• Evree • Sugar lips - peeling cukrowy do ust

• Evree • Sugar lips - peeling cukrowy do ust

Wydaje mi się, że choćbym nie wiem jak sobie wbijała do głowy to nigdy nie zapamiętam tego jak ważna jest pielęgnacja stóp i ust. Stopy to taki temat odwiecznie traktowany przez wszystkich po macoszemu, ale usta? W moim wykonaniu niestety też. Na ogół przypominam sobie o nich, gdy szminka zaczyna na nich brzydko wyglądać, a jest to zwykle skutkiem oblizywania ust przy włączonej klimatyzacji (najczęściej w pracy). Niby ma się tyle produktów do balsamowania ust, ale na ogół żadnego pod ręką. Przed moim styczniowym-rocznicowym wyjazdem uratował mnie zestaw dwóch kosmetyków i dzisiaj będzie o jednym z nich.


Mamy to! Choć.. czy nie zabrzmiało to nieco zbyt radośnie? Ups, problem się nawarstwił. Usta popękały, uśmiech boli, a suche skórki wyglądają niczym łuski smoka. Najbliższe dni spędzę na doprowadzaniu ust do względnego wyglądu. Najlepszy domowy patent to masaż ust szczoteczką do zębów, ale mam również dla niej alternatywę w postaci peelingu cukrowego do ust Evree.


Zacznijmy od najmniej przyjemnej kwestii, czyli niehigienicznego opakowania. Niestety produkt mieści się w słoiczku, więc jest to niehigieniczne rozwiązanie. O ile z balsamów do ust w tej postaci staram się sukcesywnie rezygnować, to peeling jeszcze przeboleję, gdyż korzystam z niego wyłącznie w domu. Aplikacja produktu na usta nie jest trudna - konsystencja nie utrudnia ani nanoszenia kosmetyku na usta ani wykonywania peelingu, wszystko ładnie się trzyma. Drobinki cukru zawarte w kosmetyku są drobne, dzięki czemu masaż ust jest przyjemny, delikatny i nie sprawia bólu. Usta z każdym użyciem są widocznie bardziej wygładzone, a po każdym zabiegu z użyciem peelingu Evree są dodatkowo pokryte ochronną warstewką podobną do tej, którą zostawia pomadka nawilżająca.

Peeling do ust Evree otrzymacie w dwóch wersjach - pomarańcza oraz poziomka, czyli ten o którym piszę. Sądzę, że pomarańcza będzie równie słodko smakować i pachnieć co poziomka, ale tym razem postawiłam na poziomkę, gdyż miałam już wcześniej pomarańczowy peeling do ust Marizy. Producent oczywiście po użyciu peelingu rekomenduje użycie balsamów do ust z tej samej serii, czyli My Super Balm lub nowszej linii Lips & more. Ciekawostką jest to, że balsamy występują w roli multifunkcyjnej - pomagają na 8 różnych potrzeb poza pielęgnacją ust ;)



Przeczytaj także:
Mariza - pomarańczowy peeling do ust
Sylveco - odżywcza pomadka z peelingiem
• Beauty buffet by watsons • Maski w płachcie ze skwalanem, kwasem hialuronowym oraz migdałowym

• Beauty buffet by watsons • Maski w płachcie ze skwalanem, kwasem hialuronowym oraz migdałowym

Marki własne drogerii i perfumerii to zawsze temat, który dzieli społeczność na różne grupy. Niektórzy uważają je za gorszy sort dla osób, których nie stać na oryginały, a inni cieszą się dobrą jakością w niższej cenie, która przecież nie uwzględnia promowania znaczka czy loga. Dzisiaj przychodzę do Was z kosmetyczną marką własną - Beauty buffet. Kosmetyki tej marki są dostępne w sieci drogerii Watsons, czyli w takim azjatyckim Rossmannie. Dzięki mikołajkowej paczce od Magdaleny z I love dots trafiły do mnie trzy różne maski w płachcie: z kwasem hialuronowym, z kwasem migdałowym oraz skwalanową, o których dzisiaj opowiem Wam kilka słów.


Maski w płachcie są jednymi z najpopularniejszych kosmetyków azjatyckich i wcale się temu nie dziwię. Są wygodnym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli tak jak w przypadku Beauty buffet mają foliową podkładkę, która pozwala rozłożyć bez naderwania czy innego uszkodzenia maseczkę przed nałożeniem na twarz. Dobrze nasączone płachty mają odpowiednie wycięcia na oczy/nos/usta. Płachta również dobrze trzyma się na twarzy, więc można robić coś jeszcze w chwili relaksu.

Każda z maseczek zachwyciła mnie działaniem. Niestety ciężko będzie mi je rozgraniczyć, gdyż nie zauważyłam rozbieżności w ich właściwościach. Każdą z nich moja cera chłonęła jak szalona by potem być idealnie miękka, widocznie nawilżona i promienna. Miłym zaskoczeniem był dla mnie również fakt, że pozostała na twarzy warstewka nie była lepka, a sprawiała wrażenie wygładzenia i otulenia cery. Sprawdziłam ją jako bazę pod makijaż bez użycia kremu czy innych preparatów i przyznaję, że dobrze sprawdziła się w tej roli.

Na koniec dodam również, że chwalę sobie opakowania: nienaganną grafikę, która nie rozprasza uwagi, natomiast przyciąga kolorami, więc gdyby ktoś je gdzieś spotkał to niech mi szybko daje znać! :) Błądząc po internetach niestety nie trafiłam ich nigdzie, kilka dni temu w którymś sklepie online mignęły mi inne maseczki Watsons - pamiętam, że cena była w dolarach, ale w przeliczeniu na złotówki wahała się w granicach dyszki.

• Neutrogena • Hydro Boost - Nawadniający żel do mycia twarzy

• Neutrogena • Hydro Boost - Nawadniający żel do mycia twarzy

W pielęgnacji mojej cery praktycznie stale jest obecny żel do mycia twarzy. Chętnie z nimi eksperymentuję, gdyż zależy mi głównie na dobrym i delikatnym oczyszczaniu, a reszty takiej jak nawilżenie oczekuję od innych produktów. Jeszcze przed latem 2018 trafił do mnie nawadniający żel do mycia twarzy Hydro Boost od Neutrogeny. Otrzymałam go w paczce z kosmetykami do przetestowania z pracy. Początkowo sprawiał dobre wrażenie, a jak dobił denka tego dowiecie się czytając opinię o nim.


Żel Neutrogeny mieści się w smukłej butelce z pompką - klasyczne rozwiązanie w stosunku do tego typu produktów. Identyczne buteleczki zastosowała Bielenda, Under Twenty, Pharmaceris czy Aloesove (i długo by jeszcze wyliczać!). Produkt można dostać wyłącznie w Rossmannie w cenie do 20 zł za 200 ml. Opakowanie jest plastikowe, więc bez obaw potłuczenia zabrałam je na wakacyjny wyjazd nad morze - w czerwcu akurat już blisko było mi do denka, więc po zużyciu mogłam wyrzucić opakowanie i wrócić z lżejszą kosmetyczką.


Pierwsze użycie kosmetyku było przyjemne - zaskoczył mnie jego delikatny, nie drażniący oczu zapach, który był wyczuwalny jedynie w trakcie użycia. Kosmetyk miał konsystencję typową dla tego typu produktów, nie jest ani zbyt gęsty, ani lejący, więc wygoda użytkowania była zapewniona. Kolejne użycia niczym się nie wyróżniały, jednak mniej więcej w połowie opakowania zauważyłam, że moja cera stawała się przesuszona. Nie zmieniałam w tym okresie nic w swojej pielęgnacji, więc wszystkie negatywne myśli kierowały się w stronę tego żelu. Pod sam koniec buteleczki, kiedy przebywałam nad polskim morzem nawet używałam treściwszego kremu z racji przebywania na słońcu i opalania, a problem wciąż się pojawiał, więc w trosce o moją cerę zużyłam końcówkę produktu jako żel do mycia rąk. Niestety, ale produkt mnie rozczarował. W tym przypadku mam swoje typy produktów i wolę do nich wracać, niż się rozczarowywać..


Jakich produktów do mycia twarzy obecnie używacie? Co polecacie?
• Indigo • Serum do paznokci z mirrą

• Indigo • Serum do paznokci z mirrą

Witam Was noworocznie na moim blogu! Minął najgorętszy okres w handlu, również zalizyłam swoje szkolenia i dostałam już awans, więc liczę na odrobinę więcej spokoju - mam nadzieję, że tak będzie choćby podczas kilku dni urlopu, które czekają na mnie w przyszłym tygodniu. Poza tym zdaje się, że wszystko u mnie po staremu - wciąż walczę z suchymi skórkami wokół paznokci. Kto z Was również zmaga się z tym problemem? Macie na to sprawdzone metody? Dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć kilka słów o produkcie, którego używam do ich pielęgnacji - z jakim skutkiem?


Od kiedy pamiętam obgryzałam paznokcie, ale później w wieku dojrzewania zamarzyły się ładne paznokietki. Od tamtego czas borykam się zatem z wiecznie suchymi lub zadartymi skórkami wokół paznokci. Nie lubię tego problemu (z resztą kto lubi problemy?!), ponieważ wygląda to nieestetycznie. Wciąż uważam, że regularnie stosowany krem, oliwki i inne kosmetyki uratowałyby sprawę, ale wtem wchodzi tempo pracy, kurz, mydło, woda, ręczniki papierowe.. i voilà!

Co jakiś czas testuję różne produkty, które mają mi pomóc i jakiś czas temu trafiłam na serum do paznokci Indigo z mirrą (22 zł / 25 ml), które otrzymałam w wielkiej paczce od marki Indigo podczas Meet Beauty. Kosmetyk otrzymujemy zabezpieczony w kartoniku, docelowo mieści się w pisaku, którego aplikator jest pędzelkiem dla wygody rozprowadzania. Myślę, że u wielu z Was skojarzenia sięgnie kilku drogeryjnych korektorów, jednak różnica tutaj jest taka, że serum prezentuje się nieco ekskluzywnie, w stylu glamour. Cenię sobie przede wszystkim jego poręczność - niewielkie rozmiary pozwalają mieć je zawsze przy sobie - mieści się czy to do kieszeni czy do kosmetyczki. U mnie bardziej się chwali niż klasyczne rozwiązanie olejku w opakowaniu lakieru.
Cały majstersztyk tkwi jednak w składzie. Miks olei jojoba (nawilżenie, odżywienie, regeneracja), migdałowego (likwidacja stanów zapalnych, wzmocnienie płytki paznokcia) oraz arganowego (pobudzenie wzrostu paznokci, regeneracja) wzmacnia dodatkowo ekstrakt z pokrzywy (wzmocnienie płytki paznokcia). Serce tego serum bez wątpienia stanowi olejek z mirry (likwidacja stanów zapalnych, stymulacja paznokcia - wzrost, regeneracja).

Wszystko ładnie, pięknie - a jakie jest działanie? Podczas używania serum paznokcie są wzmocnione, a skórki wokół nich są zadbane, miękkie i bez zadziorów. Efekt utrzymuje się jednak jedynie w okresie stosowania produktu. Niestety dłonie są wciąż narażone na negatywne czynniki - ciągłe mycie rąk, sprzątanie wraz z użyciem detergentów, skrobanie szyby samochodu na mrozie itp, więc wymagają ciągłej dbałości i pielęgnacji. Czy ten produkt się u mnie sprawdził? Wygoda aplikacji i obecność produktu cały czas przy mnie jest jak najbardziej na plus. Serum również szybko się wchłania, więc nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. Samo opakowanie stanowi również ciekawy gadżet.

• Lovely • Sculpting powder

• Lovely • Sculpting powder

Moja praca w drogerii ma swój plus - dzięki temu jestem na bieżąco z wieloma nowinkami kosmetycznymi. Wśród nich niedawno pojawił się mały zestaw - pudry do konturowania twarzy Lovely. Na przestrzeni lat widać, że marka wciąż idzie do przodu, a w jej ofercie można znaleźć prawdziwe perełki, tak więc z chęcią przystąpiłam do przetestowania tego kosmetyku. Jak się sprawdził?


Paleta trzech odcieni pudrów służących do modelowania konturów twarzy.
Sun - akcentuje rysy twarzy, podkreśla opaleniznę;
Matte - matuje i wygładza niedoskonałości cery;
Shine - rozświetla skórę dodając jej blasku.
Długotrwała formuła zapewnia efekt idealnego makijażu na cały dzień.
Pudry występują w trzech wariantach, a każdy z nich kosztuje niespełna 22 zł. Mój wariant zawiera jeden matowy kolor - sun, oraz dwa z drobinkami blush oraz shine. Przetestowałam każdy z nich i niestety obecnie używam jedynie bronzera z tej trójki, ale zacznijmy od początku. Darowanemu koniu nie zagląda się w zęby, jednakże już samo opakowanie budziło moje wątpliwości. Średniej jakości plastik wykruszył się już przy pierwszym upadku, choć i tak jestem mile zaskoczona, że puder nie uległ skruszeniu. Kolejna rzecz na którą zwrócę uwagę to niemiłosierne pylenie - wystarczy raz smagnąć pędzlem po kosmetyku, a już całe opakowanie jest zapylone - zwłaszcza bronzerem. Na całe szczęście kosmetyk dobrze się aplikuje i nie tworzy na policzkach plam. Całkiem dobrze sprawdza się przy modelowaniu owalu twarzy. Zdecydowanie mniej jestem zadowolona z błyszczących towarzyszy. Róże zdecydowane zostały u mnie zdetronizowane przez bronzery, jednak kiedy już po nie sięgam decyduję się na maty o lepszej pigmentacji. Podobnie jest z rozświetlaczem - nie ma on zupełnie porównania do choćby Diamond Illuminator siostrzanej marki Wibo, który twarzy na licu taflę, którą można śmiało porównać do słynnego Mary Lou Manizer theBalm.

Choć do kosmetyku podeszłam bardzo krytycznie warto zaznaczyć, że gdybym otrzymała go kilka lat wcześniej, będąc nastolatką zapewne byłabym z niego zadowolona. Kosmetyk został stworzony z myślą o takiej grupie odbiorców - dziewcząt, które rozpoczynają swoją przygodę z makijażem. Zestaw pudrów do konturowania twarzy jest dla nich bezpieczny - pudry nie tworzą nieestetycznych plam, nie uczulają, a designerskie wzory na prasowanych pudrach przyciągają wzrok, gdyż są eksponowane przez przejrzyste wieczko. No i cena - adekwatna do kieszonkowego.

❆ CHRISTMAS WISHLIST ❆ CZYLI DROGI MIKOŁAJU.. 2019

❆ CHRISTMAS WISHLIST ❆ CZYLI DROGI MIKOŁAJU.. 2019

Tradycją już się stało, że w grudniu zamieszczam małą wishlistę - zestawienie rzeczy, które ucieszyłyby mnie znalezione pod choinką. Są to różne produkty, jednak takie, które wiem, że z pewnością by się przydały i nie zmarnowały się. I choć mogłoby się zdawać, że w tym roku takie zestawienie już się nie pojawi, to jednak na ostatnią chwilę, 10 dni przed świętami wrzucam moje zachcianki - a nuż coś z nich stanie się dla Was inspiracją na prezenty dla bliskich? Oczywiście jak na blogerkę urodową przystało znalazły się tutaj produkty z kategorii kosmetycznej i od nich w dniu dzisiejszym zaczniemy.


❆ top volur Neonail
W zeszłym roku niestety nie znalazłam go pod choinką, a i później tak się zadziało, że go nie nabyłam. Przeglądając zeszłoroczną wishlistę przpomniałam sobie o nim i tym razem również sobie go zażyczę.

❆ olejek do demakijażu Resibo
Wciąż słyszę dużo pochwał w kierunku tej marki i przyznam, że jestem nimi zachwycona. Drugi powód to chęć wypróbowania olejku w codziennym rytuale demakijażu, gdyż moja cera ostatnio jest nieco przesuszona, a w tym produkcie widzę dodatkową moc jej odżywienia.

❆ peelingi Body Boom
Moim niekwestionowanym ulubieńcem jest zdecydowanie Rześka mięta - uwielbiam efekt chłodzenia jaki daje. Zimą jednak chętnie wypróbowałabym inne wydania tego produktu - może mango, kokos lub banan? Nie pogardziłabym również żadną nowością - aktywnym węglem, shimmer gold, a i wersja przeznaczona dla mężczyzn skradła me serce - mowa o tobbaco&cool appple.

❆ olejek do ciała lub peeling Hagi
Marka poruszyła me serce podczas jesiennych targów Ekocuda w Warszawie. Przyznam, że olejek do ciała z chia i drobinkami złota siedzi mi w pamięci. Nie ukrywam również, że peeling tej marki również chętnie bym wypróbowała.

❆ nowa suszarka
Ostatnia rzecz z kategorii beauty to nowa suszarka. Obecna Remington Protect sprawuje się nienagannie, jednak sęk twki w tym, że musiałabym ją targać od siebie do chłopaka i od chłopaka do siebie. Zależy mi na dużej mocy, aby szybko wysuszyć włosy i chętnie wypróbowałabym coś z BaByliss z lini projektowanych we włoskim stylu.. lub pozostała wierna marce Remington :)





Zdaję sobie sprawę, że karty podrunkowe czy vouchery to dla niektórych prezenty po najniższej linii oporu. To tak jakby dać kopertę, ale wartość prezentu można wtedy wykorzystać w konkretnym miejscu. I choć mogłabym wyliczać różne sklepy, gdzie przeznaczony fundusz by mnie ucieszył, to jednak największą radość sprawiłby mi voucher Katalog marzeń, gdyż od lat marzy mi się choćby skok ze spadochronem! czy Lock me, ponieważ escape roomy stanowią moją zajawkę już prawie pół roku.

❆ siedzisko (fotel) do toaletki
Już ze 2 lata minęły odkąd zmieniłam meble, a wciąż brakuje mi nowego siedziska do mojej toaletki Malm. Pozostając przy meblach z Ikea chyba najbardziej pasowałby mi biały fotel Skruvsta, ale wciąż nie jestem go pewna. Ostatnio ponownie wertując internet natrafiłam na podobne rozwiązanie ale na nóżce zamiast kółek i przyznam, że wygląda bardziej elegancko.

❆ nowa torebka
Tego roku szczególnie zauroczyła mnie kolekcja torebek Macieja Zienia, która pojawiła się w Biedronce. Choć w regularnej cenie raczej bym się na nie nie skusiła, to po obniżce brałabym! Niestety w moich okolicznych się wyprzedały, ale cóż.. pomarzyć dobra rzecz. Najchętniej przygarnęłabym coś podobnego do bordowej w mym kolażu. Ważne jest dla mnie aby, była pojemna i w miarę elegancka - połączenie paska z łańcuszkiem skradło me serce.

❆ płyta Organka
Gdybym chciała przeanalizować moje tegoroczne odkrycia muzyczne to z pewnością muszę wskazać na twórczość Organka czy Podsiadło. Generalnie jakoś idę w kierunku muzycznym Męskiego Grania. Krążek Organka Czarna Madonna zawiera moje ulubione hity takie jak Wiosna czy HKDK.


To już koniec konkretów na mojej tegorocznej wishliście - i tak czuję, że przegięłam z kosmetykami! Oprócz takich sprecyzowanych rzeczy z pewnością ucieszyłby mnie kobiece błyskotki. Jak zawsze kolczyki, może jakaś bransoletka - np coś nowego z Lilou albo jakaś trwała, choć delikatna bransoletka pasująca do mojego zegarka Hewitta. Z roku na rok jednak coraz bardziej doceniam prezenty niespodzianki i starania najbliższych, którym zależy by prezentem wywołać na mej twarzy uśmiech.
• Nutka • Odświeżający i nawilżający mus pod prysznic - piwonia i słodki migdał

• Nutka • Odświeżający i nawilżający mus pod prysznic - piwonia i słodki migdał

Nigdy nie ukrywałam, że produkty kąpielowe to moja ulubiona i najszybciej zużywana kategoria kosmetyków. Od kosmetyków do mycia ciała nigdy nie wymagałam wiele - ładny zapach, dobre oczyszczenie i wszystko. Wybieram je więc zatem zwykle z tańszej półki cenowej, gdyż i tak spłyną z pianą do odpływu, jednak czasem w moje ręce wpadnie coś droższego, albo naturalnego.. Takim właśnie kosmetykiem w ostatnim czasie był fitokosmetyk marki Nutka odświeżający i nawilżający mus pod prysznic i do kąpieli piwonia i słodki migdał. Kosmetyk trafił do mnie w jednym z kosmetycznych boxów, a ja sama ustawiłam go w kolejce myjadeł, jednak nadszedł czas na kilka słów o nim.


Kosmetyk mieści się w miękkiej tubie o nietypowej pojemności 222 ml, która pozwala na wygodną aplikację i wydobycie produktu do ostatniej kropli. Produkt nie jest zbytnio gęsty, powiedziałabym, że ma konsystencję nieco lejącą, na szczęście bez uszczerbku na jego wydajności. Pomimo, iż producent określa kosmetyk jako mus pod prysznic i do kąpieli, ten ma żelową konsystencję koloru czerwonego z żółtymi drobinkami i charakteryzuje się nieoczywistym zapachem z delikatną nutą kwiatów. Warto również zwrócić uwagę na design opakowania - grafik stworzył naprawdę udaną kompozycję!

Najbardziej zaskoczyło mnie działanie produktu - dokładne, ale delikatne oczyszczenie ciała (brak SLES). Mus delikatnie się pieni - przy pocieraniu ciała zaczyna się bielić, nie jest o typowa, puszysta piana, ale wykazuje wręcz działanie subtelnie nawilżające. W związku z moją suchą skórą, ale również porą roku po kąpieli mimo wszystko nawilżam ciało balsamem, jednak gdyby ten kosmetyk trafił do mnie na przykład latem, to małe lenistwo czy zapomnienie nie skutkowałoby małą pielęgnacyjną tragedią.

Mus pod prysznic i do kąpieli występuje w czterech wariantach - oprócz piwonii i słodkiego migdała dostępne są również gruszka i bergamotka, len i echinacea oraz czara porzeczka i białe kwiaty. W ofercie marki znajdziemy również szampony, mydła, emulsje do higieny intymnej. Warto zaznaczyć, że Nutka to młoda marka na polskim rynku kosmetycznym ze wspaniałą ideą: 

Wierzymy w siłę natury. Czerpiemy z niej to, co najlepsze i wzbogacamy o naszą specjalistyczną wiedzę i doświadczenie.
Efektem naszej pracy jest NUTKA - SERIA FITOKOSMETYKÓW NA KAŻDY DZIEŃ


• AA • Pielęgnujący rzęsy demakijaż 3w1 Formuła biozgodności z biotyną

• AA • Pielęgnujący rzęsy demakijaż 3w1 Formuła biozgodności z biotyną

Kosmetyki AA (Oceanic) w tym roku świętują jubileusz 36 lat specjalizaji. Uchodzą za niekwestionowanego lidera w segmencie kosmetyków dla skóry wrażliwej i alergicznej, są również jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w Polsce, choć równie dynamicznie rozwijają się na rynkach zagranicznych. Rozróżniają 4 główne filary swoich kosmetyków - do pielęgnacji twarzy, ciała, produkty do makijażu oraz kosmetyki stymulujące - słynne Long4Lashes oraz Lift4Skin. Dzisiaj swoje  5 minut na moim blogu ma produkt pielęgnujący do demakijażu. Jak się u mnie sprawdza?


Pielęgnujący rzęsy demakijaż 3w1 Formuła biozgodności z biotyną to jak dla mnie klasyczny płyn micelarny wzbogacony substancjami łagodzącymi (alantoina) czy wspomagającymi (m.in. biotyna, kwas hialuronowy), polecam również zajrzeć do składu na zdjęciu poniżej. Przejrzyste i ergonomiczne opakowanie jest wygodne w użyciu, a ponadto pozwala śledzić zużycie produktu, natomiast niewielki otwór dozuje odpowiednią ilość kosmetyku.

Płyn przedstawiany jest jako stworzony w oparciu o formułę biozgodności. Czym zatem jest biozgodność kosmetyku?

Biozgodny kosmetyk to taki, który ma bardzo dobrą tolerancję przez skórę - nie narusza jej struktury, tylko z nią 'współdziała' oraz odznacza się skutecznością działania. Takimi właściwościami charakteryzują się składniki naturalne, których buda i funkcje są maksymalnie zbliżone do substancji zawartych w ludzkiej skórze. Naturalne składniki są cenne dla każdego konsumenta, jednak szczególnie polecane osobom ze skórą wrażliwą.


Płyn do demakijażu skutecznie usuwa makijaż - nie ma potrzeby pocierania - wystarczy przyłożyć na chwilę nasączony wacik, a po chwili przeciągnąć nim aby usunąć makijaż. Dla lepszego efektu można powtórzyć czynność, aby dokładnie pozbyć się resztek makijażu. Niestety nie zauważyłam efektu pielęgnacyjnego po tym kosmetyku - być może dlatego, że po jego użyciu producent nie zaleca zmywania, natomiast ja nie wyobrażam sobie bez tego wieczornego oczyszczania. Rzęsy faktycznie ostatnio są u mnie wzmocnione, jednak ciężko mi określić czy jest to działanie tego płynu czy obecnie używanego tuszu. Może być też tak, że obydwa produkty połączyły swoje siły.  Można by rzec, że jest to całkiem przyzwoity płyn do demakijażu, jednak dla mnie ma jedną niewybaczalną wadę - szczypie w oczy. Musicie przyznać mi rację, że przy demakijażu nie trudno o to, aby płyn dostał się do oczu, a to za każdym razem przynosi uczucie dyskomfortu. Ciężko mi określić czy jest to wina składu czy zapachu kosmetyku, jednak szczypanie i łzawienie oczu sprawia, że już do niego nie wrócę.

• Bosphaera • Babeczka do kąpieli

• Bosphaera • Babeczka do kąpieli

Jesień i nadchodząca zima to idealny czas na wieczorny relaks w gorącej i aromatycznej kąpieli. To czas, kiedy lubię zaparować sobie łazienkę, by wychodząc z wody nie było mi zimno, jak to bywa po szybkim prysznicu i przekroczeniu progu kabiny. Nie bez znaczenia jest też piana I nawilżające kosmetyki kąpielowe. Chętnie sięgam po sole do kąpieli, pudry, pianotwórcze płyny czy różnego rodzaju kule musujące. Dzisiaj z okazji trwających właśnie targów Ekocuda w Warszawie chciałabym Wam napisać, że warto zrobić ukłon w kierunku jednej z wystawianych marek - mam na myśli Bosphaerę, która ma w ofercie niedrogie, pięknie pachnące i jakże urocze babeczki do kąpieli. Jeśli jeszcze nie znacie tej marki, to koniecznie podejdźcie do ich stoiska i kupcie je bez wahania.


Bosphaera oferuje duży wybór zapachów babeczek do kąpieli. Sama wzięłam kilka sztuk wersji ogórek i melon, ponieważ ten zapach spodobał mi się na tyle, że jedna sztuka to za mało. Pachnie świeżo, wręcz orzeźwiająco, kojarzy mi się z pitymi latem lemoniadami. Oczywiście są  dostępne jeszcze inne warianty zapachowe - dla każdego coś dobrego: peonia z granatem, drzewo sandałowe, żurawina, kwiat wiśni, jagody i figi. Wybór nie mały, a każde maleństwo bardzo intensywnie pachnie - intensywnie w tym dobrym rozumieniu słowa, że wypełnia aromatem całą łazienkę mniejszą czy większą, a nie powoduje bólu głowy.



Babeczki do kąpieli równomiernie i powoli się rozpuszczają oddając swe nawilżające właściwości wodzie. W ich składzie znajdziemy nawilżające oleje i masła, a ja oczywiście potwierdzam efekty. Nie bez znaczenia jest również sam wygląd - pięknie spakowana w celofan i związana kolorystycznie odpowiadającą wstążką pięknie udekorowana babeczka, muffinka z kremem. Nie oszukujmy się, ale takie rzeczy kupujemy oczami. W tym momencie aż żal mi osób, które nie posiadają wanny i sugeruję im wykorzystywanie takich gadżetów do kąpieli stóp. Warto w tym momencie zaznaczyć również, że babeczki są wykonywane ręcznie, a także nie są testowane na zwierzętach. Cena na Ekocudach na wiosnę była na pewno poniżej 10 zł, w sklepach internetowych widziałam je w granicach do 15 zł.
• Wibo • Magic pop Glitter lipstick nr 4 Ultra violet

• Wibo • Magic pop Glitter lipstick nr 4 Ultra violet

Ładne opakowanie nowej szminki w ofercie Wibo wpłynęło na kompletne przewartościowanie mojej wishlisty zakupowej podczas tegorocznej, jesiennej promocji na kolorówkę w drogerii Rossmann. Miałam zacny plan - hybryda i eyeliner Wibo oraz tusz Lovely i koniec kropka. Trzy rzeczy są? Są, więc rabat się należy. A tu niespodzianka.. Tak jak pokazywałam Wam na instagramie wzięłam 3 lakiery, eyeliner i właśnie tą nową szminkę, czyli Wibo Magic pop glitter lipstick nr 4 Ultra violet.


Magic pop to odpowiedź na jesienne trendy w makijażu z połączeniem wciąż cieszącą się popularnością matowych pomadek. Producent opisuje ją jako innowacyjną pomadkę, która zaskakuje trwałością kiss proof, a jednocześnie oczarowuje zmienianiem się z matowej w metaliczną 3D.
Oprócz obietnic producenta kosmetyk kusi dodatkowo eleganckim opakowaniem - zarówno kartonik, jak i docelowe opakowanie ładnie się prezentuje, choć plastik nieco się rysuje podczas noszenia w kosmetyczce czy torebce.


Pomadka ma intensywny fioletowy kolor, typowa śliwka, tyle że napakowania drobinkami w typie brokatu, aby uzyskać metaliczny efekt. Aplikator typowy dla błyszczyków pozwala na wygodną aplikację kosmetyku na usta. Osobiście zalecam nałożenie dwóch cieńszych warstw niż jednej konkretnej, gdyż dzięki temu unikniecie śladów szminki na zębach. Na minus zasługuje niestety fakt, że nie zdają się żadne starania przy nakładaniu pomadki na wewnętrznej krawędzi ust. Nie ma opcji, żeby kosmetyk tam został i zabarwił usta. Poza tym szminka ma bardzo dobre krycie i po kilku minutach zastyga nienagannie na kilka godzin. Na ustach utrzymuje się mat, który rozświetla ciemny kolor połyskującymi drobinkami nadając mu metaliczny charakter.

Przyznam szczerze, że efekt jak dla mnie jest ciekawy, jednak w ciągu dnia zalecam poprawki, gdyż jedzenie czy picie w prawdzie nie zjada koloru, ale ruchy kosmetyku na ustach powodują, że drobinki zbijają się i gromadzą w kilku miejscach zamiast być równomiernie rozmieszczone. Pomadka w kolorze Ultra violet dodatkowo wynagradza nam to optycznym wybieleniem zębów, a dzięki odpowiedniej aplikacji nie pomniejsza zbytnio ust.


Szminka Wibo Magic Pop jest dostępna w wybranych drogeriach Rossmann. Dostępna jest w czterech kolorach: 1 Peach dust, 2 Burnt orange, 3 Fiery glow oraz 4 Ultra violet w cenie regularnej 26,49 zł / 5 ml.
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger