Mój codzienny makijaż - jakich kosmetyków używam?

Mój codzienny makijaż - jakich kosmetyków używam?

Kilka dni temu na instagramie pytałam Was czy jesteście ciekawi tego jakich kosmetyków używam do wykonania mojego codziennego makijażu. Nie ma w nim raczej żadnych szaleństw. Robię go na każdego dnia - do pracy, na miasto, na spotkanie ze znajomymi - czasem pojawiają się różne warianty, jednak pokażę Wam kilka kosmetyków, które stanowią podstawę praktycznie każdego makijażu. Ciekawa jestem czy używacie coś takiego samego jak ja - dajcie później znać w komentarzu.


Moja kapryśna cera kiedyś nie znosiła żadnych kremów pod makijażem - wszystko z niej spływało, jednak obecnie nie nałożenie kremu bądź bazy pod makijaż wiąże się z uwidocznianiem suchych skórek i innych takich, więc stanowi to dla mnie krok obowiązkowy. Od pewnego czasu używam kremu nawilżającego Lumene i/lub bazy pod makijaż Bielendy.


Najważniejszy dla mnie jest dobrze dobrany podkład. Moja cera jest kapryśna, zdarzają jej się zmiany trądzikowe, nierówny koloryt skóry, więc zależy mi na dobrym kryciu, ale również na tym, aby cera nie została obciążona czy zapchana. Wypróbowałam wiele podkładów, ale wróciłam ponownie do podkładu mineralnego Anabelle Minerals - wcześniej używałam matującego, teraz zdecydowałam się na kryjący i jestem równie zadowolona. Czy z płynnym czy z sypkim podkładem w parze używam pudru. Moim faworytem jest sypki i transparentny - póki co ulubieńcem jest puder Provoke Dr Irena Eris, choć ostatnio używałam również popularnego bananowego pudru Wibo. Nie mówię, że był zły - zapach miał naprawdę kuszący, jednak ten jest dla mnie po prostu lepszy. 


Brwi podkreślam na zmianę cieniem Color tattoo z Maybelline - zawsze do niego powracam po różnych testach - ma dobry odcień, a jednocześnie utrzymuje brwi w ryzach - wystarczy pociągnięcie pędzelkiem. Drugim produktem, który trzymam w toaletce jest zestaw do stylizacji brwi Makeup Revolution. Bardzo fajne pudry do brwi w zestawie z żelem, pędzelkiem i pęsetą w kasetce z lusterkiem. Największy minus produktu - 3 pudry są niemal nie do zużycia, natomiast ile zostało mi żelu widzicie na zdjęciu. W dni kiedy na przykład zaśpię i nie mam czasu na malowanie brwi używam żelu utrwalającego Wibo. Sam żel nie jest zły, jednak szczoteczka - aplikator sprawdziłby się przy większych i szerszych brwiach niż moje. Dla mnie mało wygodny, muszę się nagimnastykować, aby nie wyjechać poza włoski, więc raczej nie kupię kolejnego opakowania.


Wibo to tania i dość dobra marka, która w swojej ofercie ma perełki. Dla mnie najlepszym ich kosmetykiem jest rozświetlacz Wibo Diamond Iluminator. Ten kosmetyk daje efekt tafli, a nie brokatu i jest wydajny, choć niestety muszę zaznaczyć, że jest podatny na uszkodzenia przy upadku. To moje 2 albo 3 opakowanie - poprzednie miały spotkanie z podłogą i całe się pokruszyły. Używam go naprzemiennie z rozświetlaczami zawartymi w paletce Makeup Revolution Ultra Contour - jak sięgam po całą paletkę i konturuję twarz, to już nie wyjmuję kolejnego opakowania. Pomijając fakt, że ten zestaw zawiera bronzery i rozświetlacze, a brakuje w nim różu, to i tak jestem bardziej zadowolona z jakości niż w przypadku trio do konturowania Wibo, którego używałam wcześniej.


Zdecydowanie chętniej niż kiedyś sięgam po cienie do powiek w odcieniach brązów - wydaje mi się, że po prostu do nich dojrzałam i odkryłam ich urok. Moja paletka cieni z Inglota jest tak skomponowana, że zawiera cienie zarówno na co dzień, jak i z delikatnym błyskiem - choćby na wieczór, a co śmieszniejsze wzięłam gotowca z wyprzedaży. Jeśli chodzi o cienie to nie zawsze je nakładam, czasem robię to solo, a czasem w połączeniu z czarną kreską. Mam dwa ulubione eyelinery: zwykły czarny eyeliner Wibo oraz stymulujący wzrost rzęs eyeliner Astor. Obydwoma bardzo dobrze mi się pracuje, są trwałe na powiece i dają prawdziwą czerń. Co do czerni - obowiązkowy jest również czarny tusz do rzęs - obecnie powróciłam do tuszu podkręcającego rzęsy Bell Hypoallergenic - jest idealny jeśli ktoś ma problemy z alergiami czy wrażliwymi oczami.


Mój makijaż uwielbiam zwieńczać kolorem na ustach - zdecydowanie cenię sobie mocne róże, fuksje. Obecnie mam dwóch ulubieńców - jeden spoczywa na toaletce w domu, drugi znajduje się w kosmetyczce, którą noszę w torebce. Moje mocne róże to trwałe szminki Million dollar lips Wibo oraz Rouge edition velvet Bourjois w kolorze Ole Flamingo. Obydwie po zaschnięciu dzielnie znoszą jedzenie i picie oraz oblizywanie ust pozostawiając kolor na miejscu przez kilka godzin. Wiadomo, że jednak kobieta nie byłaby sobą gdyby nie czyniła w ciągu dnia poprawek ;)


Myślę, że dobrnęliśmy do końca. Temat oczywiście można by rozwinąć dalej - w końcu są jeszcze korektory - jednak tu nie mam nic godnego polecenia, kolorowe eyelinery i cała masa innych kosmetyków. Wracam tutaj jednak do wpisu na początku posta - chciałabym Wam przedstawić kosmetyki bazowe do mojego codziennego makijażu, na tasiemca jeszcze kiedyś przyjdzie czas. Na koniec ponawiam pytanie: czy ktoś używa takich kosmetyków jak ja? Może polecicie swoje pewniaki - sprawdzone i dobre kosmetyki do makijażu? 
• Kringle Candle • Beachside

• Kringle Candle • Beachside

Dzisiaj kolejny dzień za moim oknem jest deszczowy i ponury. Chłód za oknem udziela mi się mentalnie, więc szukam wśród wosków i świeczek otulających zapachów. Obecnie taki znalazłam pod postacią daylighta Beachside z kolekcji Kringle Candle. Nadmorski, plażowy zapach otulający na jesień? Jak to możliwe?


Ta świeczuszka przypomniała mi lekcje geografii - takie nawiązanie do niedawnego powrotu do szkoły. Ale do rzeczy - każdy kto wyjeżdża nad morze  (zwłaszcza nad to nasze, polskie morze) dobrze wie, że woda dużo wolniej się nagrzewa, podczas gdy stąpanie po piasku momentami jest wręcz niemożliwe, ponieważ rozgrzane ziarenka wręcz parzą w stopy. Dla ciepłolubnych świetną alternatywą do kąpieli w chłodnym morzu są kąpiele słoneczne. Aby były one bezpieczne należy pamiętać o stosowaniu odpowiednich kosmetyków przeciwsłonecznych. Zapach tej świeczki to połączenie masła kakaowego występującego w wielu kosmetykach z filtrami, rozgrzany piasek i powiew od morza, który niesie ze sobą aromat orzeszków w karmelu, które można zakupić na polskich plażach. Przyznam, że choć liczyłam na bardziej świeży zapach, to nie czuję się rozczarowana. Czuję w nim urok polskich plaż, przy których stoją budki z goframi, a porządny sklepik to taki, w którym dostaniemy kosmetyki w charakterystycznych pomarańczowych opakowaniach. Jedyny minus jaki daję temu zapachowi, to delikatność. Domyślam się,  że nikt nie chciał, aby był mdlący, jednakże dla mnie jest on za słabo wyczuwalny.

A Ty jaki otulający zapach ostatnio paliłeś/aś?
• Kringle Candle • Lighthouse point

• Kringle Candle • Lighthouse point

Ten tydzień stał się u mnie oficjalnym początkiem palenia świec i wosków. Powoli nadrabiam zaległości - wszak to, że dla mnie było za ciepło na podgrzewanie się świecami nie oznaczało, że nie wychodziły żadne nowości. Póki co powracam do kupionych przed wakacjami nadmorskich zapachów. Jako pierwszy pod lupę bierzemy dziś daylight Kringle Candle Lighthouse point.


Czy ktoś z Was był kiedyś w Rozewiu? Paląc tą świeczuszkę na myśl przychodzi mi brzeg po zejściu z klifu, na którym stoi latarnia morska Rozewie. Niszczycielska działalność morza została nieco zahamowana przez wybudowanie muru, który zabezpiecza brzeg przed podmyciem, a jednocześnie tworzy barierę, o którą można się oprzeć i wpatrywać się w bezkres morza. Jak większość 'morskich zapachów' wyczuwam w nim męską woń - dla mnie to mężczyzna, który staje za mną i obejmuje mnie, kiedy ja opieram się o ten mur i przyglądam się falowaniu. W czasie palenia wyczuwalne są męskie perfumy, a jednocześnie słona świeżość płynąca od morza. Muszę przyznać, że Grey to jedynie początek męskich zapachów od Kringle Candle - jest cała masa innych, z którymi również warto się zapoznać. Zwłaszcza na samotne, jesienne wieczory.

Znacie zapachy Kringle? Jakie męskie woski lubicie?
Konkurs - wygraj paletkę Gosh!

Konkurs - wygraj paletkę Gosh!

Piękna złota jesień, spacery, zbieranie kasztanów i tworzenie bukietów z kolorowych liści. Spacer z psem, który biega w świeżo zgrabione liście. Tworzenie ludzików z żołędzi, kasztanów i zapałek. Korale z jarzębiny. Wieczory pod kocem z książką i herbatą albo z dobrym filmem i przekąskami. Przytulanie się z partnerem, bo przecież w ramionach drugiej osoby najcieplej. Powód do zakupu nowego sweterka - w końcu mamy zmianę pory roku. Szale, kapelusze, płaszcze, powoli pojawiające się botki. To są uroki polskiej, złotej jesieni.

Niestety jesień w tym roku nas nie rozpieszcza, ale miejmy w sobie moc i przegońmy brzydką pogodę pięknym makijażem. Mam dla Was 3 kosmetyki Gosh, które macie szansę wygrać poprzez wypełnienie formularza i odpowiedź na pytanie konkursowe: Za co lubisz jesień?

Życzę wszystkim powodzenia!


Regulamin konkursu:

  1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Maleńka bloguje.
  2. Kosmetyki są nowe, nieużywane.
  3. W konkursie może wziąć udział każdy, kto spełni warunki, czyli prześle odpowiedź na pytanie konkursowe poprzez formularz załączony w poście.
  4. Konkurs trwa do 28.09, wyniki planuję ogłosić jeszcze przed końcem miesiąca.
  5. Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie odpowiedzi na pytanie konkursowe.
  6. Nagrodę wysyłam na własny koszt po udostępnieniu danych do wysyłki.
  7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
• Tangle Teezer • porównanie szczotek Aqua splash, Compact styler oraz Salon elite

• Tangle Teezer • porównanie szczotek Aqua splash, Compact styler oraz Salon elite

Rozpoczynamy nowy miesiąc, możnaby rzec nowy okres - wczoraj oficjalnie rozpoczął się rok szkolny. Aby pozostać w temacie dzisiaj temat z polskiego: charakterystyka porównawcza znanych szczotek Tangle Teezer. Pamiętam, że kiedy weszły do oferty sprzedażowej miały zawrotną cenę i raptem dwa modele - Original oraz Salon Elite, natomiast teraz oprócz ferii kolorów mamy również wiele modeli do wyboru. Moją pierwszą szczotkę TT Salon elite dostałam od chłopaka na urodziny i od niej zaczęła się moja szczotkowa rewolucja. Obecnie mam 3 modele - Aqua splash, Compact styler oraz Salon elite i z chęcią przedstawię Wam dzisiaj różnice pomiędzy nimi, abyście mogli wybrać najlepszą dla siebie.


Zacznijmy od Salon elite - to szczotka, której używam na co dzień, a nie raz przyłapuję też na tym swojego chłopaka. To ją dostałam jako pierwszą, a obecnie używam już drugiej sztuki w takim samym kolorze - Purple crush. Cieszę się, że dostałam właśnie ją - podobno jest nieco większa, bardziej wygięta w kształt banana i wygodniejsza w użyciu niż podstawowa The Original.
Jeśli chodzi o samo działanie to cenię ją sobie za bezinwazyjne rozczesywanie włosów - mimo wszystko trwa ono kilka minut, jednak według producenta nie narusza struktury włosa i co dla mnie równie ważne po zakończonym czesaniu na szczotce nie zostaje wiele włosów. Szczotka w czasie używania masuje skórę głowy, co powinno pobudzać skalp oraz cebulki włosów do wzrostu. Radzi sobie z moimi włosami zawsze - gdy są przyklapnięte, gdy mają sporą objętość - nie straszne jej gęste włosy - niemałą zasługą tego faktu jest oczywiście kilka długości igiełek, które rozczesują włosy na wielu warstwach. Szczotka robi u mnie nie małą furorę, ponieważ świetnie spełnia swoją rolę, a ponadto bardzo łatwo utrzymać ją w czystości (dobry argument zwłaszcza jak zdarza się używać suchego szamponu). W czasie używania zauważyłam jednak 3 minusy tej szczotki..




Niestety szczotka Tangle Teezer jest skłonna do ucieczek z ręki, a tym samym licznych upadków. Nie raz zdarzyło mi się, że wyśliznęła mi się z ręki, a niestety każdy upadek jest bezbolesny do czasu. Plastikowa szczotka ma to do siebie, że może pęknąć. I tak się w poprzedniej stało - po którymś zaliczeniu podłogi coś zaczęło w niej brzęczeć. Plastikowe włosie niestety również nie jest wieczne - po 2-3 latach zauważyłam pierwsze wyginające się igiełki, które niestety przyśpieszyłam faktem, że zaczęłam nosić szczotkę luzem w torebce, ponieważ zawsze chciałam mieć ją przy sobie. Umyta szczotka również zaciągała wodę - wprawdzie nie jest wodoodporna, jednak czas schnięcia wydłużał się przez to, że w środku zbierała się woda, która później z niej kapała. Dwa minusy sprawiły, że postanowiłam przemyśleć fakt zakupu 2 innych wersji.

na zdjęciu po umyciu - widać ślady po wodzie

Compact styler
wybrałam ze względu na to, że zawsze chciałam mieć przy sobie moją wygodną w użytkowaniu szczotkę. Kompaktowa wersja ma zabezpieczone przed zniszczeniem ząbki, więc nie straszne jej podróżowanie w torebce czy kosmetyczce. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała moje oczekiwania. Inny kształt i mniejszy rozmiar wydłużają czas czesania moich długich i gęstych włosów. Szczerze przyznam, że na początku nawet wydawało mi się, że ma krótsze ząbki - jednak mit zostaje obalony - sprawdziłam do dokładnie. Mała powierzchnia czesania mimo tej samej długości igiełek sprawia, że niechętnie po nią sięgam, ponieważ czesanie zajmuje mi o wiele więcej czasu. Na szczęście udało mi się dorwać ją na przecenie w sklepie internetowym w cenie 18 złotych - wybrałam najtańszą wersję kolorystyczną, czyli Pink kitty. Należy jednak nadmienić, że jest to model, który występuje w zdecydowanie najszerszej gamie kolorów i nadruków, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam ją jednak dla dzieci, kobiet z krótkimi, rzadkimi lub cienkimi włosami oraz mężczyzn.


Kolejnym must havem była dla mnie szczotka Aqua splash. Nie raz widziałam ją w drogerii i szczerze mówiąc przyciągała mnie zwiastunem wodoodporności. Pilniej zaczęłam jej potrzebować, gdy zaczęłam regularnie chodzić na basen. Kupiłam ją również z myślą o wakacjach i rozczesywaniu włosów po wyjściu z wody na plaży. Muszę przyznać, że faktycznie brak szczelin wpływa na brak zatrzymywania wody oraz szybkie schnięcie. Identyczna długość ząbków daje komfort czesania oraz masowanie skóry głowy. Nadaje się zarówno do rozczesywania mokrych jak i suchych włosów, więc można ją bez obaw używać na codzień. Szczotka ma również idealnie wyprofilowany kształt, dzięki czemu dobrze leży w dłoni i jeszcze ani razu mi z niej nie wypadła. Zamawiałam ją wraz z Compact styler i ją również dorwałam w bardzo atrakcyjnej cenie niecałych 16 zł. Wybrałam najładniejsze według mnie połączenie kolorystyczne, czyli Aqua blue.


Podsumowując

Pozytywne doświadczenia ze szczotkami Tangle Teezer na pewno poskutkują tym, że chętnie wypróbuję również wersję z rączką - akurat wpadła mi w oko biała Tangle Angel, którą już kiedyś umieszczałam na wishliście. Szczerze mogę Wam polecić szczotki Salon elite oraz Aqua splash - bardzo dobrze mi się je użytkuje, sprawnie rozczesują włosy i masują skórę głowy. Niestety nieco rozczarowała mnie wersja kompaktowa, ale jak wcześniej zaznaczyłam uważam, że jest przeznaczona raczej dla włosów krótszych, cieńszych, rzadszych. Do jej zalet jednak należy fakt, że ma największy designerski wybór kolorów i wzorów. Wszystkie szczotki są łatwe w utrzymaniu czystości, dobrze rozczesują włosy oraz masują skórę głowy.
• Balea • arbuzowy żel pod prysznic

• Balea • arbuzowy żel pod prysznic

Ostatni weekend tegorocznych wakacji zapowiadał się słonecznie - dość optymistycznie jak na dwa miesiące pogody w kratkę. Przez takie warunki atmosferyczne dość krótko cieszyłam się truskawkami z mojego ogrodu czy zwiewnymi bluzkami. Na szczęście na inne letnie znaki znalazłam inny sposób - arbuz był ze mną obecny w trakcie kąpieli w postaci żelu pod prysznic Balea Melone.


Jakie są żele Balea każdy widzi. Tani jak barszcz symbol drogerii DM - analogicznie jak w Rossmannie Isana. Łatwo dostępne (nie licząc naszego kraju), cała armia zapachów i kolorowych etykiet, które co raz kuszą z półki. Pojawiają się edycje specjalne, limitowane, a także jest spory wybór w ofercie regularnej. Z jakością bywa różnie - jedni są zadowoleni z działania, inni marudzą, a mimo wszystko pojawiają się kultowe produkty, które każda dziewczyna w blogosferze chce mieć
Tak było z żelem o zapachu arbuza - etykieta iście wakacyjna, nasycenie kolorów mami wzrok mieszając nadruk z rzeczywistością a owocowy trend dodatkowo podsyca małą istotkę w portfelu, która mówi kup go. Sam zapach jest przyjemny, choć nie do końca realistyczny - mi nieco bardziej przywodzi na myśl sorbet arbuzowy. Jeśli chodzi o działanie to dla mnie żel spełnia swoje funkcje - dobrze oczyszcza, nie podrażnia, nie przesusza nadmiernie skóry. Cena w importowym sklepiku nie przekroczyła 8 zł.


Lubicie kosmetyki Balea? Jakie zapachy polecicie?
See bloggers 2017 ⚓ - mój pierwszy raz na konferencji - relacja

See bloggers 2017 ⚓ - mój pierwszy raz na konferencji - relacja

See bloggers, najbardziej wyczekiwany i zarazem największy festiwal dla blogerów i influencerów w Polsce. Odkryłam go kilka lat temu, lecz dopiero w tym roku w nim uczestniczyłam. Inspirujące prelekcje, ciekawe warsztaty, otwarte strefy spotkań z markami a także innymi blogerami to chwalony wynik przygotowań zaledwie garstki organizatorów. W tym roku niestety został owiany złą sławą - kradzieże, przebiegli blogerzy i cwaniacy.. 


See bloggers odkryłam kilka lat temu (ot fanka marynistyki natknęła się na logo z kotwicą) jednak długo nie było mi dane w nim uczestniczyć - nie zgrywał mi się termin albo górowało moje wyobrażenie 'czy ja się tam nadaję?!'. Tym razem powiedziałam sobie zgłoś się i w taki właśnie prosty sposób otrzymałam zaproszenie i weekend 21-22 lipca 2017 spędziłam w Gdyni. Zdaję sobie sprawę, że co roku wydarzenie jest coraz większe, wymaga coraz większego zaangażowania w organizację, więc należy zwrócić uwagę, że za tym wszystkim stoi zaledwie kilka osób. Uważam, że co roku odwalają kawał dobrej roboty - zachwycona byłam teraz jak i w ubiegłych latach, kiedy jedynie śledziłam zdjęcia innych blogerów na instagramie. Przygotowują masę atrakcji - od wykładów, prelekcji i warsztatów, po imprezy integrujące, strefy chillout i inne rzeczy, których potencjalny uczestnik nie zauważa. Z chęcią opowiem Wam o tym jak spędziłam 2 dni na konferencji.


Przy zapisach, które były długo wyczekiwane, a bardzo szybko się zakończyły najbardziej liczyłam na warsztaty. Chciałam uczyć się tworząc - niestety nie wszędzie wyszło tak jak sobie zakładałam. Myślę, że na przyszłość warto byłoby uściślić tą formę do takiej, w której uczestnicy faktycznie mogą coś robić - zdobić, ustawiać, przejawiać swoją twórczość. Wybrałam najbardziej interesujące mnie tematy, jednak w czasie zapisów starałam się wykorzystać czas jak najlepiej, dzięki temu w sobotę pomiędzy każdymi warsztatami miałam może z 10 minut luzu - akurat aby przejść od sali do sali.
Pierwsze warsztaty w których uczestniczyłam to ASUS Fashion Photo - Fashion Deconstruction. Choć wyobrażałam sobie je zdecydowanie inaczej, to mimo wszystko dobrze się bawiłam. Trafiłam do grupy, która chętnie ze sobą rozmawiała i wymieniała się doświadczeniami, a w rozmowę nawet włączał się Mateusz Suda, który podpowiadał jak włożyć w pracę emocje, jak współpracować z markami oraz pokazywał nam mnóstwo inspiracji foto i video i zachęcał do późniejszego kontaktu na priv.
Kolejne warsztaty o których warto powiedzieć słowo to te zorganizowane przez markę Gosh, czyli sobotnie TAJEMNICE #PEWNOŚCI EFEKTU GOSH COPENHAGEN ORAZ KREOWANIA WIZERUNKU oraz niedzielne Charakter bloga vs autoprezentacja w makijażu - jak zachować spójność przekazu?. Tutaj stanowczo określenie warsztat nie pasuje - pierwsze wydarzenie było wywiadem z przedstawicielkami marki oraz Mają Sablewską wraz z kilkoma pytaniami od publiczności. Drugi warsztat makijażowy to bardziej dla mnie instruktarz, prelekcja - Anna Mucha udzielała wskazówek makijażowych i dyskutowała z nami na tematy pokrewne.


Udało mi się zapisać również na warsztaty Pharmaceris - O dzieleniu włosa na czworo - czyli wszystko, co powinniście wiedzieć o skórze głowy, by mieć zdrowe włosy. Tutaj również odbywała się raczej prelekcja, jednak moim zdaniem jedna z ciekawszych w jakich uczestniczyłam. Szybkie omówienie problemów i zagadnień z tematyki włosów, które było przerywane małym quizem dla słuchaczy. Na koniec warsztatów odbyło się również losowanie osób, które mogły przyjść na badanie trychologiczne bez kolejki. Swoją drogą mi udało się wziąć w nim udział po odstaniu swojego - jestem zadowolona, gdyż rzeczowo powiedziano mi co mogę zrobić by z moimi włosami było jeszcze lepiej, a także polecono mi konkretne kosmetyki, które faktycznie sprawdzają się rewelacyjnie.



Rzutem na taśmę dostałam się również na warsztaty Zadbaj o swoje włosy ze specjalistami Michel Mercier - warsztaty dla włosomaniaczek i nie tylko. Tutaj rzekomy warsztat w moim odczuciu był jedynie prezentacją produktów marki - poznałam nową markę, na którą jeszcze nie zwróciłam uwagi w sklepach, natomiast dwie dziewczyny miały okazję sprawdzić działanie szczotki i suchego szamponu na swoich włosach.


Warsztat Chiodo Pro Pyłki świecące w ciemności. Water Aqua to aktywność, którą faktycznie mogę nazwać warsztatami - organizatorzy się postarali i przygotowali dla nas stoiska a la nail bar i same miałyśmy okazję spróbować swoich sił w hybrydowym zdobieniu paznokci. Odkryto przed nami tajniki gradientu, używania pyłków oraz wykonywania wakacyjnych zdobień. Zdradzono nam techniki, które pozwalają na łatwe i szybkie zdobienie paznokci bez nieustannego poprawiania ich. Sama stworzyłam kotwicę i palemkę!



Na See bloggers starałam się szeroko rozwijać, więc nie wszystkie warsztaty na jakie się udałam były skierowane stricte w tematykę beauty mojego bloga. Wybrałam się na warsztat przygotowany przez dziewczyny z Make home easier Ręczne tworzenie plansz moodboardowych. Tutaj w grupach pracowaliśmy nad tworzeniem plansz tematycznych dotyczących urządzenia wybranego pomieszczenia w mieszkaniu. Była to dla mnie dość ciekawa odskocznia i na pewno kiedyś napiszę Wam coś więcej na ten temat na blogu. 



W natłoku warsztatów w których brałam udział nie miałam za wiele czasu na wysłuchanie wykładów czy prelekcji, jednak w czasie wolnym trafiły się dwie pod rząd, które szczególnie mnie zaciekawiły. Prelekcja Kasi Ogórek "Bloger czy już biznesmen? - jak znaleźć złoty środek" była dla mnie okazją do sprawdzenia kim jest tajemnicza mama DIY blogosfery. W rozmowie po prelekcji okazała się świetną babką - od razu milej zaglądać na bloga, kogo się poznało w tak miłej atmosferze. Druga prelekcja, w której wzięłam udział to Czego nie powiem Ci o Instagramie by Alabasterfox. Oprócz ciekawostek jakie Adrianna zdradziła nam na temat instagramu, jego algorytmach i trendach muszę przyznać, że Ada miała najlepszą stylizację a SB - prosta, a jednak wyglądała jak milion dolarów!


See bloggers moim zdaniem było zorganizowane genialnie! Nie miałam czasu na nudę, gdyż całe 2 dni miałam zaplanowane od A do Z - praktycznie żadnego okienka, z ledwością miałam czas wyrwać się do strefy chill out, spróbować lodów czy własnoręcznie skomponowanej herbaty. Nie starczyło mi również czasu na przejście po wszystkich stoiskach marek, które było piękne! Nawet nie zrobiłam im zdjęcia.. jednak żebyście nie byli stratni podsyłam linka do Snaily, która w swoim wpisie pokazuje ich zdjęcia. Dbano o nasz relaks, zaspokojenie pragnienia czy głodu. Korytarze były pełne poznających się i rozmawiających influencerów. Sama poznałam na żywo kilka osób, które znałam z sieci oraz takich, na których blogi jeszcze nie trafiłam (tutaj pozdrowienia dla wszystkich, z którymi siedziałam i zamieniłam słowo na warsztatach czy korytarzach!). Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!

PS. See bloggers zostało owiane złą sławą - bo brakowało papieru, bo skradziono smartfony.. Ale czymże jest kilka tych niemiłych incydentów w stosunku do wspaniałej organizacji i atmosferze towarzyszącej wydarzeniu. Czemu nagle wszyscy blogerzy są postrzegani jako źli  - nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora! Nie powiem Wam, kto pokazał swe prawdziwe oblicze - bo nie wiem. Warto jednak zwrócić uwagę, że przy takim natłoku ludzi zmieszały się ze sobą różne środowiska - tak jak w dużym mieście, szkole - jeden rozrabiaka nie powinien być wyznacznikiem tego, kim są wszyscy. Dziękuję za uwagę.



A Tobie jak się podobało na See bloggers?
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger