Zalukani w lipcu

Zalukani w lipcu

Wybaczcie, że ostatnio było mnie tak mało na blogu, ale korzystając z ładnej pogody w czasie urlopu wybrałam się nad morze. Jednak czas wrócić do Was z nowymi postami - dziś zaczniemy od przeglądu kulturalnego, a w nim filmy i muzyka.

Filmy

Mimo, że ładna pogoda woła wręcz o wyjście na dwór, to niektóre wieczory spędziłam z dobrym filmem. (Podobnie jak deszczowe dni - mimo, iż uwielbiam oglądać - oby takich mniej)

Czasem trzeba się odmóżdżyć, na taką okazję mogę Wam polecić Głupi i głupszy bardziej, czyli nową odsłonę przygód Harrego i Lloyda. Nawet jeśli nie widzieliście poprzedniej części, spokojnie możecie po niego sięgnąć, gdyż obraz przedstawia zupełnie nową historię, a odwołań jest niewiele. Film uderza tępotą, ale w pozytywnym, odmóżdżającym właśnie znaczeniu. 

Nowożeńcy wiedzą, że aby stanąć na ślubnym kobiercu należy najpierw przejść przez nauki przedmałżeńskie. Jednak ich forma w Licencji na miłość co najmniej zaskakuje na tyle, że przez większość filmu widz zastanawia się, czy do planowanego ślubu w ogóle dojdzie. Masz stracha przed ślubem - obejrzyj ten film, na pewno jesteś w lepszej sytuacji niż Sadie i Ben ;)

Szantaż to brzydka sprawa, zwłaszcza jeśli robi to przełożony. Tytułowy Narzeczony mimo woli to asystent głównej bohaterki, której grozi deportacja, więc ratuje się 'zaręczynami' z nim. Nie będę ukrywać, że mimo początkowej niezgodności między dwojgiem zakwitnie uczucie. Bardzo przyjemna, typowa komedia romantyczna - zastanawiam się, czemu dopiero teraz po nią sięgnęłam!

Nożownik to kino akcji - rozległe lasy i włóczący się po nich mężczyzna uzależniony od zabijania - nie wiadomo gdzie się czai. Czy złapią go zanim on to zrobi?

Kulturyści tworzący biznes, czyli wyłudzanie pieniędzy od biznesmenów za pomocą tortur. Góruje tu czarny dowcip, momentami komedia. Również polecam na chwilę odmóżdżenia. Założę się, że Sztanga i cash jednak mimo wszystko bardziej spodoba się facetom, choć miałam momenty, że śmiałam się do łez.

Thomas, czyli Więzień labiryntu to młody chłopak, który mimo zakazów grupy próbuje się wydostać z labiryntu, w którym został uwięziony. Jeden z nowszych i bardziej reklamowanych filmów sci-fi, nastawiałam się na coś na miarę Igrzysk śmierci, jednak nieco się przeliczyłam, zwłaszcza jeśli chodzi o zakończenie.. No ale w sumie ma powstać kolejna część.

Klątwę Jassabelle polecił mi kolega, niestety nastawiłam się na coś mocnego, a niestety to tylko 'śledztwo' dziewczyny, która po wypadku znalazła się w rodzinnym domu i znalazła taśmy nagrane przez matkę. W ten sposób dowiaduje się prawdy o sobie i swojej rodzinie. Horrorem bym tego nie nazwała.

Motyl still Alice obrazuje jak wczesna choroba Alzheimera wyniszcza psychicznie panią profesor oraz jej rodzinę. Dobry film, warto obejrzeć. Nikomu nie życzę takiej choroby, gdyż nie jest to przyjemne widzieć kogoś, kto się tak męczy..

Chyba najgłośniej zapowiadana bajka tego roku - Minionki - to również genialna animacja, wiele zabawnych sytuacji, śmieszny język tych stworków, aczkolwiek jestem nieco niezadowolona, że po raz kolejny producenci najzabawniejsze gagi umieszczali w zwiastunie..

Pierwszej filmowej wersji Carrie niestety nie widziałam, ale po tej z 2013 wiem, że historia nie bardzo mnie ciekawi. Gnębiona nastolatka, która robi masakrę dzięki zdolnościom telekinetycznym, ot co. Obejrzeć wypada by wyrobić sobie zdanie, chyba tyle, mam nadzieję, że książka jest lepsza.

Kosmita przyjaźniący się z nastolatką, z którą próbuje ocalić świat przed najazdem obcych, to chyba najlepszy opis tej animacji. Dom to fajna bajka, ufoludek dość śmiesznie się wypowiada, a takie sceny, gdzie mimo wielu różnic dwa światy próbują nawiązać wspólny język zawsze mnie rozczulają w bajkach :)

'Ciekawość jest silniejsza niż strach' idealnie opisuje film Sinister. Swoją drogą dość ciekawy pomysł na film i jeśli ktoś zna coś podobnego, to niech się podzieli informacją. Pisarz przeprowadza się do domu, w którym popełniono morderstwo, aby nastroić się do pisania kolejnej powieści. Na strychu znajduje taśmy, które odkrywają prawdę o poprzednich mieszkańcach i mimo, że go przerażają, brnie w to dalej. Duży plus za wręcz psychodeliczną muzykę, robi nastrój.

xXx to mimo nazwy coś innego, niż film dla dorosłych - kino akcji. Vin obsadzony jako miłośnik sportów ekstremalnych zostaje zwerbowany przez rząd do tajnej misji - nie zabraknie zabójstw, dobrych akcji kaskaderskich itp. Polecam obejrzeć z facetem ;)

Muzyka

Tutaj z pewnością wiele utworów by się powtarzało, jednak wskażę Wam tylko kilka z nich. Towarzyszyły mi zarówno na Spotify, w radio, a szczególnie na pendrive w samochodzie w trasie ;)


Jaka muzyka Wam ostatnio wpadła w ucho? Może polecicie jakiś film z wakacyjnym motywem? :)
Zapach wokół mnie: Beach holiday

Zapach wokół mnie: Beach holiday

Kiedy Ty to czytasz, ja najprawdopodobniej beztrosko spędzam czas na nadbałtyckiej plaży korzystając z urlopu. Ale zaraz zaraz, mam coś, abyś poczuł/a się chociaż w minimalnym stopniu jak ja - to kompozycja morskiego zapachu zamknięta w małej tarcie od Yankee Candle. Tadadada przedstawiam wosk zapachowy Beach holiday. Czy ten wosk zastąpi Ci urlop nad morzem?
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Po rozpaleniu mamy poczuć aromat czystego, świeżego powiewu morskiej bryzy. Można go kupić m.in. za 7 zł w sklepie Goodies. Jak to wygląda w rzeczywistości?
Na sucho czuć intrygującą świeżość, a gdy myślisz o plaży to efekt placebo i oczywiście suchy wosk daje Ci kroplami słonej wody po twarzy.
Po rozpaleniu czuć wspomnianą 'czystość' bardzo mocno, momentami myślałam, że świeże pranie mama niesie. Tak, nie pomyliłam się w stosunku tego, co piszę. Świeżość i czystość, która jest niestety zbyt silna w stosunku do tego, co czujemy na plaży w wietrze od morza. Mimo wszystko bardzo fajny wosk, który chętnie będę odpalać po sprzątaniu.

Dostępny za 7 zł w sklepie internetowym Goodies.

A co Ty myślisz o wosku z kolekcji Life's a beach? Dobrze odzwierciedlona woń?
MoYou Doodles nr 04 - co nieco o płytce

MoYou Doodles nr 04 - co nieco o płytce

Zawsze oglądając manicure innych lakierowych maniaczek, marzyłam że i ja będę miała pięknie odbite stemple na paznokciach. Żeby jednak marzyć o stemplowanym mani trzeba mieć płytki ze wzorami. Pierwsze jakie mi się nawinęły, to Essence znalezione w Naturze. Od razu porwałam się na dwie i żałuję, ponieważ wzory odbijają się jak chcą i to nie zawsze. Stwierdziłam, że może muszę doszlifować umiejętności, ale nie poddawałam się.
Przy grupowym zamówieniu z Naillandu sięgnęłam jednak po jedną z wychwalanych płytek MoYou i teraz żałuję, że tylko jedną - pięknie odbija wzory, potrzeba jeszcze tylko mojej wprawy ;)

Płytka przychodzi do nas wsunięta w kartonik i zabezpieczona folią przed porysowaniem. Nie jest to 'goła' płytka jak w przypadku tych z Essence, a podbita plastikiem, który okazuje się wygodny i funkcjonalny.

Najbardziej byłam ciekawa jak będą się odbijały wzory - test bojowy przeszła pozytywnie. Odbiłam kilka wybranych fragmentów na kartce papieru - i od razu się wybraniam, że gdzieniegdzie nierówności to sprawa trzęsącej się ręki albo rozlanego lakieru. Płytka jest dobrze wyżłobiona, a wzory po odbiciu są śliczne. Już zacieram ręce na kolejne płytki.
Wzory są bardzo zróżnicowane - to takie rozmaite gryzmołki, kombinacje kresek, kółek, które dają bardzo ciekawy efekt końcowy.

O dziwo, jak na pierwsze stemplowanie z tą płytką, całkiem ładnie wyszły mi paznokci. Do odbijania wybrałam akurat Black Saint od Color Alike. Myślę, że dłuższa współpraca z płytką zaowocuje wieloma zdobieniami, ale ale..

Potrzebuję Waszych porad w sprawie odpowiednich lakierów do stemplowania oraz dobrego stempla. Eksperymentowałam już z Golden Rose Rich color oraz Color expert, lakierem do stemplowania z Essence oraz wspomnianym lakierem z CA. A jakie Wy polecicie? :)
Juicy love

Juicy love

Lada dzień rozpoczynam urlop, zostały mi już tylko 3 dni pracy, a mnie coś łapie choróbsko paskudne. Dobrze, że miałam gotowe zdjęcia, więc dzisiaj lekki post, z serii którą lubicie, czyli prezentacja lakieru do paznokci. Dzisiaj na tapetę bierzemy Essence z serii The gel nail polish w kolorze nr 17 Juicy love.
Lakier ten kupiłam wraz z magazynem Glamour, czyli w podobnym czasie jak nowa wersja lakierów wchodziła do drogerii. To był jedyny kolor lakieru dostępny w salonie prasowym, w którym go kupiłam, a gazeta z lakierem kosztowała mniej niż sam lakier w cenie sugerowanej.
 Dostępność: Hebe, Drogeria Natura, Douglas
Cena: ok 8 zł
Wykończenie: żelkowe/jelly
Krycie: 1 warstwa
Pojemność: 8 ml
Pędzelek: szeroki, zaokrąglony

+ szeroki, zaokrąglony pędzelek
+ bardzo dobre krycie (już po 1 warstwie)
+ cena 
+ łatwe zmywanie
+ wysoki połysk
+ szybko schnie

Juciy love to soczysta, nieco strażacka, a nieco neonowa czerwień, która jest delikatnie zmieszana z pomarańczą. Na pewnie nie zostanie nie zauważona na paznokciach, ponieważ przykuwa wzrok. Jedna z tych czerwieni, która powinna znaleźć się w kosmetyczce każdej kobiety - nieco zadziorna, seksowna, ale jednocześnie lekka i bardzo wakacyjna.
Dla mnie jest to również lakier, który nieco zastępuje mi moją ukochaną IsaDorę nr 636 Latina red, którą niestety stłukłam. Ot, taki tańszy zamiennik.

A jakie czerwienie preferujesz Ty? :)
Zapach wokół mnie: Cranberry pear

Zapach wokół mnie: Cranberry pear

Kombinacje zapachowe wosków nie raz zaskakują. Czasem pozytywnie, czasem negatywni, bo zapach nam się nie spodoba, albo oczekiwaliśmy czegoś innego. Jak jest w przypadku Cranberry Pear od Yankee Candle?

Jako, że wosk pochodzi z jesiennej kolekcji Q3 z ubiegłego roku, można było się domyślić, że zapach gruszki nie będzie świeży, a raczej takiej dojrzałej gruszki. Spodziewałam się jednak, że gruszka będzie bardziej wyczuwalna, a jak się okazuje główną nutę zapachową gra żurawina. Szkoda, bo bardziej zależało mi na gruszce - i jak sądzę - nie tylko mi..

Sam zapach jest dobrze wyczuwalny, nieco słodki, mocny, ale w tym pozytywnym znaczeniu - taki otulający. Idealnie wpisuje się w tą kolekcję, z której pochodzi, jednak również w inne chłodniejsze wieczory będzie przyjemnie się go rozpalało.
Wosk dostałam na Mikołajki od Żanety z bloga Uśmiechnięte oczy, ale zakładam, że tarta kosztowała 7 zł/22g, czyli standard dla marki. Można go kupić m.in. na stronie goodies.pl

A Was jakie woski zaskoczyły swoim zapachem?
Zabezpieczaj się przed słońcem, czyli bezpieczne plażowanie

Zabezpieczaj się przed słońcem, czyli bezpieczne plażowanie

Wiele osób już wróciło z plażowego wypoczynku, w moim przypadku jest on wciąż przede mną. Za jakieś 10 dni ruszam nad nasz piękny Bałtyk. Jednak zanim będę leżeć na plaży skąpana w słońcu, chciałabym wspomnieć jak ważne jest zabezpieczanie się.. przed słońcem. 

Blada twarz, piękna brązowa opalenizna i skwarka - co je różni? Każdy z nas ma inną tolerancję na słońce. Na ogół osoby o ciemnej karnacji opalają się w miarę ładnie, bo często od razu na brąz, z kolei u jasnych karnacji najczęściej występuje poparzenie słoneczne, spieczenie na raka i zrzucanie skóry niczym wąż. Nieważne do której grupy się zaliczamy, należy dbać o to, by przebywanie na słońcu było bezpieczne. Nie można zapomnieć o nakryciu głowy, okularach przeciwsłonecznych oraz piciu odpowiedniej ilości wody. Warto również pilnować się, by nie przebywać na słońcu w czasie, kiedy operuje ono najmocniej.

Aby w pełni móc cieszyć się słonecznym urlopem, warto również zaopatrzyć się w odpowiednie kosmetyki z filtrem oraz takie, które zapewnią nam odpowiednią pielęgnację po opalaniu.

Pierwsze wyjście na słońce powinno być kojarzone z wysokim filtrem - taki da nam odpowiednią ochronę. Wodoodporny balsam do opalania SPF 50 Soraya świetnie sprawdzi się na start, jak również dla osób z jasną karnacją. Dla mnie sporą jego zaletą jest opakowanie typu airless, oraz skład wzbogacony o składniki aktywne (aquamarine complex, SOSskin complex, panthenol), które chronią i dbają o nawilżenie skóry. Wcześniej miałam również balsamy Dax Cosmetics, Marion oraz Kolastyny.
Pamiętajmy, że ochrona przeciwsłoneczna to nie tylko typowo plażowa dziedzina - w mieście również powinniśmy dbać o skórę. Letnim must havem jest krem do twarzy z filtrem. Odpowiednio dobrany chroni przed pozostawaniem przebarwień, przesuszeniem, a dodatkowo nawilża i wygładza, jak ten ochronny krem do twarzy z fotostabilnymi filtrami UVA i UVB SPF 25 Soraya.
Jeśli nosisz makijaż, poszukaj podkładu z filtrami (np CC Bell, BB Ziaja) i nie zapominaj o okularach przeciwsłonecznych - dobrze by było, gdyby również były z filtrem.

Kilkudniowy urlop, a Ty chcesz wyglądać jakbyś wróciła z Kraibów? Nie ma problemu - wśród kosmetyków do opalania znajdziesz również przyśpieszające. Dobrze sprawdzi się tutaj kakaowa seria Ziaji, ale również złocisty przyśpieszacz opalania Lirene z niskim filtrem SPF 6. Rozświetlające drobinki sprawią, że na plaży będziesz czuła się atrakcyjnie, a skład bogaty w ekstrakt z karotki, masło shea oraz kakaowe zadba by Twoja skóra mimo niskiego filtru była odpowiednio zabezpieczona. Miękka tubka jest wygodnym rozwiązaniem, gdyż nie trzeba się z nią siłować.

Rynek kosmetyczny jest również bogaty w kosmetyki, które utrwalą opaleniznę odpowiednio ją nawilżając. Wśród marek można znaleźć balsamy, kremy czy olejki. Obecnie w mojej kosmetyczce znajduje się produkt marki Soraya - wygładzający olejek podkreślający opaleniznę z olejem makadamia i witaminą E. Przyznaję, że na początku nie byłam do niego przekonana - cenię sobie szybkie wchłanianie, nietłustą konsystencję i brak parafiny w składzie, ale efekt po posmarowaniu był dla mnie miłym zaskoczeniem - moje nogi wyglądały jak na zdjęciach modelek - ten blask, wiecie o co chodzi ;) PS. Pomaga mi również na mój mały problem - obcieranie wewnętrznej strony ud.

A co jeśli zapomniało się o użyciu kosmetyków do opalania, albo okazały się dla nas nie wystarczające? W zeszłym roku miałam taką sytuację z chłopakiem i uratował nas kojący żel po opalaniu SOS Skin od Sorai. Pieczenie/rozpalenie skóry ustępuje, żel łagodzi i lekko chłodzi, coś niesamowicie przyjemnego. Dodatkowo podoba mi się możliwość wyboru wielkości - albo 100 ml tubka z dozownikiem typu airless albo saszetka 10 ml (2x5ml). Warto odpowiednio dopasować wielkość do potrzeb, bo termin ich przydatności to 1-2 lata, czyli dość krótko w stosunku do tego, że używamy ich głównie w porze wakacyjnej.
Drugim produktem, który chciałabym Wam polecić to pianka do twarzy i ciała regenerująco-łagodząca od Farmony, tzw pantenol spray. Nadaje się do stosowania na oparzenia słoneczne, skaleczenia czy otarcia naskórka. W tym roku już przydał mi się na skaleczenie nogi w pracy, mocne otarcie tatusiowej ręki czy podrażnienie po goleniu, które mi załagodził. Wykorzystam go jeszcze po przebywaniu na słońcu i wtedy opowiem o nim więcej.

Moim tegorocznym odkryciem jest woda termalna Avene - przyda się zarówno na plaży jak i podczas lata w mieście. Świetne uczucie odświeżenia twarzy czy dekoltu, warto mieć ją pod ręką. Z tego co słyszałam równie pochlebne opinie zbiera również Uriage czy Caudalie.

Warto również wspomnieć, że mimo stosowania kosmetyków do i po opalaniu, nie można zapominać o regularnym nawilżaniu skóry również tradycyjnymi balsamami/kremami/masłami/mleczkami. Latem największą popularność mają lekkie mleczka oraz owocowe masła np The Body Shop.

Fakt, iż otrzymałam kosmetyki Soraya do testowania nie wpłynął na moją opinię. Wśród opisywanych znalazły się również innych marek, z których korzystałam, ale już minęła ich data ważności.

Jakie kosmetyki zabierzesz ze sobą na plażę? :)
Miało być lepiej... wysuszacze lakieru

Miało być lepiej... wysuszacze lakieru

To już trzecia odsłona drobnego zestawienia bubli, które nazwałam 'Miało być lepiej...'. Widać Wasze zaciekawienie i poświęconą uwagę - w końcu po co kupować te produkty i marnować pieniądze, skoro ktoś daje cynk, że coś z nimi nie halo.

Często świeżo pomalowane paznokcie obrywają i po perfekcyjnym manicure nie ma śladu - widać za to artystyczne wzory, które są skutkiem odgniotków od pościeli albo szukania telefonu w torebce. W lato szkoda dnia by czekać aż ulubiony lakier wyschnie - wtedy ratujemy się wysuszaczami lakieru, które go utwardzą i nadadzą ładny połysk. Jednak czy wysuszacz wysuszaczowi równy? Nie sądzę.

Dzisiaj pod lupę weźmiemy dwa produkty marki Essence. Pierwszy to Topcoat quick dry, drugi to Express dry drops, czyli wysuszające krople. Dlaczego uważam, że słabo wypadają?

Topcoat posiada wąski pędzelek, którym nieco trzeba się namachać. Minusem jest fakt, że schnie w podobnym czasie co lakier, więc strzał w kolano. Do mojego sprawdzonego produktu Essie Good to go niestety mu daleko. Jego dużym plusem jest to, że jak mam go ze 2 lata, to jego konsystencja się nie zmieniła ani trochę - wciąż jest rzadki, wcale nie zgęstniał.  No i kolejna zaleta: nadaje niesamowitego połysku - także jako shine topcoat się sprawdzi. 

Dropsy posiadają wygodną pipetę, którą wypuszczamy po kropli preparatu na paznokieć. I tu się kończą jego zalety. Przy krótkich paznokciach i wąskiej płytce kropla wystarczy, przy dłuższych/szerszych już nie. Po drugie krople nie zawsze równomiernie rozpływają się po płytce, po trzecie spływają z niej zalewając skórki. W czasie gdy rzekomo preparat działa, Ty zastanawiasz się jak wysuszyć palce by nie uszkodzić manicure.. Jeśli chodzi o przyśpieszanie wysychania lakieru, to ma się podobnie jak zanurzenie dłoni w zimnej wodzie.

Nie warto więc wydawać pieniędzy na te 8 ml preparaty, skoro lakier nie wysycha po nich szybciej. Każdy z nich kosztuje 8-10 zł i jest dostępny w Hebe/Drogeria Natura/Douglas.

A Wy czego używacie jako wysuszacza? :)
Zalukani w maju i czerwcu

Zalukani w maju i czerwcu

Tak się ostatnio złożyło, że zalukani się nie pojawili, ale nie było chyba sensu przychodzić z garstką filmów i muzyki, bo w książkach dalej przestój.. Po dwóch miesiącach do zestawienia się troszkę uzbierało, więc zapraszam na kulturalne podsumowanie maja i czerwca.

Filmy

Po raz kolejny przypominam, że zamieszczam tu filmy, które obejrzałam po raz pierwszy, a wszystkich zapewne byłoby wiele więcej, ale nowo obejrzane łatwiej mi monitorować na Filmwebie. Plakaty filmowe również stamtąd pochodzą.

Jeśli chodzi o połączenie filmu akcji z komedią, to film Drużyna A jest pod tym względem mistrzowski. Doza humoru i zaciekawienie widza jak potoczą się losy bohaterów i co wykombinują składa się na świetną zabawę przed telewizorem.

Jeśli chodzi o Infiltrację i Wyspę tajemnic, to obydwa filmy są świetne, ale ciężkie. Nie polecam w momencie, gdy jesteś zmęczona/y, bo będzie dla Ciebie nużący. Gdy znajdziesz odrobinę więcej czasu koniecznie zasiądź przed srebrnym ekranem i obejrzyj. Mocno wciągają, są wypełnione intrygami, ciekawią widza. Infiltracja to obraz śmiertelnej rozgrywki pomiędzy tajnym policjantem w szeregach mafii i ich informatorem w policji, natomiast Wyspa tajemnic to nurtujące dochodzenie szeryfa jak pacjentka uciekła ze szpitala dla chorych psychicznie przestępców, w czasie którego ujawnia się fakt, że.. 2 świetne role DiCaprio!

Obecność i Anabelle to powiązane ze sobą filmy - łączy je lalka. Obecność przedstawia walkę słynnych demonologów Warrenów z nieludzkim bytem, natomiast Anabelle to historia z opętaną lalką w tle. Obydwa filmy to dość głośne i jedne z lepszych horrorów ostatnich lat, więc miłośnicy gatunku na pewno zostaną zaciekawieni.

Jeśli chodzi o rozgłos - niesamowitego ostatnio nabrały Minionki, które właśnie weszły do kin. Chętnie się na nie wybiorę, bo nadrabiając dwie poprzednie części, czyli Jak ukraść księżyc oraz Minionki rozrabiają przekonałam się, że to świetna rozrywka nie tylko dla dzieci, razem z Grześkiem uśmialiśmy się do łez!

Co do przekonywania się - obejrzałam w końcu film, do którego G. długo mnie namawiał.. i spodobał mi się. Show to nie górnolotny film, ale w świetny sposób pokazuje, że telewizja kreuje to, co nam pokazuje, aby wyglądało to 'poprawnie'.

Od kiedy obejrzałam Kocha lubi szanuje mocno przekonałam się do roli Steva Carella, więc film Ja cię kocham, a ty z nim mnie rozbawił. Historia samotnego wdowca, który zakochał się nabiera humoru, gdy podczas rodzinnego zjazdu okazuje się, że dziewczyna jest wybranką serca jego brata.

Na koniec nie lada gratka dla miłośników Marvela - Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz. Świetna produkcja, efekty, sama fabuła, ratowanie świata, te sprawy. I przystojny kapitan hihi :]

Muzyka

A teraz zgrabnie przejdziemy do muzyki - lato trwa w najlepsze, wciąż ukazują się w radio najnowsze przeboje, być może hity wakacji. Co w minionych miesiącach wpadło mi w ucho?

A jaka muzyka królowała u Was? Może polecicie mi jakieś filmy na lato? :)
Candy shop

Candy shop

Kilka lepszych dni moich paznokci (no dobra, na jednym zdjęciu strasznie widać suche skórki..) zaowocowało kolejnymi zdjęciami lakieru. Tym razem wybór padł na lakier, który pochodzi z zeszłorocznej kolekcji Wibo Candy shop nr 3. Słodki róż w wersji piaskowej, taki strukturalny, albo jak kto woli odgnioty od pościeli :)

Lakier zamknięty jest w buteleczce, która niegdyś była typowa dla marki Wibo. Niektórzy lubili tą formę, bo trzymając lakiery w pudełku/szufladzie bez wyciągania wiadomo jaki to kolor. Pędzelek należy to tych cieńszych, ale w przypadku tego lakieru całkiem wygodnie się nim maluje.
Dostępność: kiedyś Rossmann - > teraz niedostępny
Cena: ok 7 zł
Wykończenie: piaskowe
Krycie: 1-2 warstwy
Pojemność: 8,5 ml
Pędzelek: wąski

+ wąski, ale wygodny pędzelek
+ cena 
+ łatwe zmywanie
+ szybko schnie

- już niedostępny w sprzedaży

Teraz pokażę jego oblicze na paznokciach. Jest to cukierkowy róż, pięknie wygląda zarówno w cieniu jak i w słońcu. Już jedna warstwa daje krycie, jednak standardowo nałożyłam dwie. Zmywanie jest całkowicie bezproblemowe, a gdy przytrzymamy nasączony wacik przez chwilę na paznokciu, to już jedno przetarcie usuwa lakier całkowicie.

Lubię róż na paznokciach, a Ty?
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger