Melisa w podróży
Nie jedna kobieta zna z autopsji gromadzenie miniaturek i próbek kosmetyków - przyda się na wyjazd pomyślała niejedna z nas, a nawet jeśli nie, to chociaż przetestuję nowy kosmetyk, a co! W podobnym zamyśle kupiłam zestaw miniaturek kosmetyków Uroda Melisa - i choć staram się na wszelkie podróże zabierać sprawdzone kosmetyki, zaryzykowałam i zabrałam je ze sobą nad morze. Czy obyło się bez podrażnień i innych niespodzianek?
Wszystkie kosmetyki, które przedstawię w tym wpisie udało mi się zakupić w maju w Biedronce za ok 15 zł, ale widziałam je również w drogeriach Natura w takich zestawach (w kosmetyczkach). Pojedynczo oczywiście też je można dostać ;)
Na pierwszy ogień idzie balsam do ciała - a w tej kwestii jestem bardzo wymagająca. Nie lubię gdy balsam długo się wchłania czy zostawia lepką warstwę, zwłaszcza latem. Tutaj może nie jestem w stu procentach uszczęśliwiona, ale jest nieźle. Suchej skóry może ten kosmetyk nie uratuje, ale po kąpielach w słonej wodzie i długim opalaniu w pełnym słońcu balsam utrzymywał skórę mego ciała w ryzach, odpowiednie nawilżenie zostało zapewnione. Ponadto szybko się wchłaniał, delikatnie i świeżo pachniał, ale zapach nie utrzymuje się długo na ciele. Konsystencja również ułatwiała aplikację, bowiem balsam nie uciekał przez palce, a po posmarowaniu nie zostawiał na skórze otoczki. Jak dla mnie na plus - podobnie z pojemnością w tym wypadku - nie za duża na wyjazd, a w zestawieniu z moimi zapasami smarowideł odpowiednia by wypróbować kolejne.
Kolej na żel pod prysznic - ten jest z tych kremowych, które bardzo lubię. Cóż mogę o nim powiedzieć? Dobrze i delikatnie oczyszcza ciało, mojej skóry nie wysuszył. Podobnie jak kosmetyki z tej linii ma delikatny i świeży zapach, który po kąpieli nie pozostaje na ciele.
Najbardziej bałam się mojej reakcji na krem do twarzy. W tej kwestii wciąż szukam ulubieńca, kremu, który spisze się idealnie w swoim zadaniu, a przy tym nie będzie obciążał ani zapychał twarzy oraz nada się pod makijaż. W zestawie trafił się krem silne nawilżający do cery delikatnej, wrażliwej i normalnej (Melisa ma jeszcze w swojej stajni kremy przeciwzmarszczkowe).
Tutaj również mogę pochwalić kosmetyk za dobre nawilżenie, nie zapychanie, czyli brak niespodzianek na twarzy oraz wygodny aplikator (w przypadku tego mini opakowania), który kojarzy mi się z kremami pod oczy. Podobnie jak inne kosmetyki z serii, pachnie świeżo i delikatnie, jednak nie podrażnia oczu.
Na koniec płyn micelarny - czego od niego wymagam? Dobrego zmywania makijażu bez tarcia oczu, oraz aby nie szczypał oczu ani nie dawał nieprzyjemnego uczucia widzenia za mgłą. To czy pozostawi warstewkę na twarzy nie ma dla mnie znaczenia, gdyż po demakijażu i tak myję jeszcze buzię żelem do tego przeznaczonym. Jak się spisał?
Micelek dobrze radzi sobie z makijażem (bynajmniej niewodoodpornym), a przy tym nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na twarzy. Po jego użyciu nigdy nie miałam problemu widzenia za mgłą, nie szczypał również w oczy, choć gdy dostał się do nich bezpośrednio to taka sytuacja się zdarzyła. Ideałem w tej kwestii nie zostanie, ale muszę przyznać, że była to przyjemna odmiana.
Jak widzicie po zdjęciach wszystkie kosmetyki z tej serii mają identyczną, prostą szatę graficzną - kompozycja bieli i zieleni. Opakowania są wykonane z plastiku (miękkiego w przypadku tubki z kremem, nieco twardszego w pozostałych kosmetykach). Tubka jest zakręcana - czy to wygodne same wiecie. Podoba mi się rozwiązanie otwieranych wieczek trochę typu klik w pozostałych buteleczkach - nie są aż tak pancerne by łamać paznokcie. Otwory dozujące są przemyślanych rozmiarów - nigdy nie zaaplikowałam przez nie za dużej ilości kosmetyku.
Znacie kosmetyki Melisa? Co o nich sądzicie?