Rainy day

Rainy day

W ostatnich dniach mieliśmy prawdziwe popisy pani wiosny. Dzisiaj niestety pogoda nie dopisuje - od rana przewlekle pada deszcz, jednak mimo wszystko w powietrzu czuć już zmianę pór roku. Świeże powietrze, powoli zieleniąca się trawa i dodatnie temperatury. Z wiosną kojarzy mi się również odświeżanie ubrań w szafie - mam na myśli pranie niczym w reklamach proszków. I właśnie o takim zapachu dzisiaj będzie mowa. Wszystko to zawiera w sobie Kringle Candle Rainy day.

Rainy day to moja pierwsza duża świeca zapachowa, która przekonała mnie, że warto w nie od czasu do czasu zainwestować. Nie jestem maniakiem, nie wydaję pół wypłaty na świece. Wciąż na pierwszy ogień idą u mnie woski z Goodies, aby sprawdzić czy zapach mnie nie rozczaruje. Świecę mam od dawna - stąd jeszcze stara etykieta - na nowej jest zbliżenie parasola i brakuje kaloszy. Trafiła mi się na loterii na jednym z blogowych spotkań. Pierwotnie przebywała u mojego faceta, jednak on rzadko ją palił, ponieważ powodowała u niego ból głowy, więc postanowiłam się nią zaopiekować. 

Początkowo na sucho raczej słabo ją wyczuwałam, jednak w czasie palenia się co nieco zmieniło. Rozpalona zyskuje na mocy w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zapach rozchodzący się po pomieszczeniu jest bardzo świeży, tak jak oczyszczone przez deszcz powietrze. Może nie jest to zroszona trawa jak obiecuje producent, ale dla mnie to taki zapach prania - proszek, płyn do płukania i wywieszone na dwór wyciągnięte z pralki ubrania. Ba, u mojego taty wpadło podobne skojarzenie. W dniu, kiedy mama zrobiła pranie, a on wrócił z pracy był przekonany, że został użyty nowy płyn do płukania, a była to świeca, która rozniosła swój aromat na cały dom.

Znacie ten zapach?
Super słodki peeling Delawell: kokos & trawa cytrynowa

Super słodki peeling Delawell: kokos & trawa cytrynowa

Peelingi to chyba kosmetyki, po które sięgam najczęściej i najchętniej je zużywam. To część pielęgnacji, do której nie trzeba mnie namawiać. Te, które mam w swoich kosmetycznych zbiorach to nie tylko moje zakupy, ale również trafiają do mnie z na przykład beauty boxów. Dzisiejszy bohater wpisu trafił mi się w listopadowym shinyboxie, który powstał we współpracy ze sklepem Pewex. Bardzo cieszę się, że los chciał, abym w pudełeczku znalazła akurat peeling, a nie smarowidło do ciała - w stosunku do tych drugich stałam się ostatnio bardzo wybredna. Choć oczekiwanie wobec peelingów też zakreśliłam, to peeling Delawell z serii sweet & natural o zapachu kokosa i trawy cytrynowej okazał się być przyjemniaczkiem!

Co w nim urzeka?

Mnóstwo kosmetyków o rzekomo kokosowym zapachu zdaje się jakby nigdy koło kokosa się nie znajdowało. Sztuczny, chemiczny i przesłodzony zapach odrzuca na kilometr. Choć niektórym markom się udaje, to jednak przeważająca większość sobie z tym nie radzi, aby wiernie oddać jego woń. Tutaj Delawell się popisało: słodkiego, naturalnego kokosa przełamało świeżym zapachem trawy cytrynowej. Powoli dochodzę do wniosku, że taka kompozycja staje się moją ulubioną. Tutaj zapach pozwolił mi przypomnieć sobie kosmetyki naszych koleżanek z blogosfery - Craft'n'beauty. Miałam właśnie balsam do ciała i peeling o identycznym zapachu, równie pięknym. 

Nie wszystko złoto...?

Podobno nie ma rzeczy idealnych, jednak ten kosmetyk naprawdę świetnie się sprawuje. Po pierwsze peeling nie zawiera parafiny (więc już wielkie brawa dla niego!), lecz  bazuje na glicerynie, która jest wzbogacona mnóstwem olejków. Dzięki temu po użyciu nie mamy oblepionej skóry, choć wyczuwalne jest nawilżenie poprzez olejki. Drugi zachwyt to złuszczające drobiny. Nie znajdziemy tu gruboziarnistego cukru, choć na słodycz wskazuje nazwa serii, lecz drobiny bambusa oraz puder ze zmielonych pestek moreli. Czyż nie pięknie jak na drogeryjny peeling? Możecie go dostać w Hebe w cenie do 40 zł / 200 ml. Na nowym egzemplarzu powinno znajdować się sreberko, które ma zabezpieczać przed wścibskimi łapkami w drogerii. Samo opakowanie w postaci tuby jest również wygodne w użyciu, choć bardziej ucieszyłby mnie zatrzask niż zakrętka. Co jest w nim minusem? Wygląd. No cóż, nie przedstawię Wam zdjęcia konsystencji, ponieważ wygląda jak.. ekhm, no właśnie. Na każdym zdjęciu wygląda niezbyt korzystnie ;)

Składniki INCI
Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Makadamia Ternifolia Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Sucrose Palmitate, Argania Spinosa Kernel Oil, Adansonia Digitata Seed Oil, Parfum, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Citral, Linalool.

Podsumowując całkiem dobry peeling o przyzwoitym składzie (oleje, pudry), który nie zostawia oblepiającej warstewki, lecz piękny zapach po użyciu. Wiem, że w sprzedaży jest również wersja pomarańczowa i imbirowo-waniliowa. Psst, na stronie producenta w dziale wyprzedaż możecie znaleźć przyjemniaczka za mniej niż 50% wartości ze względu na krótki okres przydatności - może warto się skusić, aby go wypróbować? ;)
Sea air

Sea air

Dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat wosku z najnowszej kolekcji Yankee Candle Coastal living, a mianowicie Sea air. Kolekcja mocno przyciągnęła moją uwagę, ponieważ uwielbiam pobyty nad morzem o każdej porze roku. Kocham świeże powietrze płynące znad wody, uspokajające mnie kołysanie fal oraz lekkość, której doświadczam tam siedząc na plaży i nie myśląc o niczym, odprężając się. Wobec wosku miałam oczekiwania, aby dał świeżość taką jak morska bryza i co nieco przypomniał mi o wakacjach. Jak się sprawdził?

Wosk zamówiłam zaraz po premierze na stronie Goodies. Mała tarta kosztowała 9 zł, a ja liczyłam na świeży zapach. Pierwsze powąchanie na sucho skierowało moje myśli w kierunku.. płynu do płukania ubrań. Wosk faktycznie pachnie odświeżająco, ale w kierunku prania. Mój facet był zaskoczony i jednocześnie nastawiał się na średni zapach. Po odpaleniu jednak jestem zadowolona. Zapach rozchodzący się po pokoju działa odświeżająco - super sprawa, zwłaszcza patrząc na fakt, że wiosenne porządki są za pasem, choć kolekcja bardziej kojarzy się z edycją wakacyjną. Zapach wyczuwalny bliżej kominka jednak daje delikatną woń kwiatów, co sprawia, że nie jest jednopoziomowy. Jestem na tak - teraz chcę świecę i środki do prania ubrań o identycznym zapachu. 

Czy znacie podobne nuty zapachowe w woskach/świecach i coś mi polecicie? :)
Star anise & orange

Star anise & orange

Czas około zimowy zawsze kojarzył mi się z apogeum palenia wosków w kominku. Tej zimy jednak całkowicie oddałam się świecom - zwłaszcza mojemu Greyowi, którego dostałam od ukochanego na święta. Towarzystwa dotrzymywała mu Candy Cane Lane, jednak mocno ciekawił mnie również wosk Star anise & orange. Jak się sprawdził najbardziej wyczekiwany w zeszłym roku przeze mnie wosk?
Mój entuzjazm co do wosku ostudziła koleżanka i ukochany. Według nich pachnie lekami, tabletkami na gardło, jednak mnie ta mieszanka zaciekawiła. Na sucho aromat był bardzo mocny, a także kwaśny, a ja mimo to nie czułam się odstraszona. Po rozpaleniu wosk okazuje się równie mocny i niestety nie jest w nim wyczuwalna pyszna, soczysta pomarańczka - chyba, że mówimy o bardzo odległym tle. Cały zapach został zdominowany przez anyż - dla miłośników tej woni będzie świetny! Wosk możecie zamówić na Goodies :)
Jakich zapachów unikacie, a jakie powodują u Was szybsze bicie serca? :)
Propozycje prezentów na dzień kobiet - perfumy, które mogłabym mieć

Propozycje prezentów na dzień kobiet - perfumy, które mogłabym mieć

Zapach to element, który w dużej mierze nas opisuje. Zawsze zachwycałam się tym, że na podstawie upodobanych zapachów można określić czyjś charakter czy temperament. Największą magię jednak widzę w tym, że ukochany potrafi wybrać mi perfumy z gamy tych, których jeszcze nie wąchałam, a one trafiają w moje upodobania. Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam kilka zapachów, które spodobały mi się i chciałabym je posiadać. Moim zdaniem są dość zróżnicowane, więc mogą być inspiracją na prezent z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet. Perfumy na cały rok zamiast pachnących kwiatów, co Wy na to?

Zdjęcia pochodzą ze strony perfumeria.pl

Calvin Klein nie powinien być zaskoczeniem dla czytelników mojego bloga - uwielbiam tą markę. Wydaje mi się, że jako kolejny flakonik najchętniej przyjęłabym Eternity Now. Chloe natomiast pierwszy raz trafiła do mnie jako próbka... której nie chciałam nawet przetestować. Stopniowo jednak zaczął uwodzić mnie jej zapach oraz uroczy flakonik przewiązany wstążką.
Skoro jesteśmy już przy uroczych flakonikach, to takim mianem został okrzyknięty zapach Good Girl Caroliny Harrery. Nie wiedziałam o co ten cały szum - wszak kształt buteleczki nie spowodował u mnie szybszego bicia serca, jednak zapach zrobił już swoje. Gdy odkryłam, że nuta kawy zaczęła podobać mi się w perfumach sięgnęłam po Black Opium Yves Saint Laurent, który kiedyś nie przyciągał mnie zapachem. Obecnie mogę stwierdzić, że do niego 'dojrzałam'. Cóż, pamiętajmy, że gust nieustannie nam się zmienia - ciekawe co będzie za jakiś czas?
Na koniec mój konik, czyli rześkie, świeże zapachy. Do nich należy słynne jabłuszko Be Delicious DKNY, które daje powera do działania otulając kwiatowo-owocowym zapachem. Podobnie jest w przypadku iście wiosennego flakoniku od Marca Jacobsa Daisy dream. Śliczny flakonik skrywa lekki, ale kobiecy zapach, który skradł me serducho.
Zdjęcia pochodzą ze strony perfumeria.pl


Wymienione pozycje, jak i wiele wiele więcej znajdziecie w internetowym sklepie perfumeria.pl. Osobiście jestem zachwycona ogromem flakoników do wyboru, ale żałuję, że nie można ich powąchać przez monitor, bo to z pewnością ułatwiłoby wybór odpowiednich perfum. A Wy jak wybieracie zapachy dla siebie?
Nowości lutego: eKobieca, Hebe, Home&you

Nowości lutego: eKobieca, Hebe, Home&you

Właśnie przerzuciliśmy kartki kalendarza na marzec, a to oznacza, że wiosna już coraz bliżej. Niech nadchodzi i to wielkimi krokami, ponieważ takie przejściowe okresy pomiędzy porami roku bardzo mnie męczą, czego efekty widać na blogu. Miniony miesiąc miał obyć się bez większych zakupów kosmetycznych - miało skończyć się zaledwie na ShinyBoxie Winter SPA, który zamówiłam w ramach wymiany za shinystars oraz małe zakupy w drogerii eKobieca. Zasiądźcie zatem z kubkiem porannej kawy i przyjrzyjcie się moim małym nabytkom.

Drogeria eKobieca to czysty przypadek - od dawna mnie korciła, a teraz skończył mi się żel do mycia twarz i zależało mi na czymś innym niż miewałam ostatnio. Wybór padł na żel z pompką Green Pharmacy o świeżym zapachu zielonej herbaty. Do koszyka dorzuciłam długo obiecywaną sobie pomadkę peelingującą Sylvecco, a także gumkę a'la invisibobble w ramach uzupełnienia włosowych akcesoriów. Okazało się jednak, że całym szałem tych zakupów był duet do włosów Vianek, który dorwałam w promocyjnej cenie. A skoro już wzięłam coś do włosów, to sięgnęłam również po szampon nadający objętość Sleek Line, który wezmę sobie do chłopaka.

Od czasu do czasu lubię zawitać do moich dziewczyn z Home&you, gdzie ostatnio moją uwagę zwróciły kremy do rąk Yope. Po starej znajomości dostałam rabat, ale po kilku użyciach już wiem, że krem jest wart każdej złotówki nawet pełnej ceny. Świetnie nawilża i pięknie pachnie. Ciekawa jestem innych wersji zapachowych. 

Tego roku Walentynki mocno mnie zaskoczyły. Przed weekendem udaliśmy się do kina, ponieważ wydawało mi się, że w tym dniu pracuję do późna. Okazało się jednak, że źle spojrzałam w grafik.. więc walentynkowy wieczór spędziliśmy w pizzerii. Rozbudowane walentynki ukochany dopełnił wspaniałym prezentem: wodą toaletową Calvin Klein In2U, które od pewnego czasu chodziły mi po głowie. 

Miesiąc zakończyłam wyprawą do drogerii Hebe po dezodorant. Tak, dezodorant. A przywiozłam to wszystko, co widać poniżej. Udało mi się kupić dwa zestawy w promocyjnych cenach: Dove wyszedł taniej niż sam antyperspirant innej marki, a maszynek do golenia nigdy dość. Skorzystałam również z oferty promocyjnej na świecę do masażu Nacomi, podkład i szminkę Catrice oraz tusz Misslyn. Co do tego ostatniego jestem jednak zawiedziona, gdyż przez własną nieuwagę kupiłam taki z zerwaną folią ochronną, a w domu okazało się, że jest wyschnięty. Całe szczęście dałam za niego całe 5 zł. 

Na przyszły miesiąc raczej nie mam kosmetycznych planów zakupowych, ale póki co nie będę sobie niczego obiecywać. Może wtedy nie wydam fortuny. A jak Wasze zdobycze kosmetyczne? Co nowego sobie sprawiliście? A może zainteresował Was któryś z moich produktów?
5 pomysłów na nietypową randkę

5 pomysłów na nietypową randkę

Minęły dwa tygodnie od Walentynek, a mi w głowie wciąż siedzi myśl o pomysłach na spędzenie czasu we dwoje. Wszyscy (choć powinnam napisać wszystkie) doskonale wiemy jak wygląda to modelowo wzorując się na postaciach filmowych. Piknik, spacer w świetle księżyca lub kino plenerowe - tak przedstawiają nam idealną randkę kinowe postacie. Kolacja przy świecach jest fajna, ale czasami warto spróbować czegoś nowego, aby nie popaść w rutynę. W ten sposób chciałabym Was zachęcić do zorganizowania aktywnej randki. Zabierzcie swoich partnerów w nieodwiedzane wcześniej miejsca, sprawdźcie swoje umiejętności, zaskoczcie się nawzajem, a przy tym dobrze się bawcie. Psst, myślę, że na większość zamieszczonych poniżej pomysłów panowie zareagują pozytywnie ;)

Wypad na gokarty

Idealny sposób na spędzenie wolnego czasu z miłośnikiem szeroko pojętej motoryzacji. Namówienie faceta na taką formę aktywności nie powinno sprawić nikomu problemu. Tory mieszczą się w różnych miejscach - czasem spotkacie je w okolicy galerii handlowych lub nawet jako jedną z atrakcji lunaparku. Nie zapominajcie, że wejście na gokarty może być również świetnym pomysłem na zbliżający się Dzień Mężczyzn. Alternatywą mogą być quady lub jazda terenową furą po bezdrożach.

Wyjście na strzelnicę

Podejrzewam, że strzelnica od dawna budzi skojarzenie z mężczyznami - militarnie patrząc: wojsko, a także jako ten wspaniały facet wygrywający dla kobiety pluszowego misia na strzelnicy. Od dzisiaj odejdźmy jednak od tego stereotypu. Indywidualne szkolenie pod bacznym okiem doświadczonych instruktorów strzelectwa uczyni z Was parę rodem z filmu Mr & Mrs Smith.

Escape room

W ostatnim czasie bardzo popularna forma rozrywki przeznaczona dla 2-4 osób, czyli idąc z partnerem już można się ubawić. Nieco adrenaliny połączona z wymogiem kreatywnego myślenia pochłonie Was na około godzinę. Tego typu atrakcja coraz szybciej rozwija się również w Polsce, co skutkuje szeregiem scenariuszy do przejścia. Czy ta rozrywka wciągnie Was na dłużej? Intelektualną alternatywą są również wystawy interaktywne, wiecie coś w stylu Centrum Nauki Kopernik lub Eksperyment.

Aquapark

Pamiętam jak kiedyś słyszałam o tym, że najlepiej dziewczynę zabrać na randkę na basen - zmyty makijaż obnaży prawdę o wyglądzie lubej. Cóż, każdy kij ma dwa końce. Idąc z facetem na basen my kobiety możemy podziwiać jego muskulaturę. Ale nie na samym wyglądzie chcę się skupić. Wodne szaleństwo to długie godziny spędzone na wspólnym pływaniu, zjazdach ze zjeżdżalni, wodnych rozgrywkach w siatkówkę, jacuzzi itp. Szczerze przyznam, że dwa polskie aquaparki pokochałam z miejsca - za rwącą rzekę i pontony - koniecznie musicie się do nich wybrać! Jeśli nie kręci Was woda, a chcielibyście aktywnie spędzić dzień udajcie się do parku trampolin bądź na ściankę wspinaczkową.

Nie myśl przyziemnie

A co gdyby tak na chwilę oderwać się od ziemi? Sposobów widoku z góry jest wiele choćby skok na bungee/ze spadochronem w tandemie. Lot widokowy to byłby pomysł, zwłaszcza, że metod wykonania również jest kilka - szybowiec, awionetka, balon. Chętnie zobaczyłabym panoramę miasta z ukochanym z innej perspektywy niż okno wieżowca.

Czy któryś pomysł szczególnie przypadł Ci do gustu? A może sam/a zorganizowałeś/aś wyjątkową randkę lub marzysz o jakiejś? Koniecznie podziel się taką informacją w komentarzu  - zainspirujmy się wzajemnie :)

Zdjęcia pochodzą z https://pixabay.com/
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger