - poznałam nową markę, na którą jeszcze nie zwróciłam uwagi w sklepach, natomiast dwie dziewczyny miały okazję sprawdzić działanie szczotki i suchego szamponu na swoich włosach.


Warsztat Chiodo Pro Pyłki świecące w ciemności. Water Aqua to aktywność, którą faktycznie mogę nazwać warsztatami - organizatorzy się postarali i przygotowali dla nas stoiska a la nail bar i same miałyśmy okazję spróbować swoich sił w hybrydowym zdobieniu paznokci. Odkryto przed nami tajniki gradientu, używania pyłków oraz wykonywania wakacyjnych zdobień. Zdradzono nam techniki, które pozwalają na łatwe i szybkie zdobienie paznokci bez nieustannego poprawiania ich. Sama stworzyłam kotwicę i palemkę!



Na See bloggers starałam się szeroko rozwijać, więc nie wszystkie warsztaty na jakie się udałam były skierowane stricte w tematykę beauty mojego bloga. Wybrałam się na warsztat przygotowany przez dziewczyny z Make home easier Ręczne tworzenie plansz moodboardowych. Tutaj w grupach pracowaliśmy nad tworzeniem plansz tematycznych dotyczących urządzenia wybranego pomieszczenia w mieszkaniu. Była to dla mnie dość ciekawa odskocznia i na pewno kiedyś napiszę Wam coś więcej na ten temat na blogu. 



W natłoku warsztatów w których brałam udział nie miałam za wiele czasu na wysłuchanie wykładów czy prelekcji, jednak w czasie wolnym trafiły się dwie pod rząd, które szczególnie mnie zaciekawiły. Prelekcja Kasi Ogórek "Bloger czy już biznesmen? - jak znaleźć złoty środek" była dla mnie okazją do sprawdzenia kim jest tajemnicza mama DIY blogosfery. W rozmowie po prelekcji okazała się świetną babką - od razu milej zaglądać na bloga, kogo się poznało w tak miłej atmosferze. Druga prelekcja, w której wzięłam udział to Czego nie powiem Ci o Instagramie by Alabasterfox. Oprócz ciekawostek jakie Adrianna zdradziła nam na temat instagramu, jego algorytmach i trendach muszę przyznać, że Ada miała najlepszą stylizację a SB - prosta, a jednak wyglądała jak milion dolarów!


See bloggers moim zdaniem było zorganizowane genialnie! Nie miałam czasu na nudę, gdyż całe 2 dni miałam zaplanowane od A do Z - praktycznie żadnego okienka, z ledwością miałam czas wyrwać się do strefy chill out, spróbować lodów czy własnoręcznie skomponowanej herbaty. Nie starczyło mi również czasu na przejście po wszystkich stoiskach marek, które było piękne! Nawet nie zrobiłam im zdjęcia.. jednak żebyście nie byli stratni podsyłam linka do Snaily, która w swoim wpisie pokazuje ich zdjęcia. Dbano o nasz relaks, zaspokojenie pragnienia czy głodu. Korytarze były pełne poznających się i rozmawiających influencerów. Sama poznałam na żywo kilka osób, które znałam z sieci oraz takich, na których blogi jeszcze nie trafiłam (tutaj pozdrowienia dla wszystkich, z którymi siedziałam i zamieniłam słowo na warsztatach czy korytarzach!). Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!

PS. See bloggers zostało owiane złą sławą - bo brakowało papieru, bo skradziono smartfony.. Ale czymże jest kilka tych niemiłych incydentów w stosunku do wspaniałej organizacji i atmosferze towarzyszącej wydarzeniu. Czemu nagle wszyscy blogerzy są postrzegani jako źli  - nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora! Nie powiem Wam, kto pokazał swe prawdziwe oblicze - bo nie wiem. Warto jednak zwrócić uwagę, że przy takim natłoku ludzi zmieszały się ze sobą różne środowiska - tak jak w dużym mieście, szkole - jeden rozrabiaka nie powinien być wyznacznikiem tego, kim są wszyscy. Dziękuję za uwagę.



A Tobie jak się podobało na See bloggers?
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger