Im dalej w las, tym gorzej

Gazetka kosmetyczna Biedronki nie jedną z nas przyprawia o szybsze bicie serca. Gdy w ofercie pojawiły się dotąd nie spotykane peelingi do ciała w owocowych zapachach każda osoba, której zbytnio parafina w składzie nie przeszkadza ruszyła z kopyta do marketu na zakaupy. Biedronka w odpowiedzi przeceniła peelingi z 5,99 na 3,99. Słyszałam również, że tam gdzie produkt ten ostał się najdłużej cena zeszła nawet do złotówki. Nic tylko brać!
Nie zdziwi Was raczej fakt, że i ja zaciekawiłam się tą ofertą. Zdrowy rozsądek podpowiadał jedynie, że to tylko 100 g kosmetyku, więc cena wcale nie jest taka niska. A jednak, skusiłam się. Spośród 3 zapachów wybrałam arbuzowy i wesoła powędrowałam do kasy. Testowałam, jakieś 2-3 razy i choć czytałam niepochlebne recenzje, że parafina itd to mimo wszystko za zapach wiele mu wybaczyłam. >>KLIK<< i wiesz o nim wszystko (recenzja). Zadowolona z owocowej woni pobiegłam i taniej niż wcześniej dokupiłam jeszcze arbuzowe masełko i 2 pozostałe peelingi.
Na pierwszy ogień poszła papaja - jak to pachnie? Jak się nie spodoba, będę pocieszać się winogronkiem (dalej zastanawiam się, jakim cudem to powiedziałam..). Papaja zawiodła zapachem, coraz bardziej zaczęła mnie również denerwować w nim parafina i jego słabe działanie. Podobno gorzej już być nie może? A jednak. Wszem i wobec przedstawiam winogronowy peeling do ciała Bielenda.
Opakowanie: Plastikowe pudełeczko z zakrętką od wewnątrz zabezpieczone sreberkiem. Kolorystyka ciemnego winogrona, czyli fiolet. Wszystko skomponowane podobnie jak w przypadku jego poprzedników - tytułowy owoc na grafice, logo marki, ochy i achy producenta. Nic nowego.
 Skład
Zapach: Myślałam, że skoro nie zachwycił mnie w kwestii działania (o tym dalej), to chociaż pocieszy mnie zapachem jak arbuz. Ale nie. No chyba, że sprawia komuś przyjemność wąchania starego winiacza podczas kąpieli. Mnie nie. Woń niemiłosiernie mnie odrzuca, więc cieszę się, że jest taki niewydajny, a opakowanie ma małą pojemność.
Działanie: Nie zdziera - nawet na sucho na próżno szukać efektów. Straszliwie oblepia skórę. Nie pozostawia tłustego filmu czy tam innej cienkiej warstewki tylko prawdziwą barierę pomiędzy ciałem a światem. Straszliwie wkurzyła mnie w tym wydaniu parafina.

Konsystencja: Zbita, gęsta, lepka. Można było z niej lepić różne kształty.

Czy Wy to widzicie?! Ile tu drobinek a ile tej lepkiej substancji?!

Nienawidzę, nienawidzę i jeszcze raz to samo. Powiedzcie jakich peelingów unikać, by nie trafić na podbnego gagatka.

P.S. Zajrzyjcie do rozdania - klik ;)

26 komentarzy:

  1. Ja dla Bielendowych peelingów mówię "nie" po przygodzie z serią Awokado...

    OdpowiedzUsuń
  2. to rzeczywiście stary winiacz mnie nie zachęcił:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Moglaś z niego ulepić bałwana, a później go utopić. :D
    Unikaj peelingu z Perfecty antycellulitowego z pomaranczą - tlusta warstwa gwarantowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ah ta Twoja pomysłowość siostro :D :*

      Usuń
  4. Oj to nieciekawie, a ja się tak napaliłam na te peelingi :P Może faktycznie są takie trochę przereklamowane przez te niskie ceny :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że jest taki słaby.
    Ja akurat mam tą wersję z arbuzem , ale jeszcze nie używałam bo próbuje wykończyć inne peelingi :P

    OdpowiedzUsuń
  6. dzięki za ostrzeżenie :) na pewno opakowanie i winogronowy zapach skłoniłyby mnie do zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ale lipa, że nie ściera :/ bo po konsystencji może wydawać się spoko ;p
    ja ostatnio z drogeryjnych polubiłam peeling z Green Pharmacy cukrowo-solny

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego właśnie ostatnio pisałam o peelingach domowej roboty. Są o niebo lepsze! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam go nigdy, teraz nie żałuje;p

    OdpowiedzUsuń
  10. miałam wszystkie trzy rodzaje tych peelingów, fajnie zdzierał, ale niestety szybko się skończył

    OdpowiedzUsuń
  11. miałam go i ja niestety :/ Masz racje lepkość jest okropna tak że muszę po peelingu znowu użyć żelu ale chyba nie o to tu chodzi... Zdzieranie zerowe, a zapach? hmm może nie przeszkadzał mi aż tak, ale piękny tez nie jest..

    OdpowiedzUsuń
  12. nie skusiłam się na żaden kosmetyk (masło/peeling), ale gdybym jakiś kupiła to pewnie byłaby to wersja winogronowa, w takim razie cieszę się że sobie odpuściłam zakup

    OdpowiedzUsuń
  13. no nieładnie, że tak źle się sprawuje :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda,że nie sprawuje się dobrze. A ta maź wygląda jak lekko stopiony lód; o

    OdpowiedzUsuń
  15. A chciałam w końcu się skusić na nie ;) dobrze, że tu weszłam i przeczytałam w porę :P No niestety cena nie zawsze równa się z tym jaki produkt naprawdę jest. Fajnie, że wypróbowałaś, bo w sumie majątku nie wydałaś, a już wiesz mniej więcej że tego peelingu więcej nie kupisz. Pozdrawiam i zaczynam oczywiście obserwować :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Masełko arbuzowe było fajne, peeling też arbuzowy czeka na swoją kolej. Cieszę się, że nie skusiłam się na pozostałe zapachy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zużyte zostały na odwrót ;) Ja niestety żałuję zakupu pozostałych zapachów :(

      Usuń
  17. Oj ja na szczęście nie mam tego peelingu, choć na arbuza mam ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. J uwielbiam peelingi organique - zamiast parafiny naturalne olejki :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. i ja na szczęście oparłam się pokusie ;) a polecić mogę Ci peelingi cukrowe Nacomi - rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  20. Zawsze słyszałam pochlebne opinie o ich produktach, a tu taki psikus ;p Ja używam, jak mi się przypomni, peelingów z Farmony i Joanny. Są tanie, pięknie pachną i przyzwoicie zdzierają ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. bardzo dobra recenzja :) Nie lubie wąchać kosmetyku o zapachu starego wina, tylko pić dobre, stare wino :P hehehe Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. a mi te peelingi odpowiadają, najmniej podobał mi się zapach papai a arbuza jeszcze nie otwierałam, zgadzam się parafina może denerwować ;p

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam arbuzowy masło ;) Jest super i ładnie pachnie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz ♥

Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger