Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże i rekreacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże i rekreacja. Pokaż wszystkie posty
Testujemy marzenia: nauka windsurfingu dla dwojga

Testujemy marzenia: nauka windsurfingu dla dwojga

Niedawno pisałam Wam, że wzięłam udział w pierwszym etapie tegorocznej akcji #ChcęToPrzeżyć, a już lada chwila kończy się drugi etap, w którym tym razem wybrałam sporty wodne. Lato w pełni, a mnie wtedy niesamowicie ciągnie do odpoczynku i aktywności nad wodą - spacery brzegiem plaży, wbieganie do morza, jazda rowerem po Półwyspie Helskim... Tam zawsze obserwowałam całą masę ludzi, którzy czerpali frajdę z uprawiania sportów wodnych. Nie raz przechodziło mi to przez myśl, ale nie wiedziałam, czy się sprawdzę i w tym momencie z pomocą przyszedł mi Katalog marzeń, dzięki któremu odkryłam, że pod Warszawą istnieje szkoła windsurfingu LSurf! Jesteście ciekawi jak to było?


Szkoła LSurf ma motto, którego sens prosto przełożyć na to, że nauczą windsurfingu każdego. I choć aby to polubić i chcieć się nauczyć przyda się zamiłowanie do wiatru w żaglach, wody i aktywności fizycznej to całą resztą zajmą się już oni. I to jest prawda! Gdy zawitaliśmy do szkoły, otrzymaliśmy pianki i kapoki dla bezpieczeństwa nie spodziewaliśmy się, że nic nie wiemy o windusrfingu. Doświadczona instruktorka objaśniła nam budowę deski i żagla, jak również zaznajomiła z pojęciami, których używała w czasie nauki. Później nadszedł czas na naukę na trenażerze, utrzymywanie równowagi na desce na wodzie i w końcu pływanie z żaglem w rękach. Uczucie niesamowite, jednak całość wymaga zarówno odpowiedniej koordynacji, nieco siły i doświadczenia. Sądzę, że fun jaki dała mi ta lekcja z pewnością przełoży się na powrót do tego typu aktywności i spróbowania czegoś nowego.


Może zauważyliście, ale jeśli nie to powiem Wam, że w obydwu etapach tegorocznej akcji Chcę to przeżyć wybierałam atrakcje przeznaczone dla dwójki, aby pokazać, że wspólne wyjście z przyjaciółmi czy partnerem może być czymś innym niż kinem, shoppingiem czy jazdą na rowerze. Wspólne lekcje jazdy na longboardzie czy nauka windurfingu zncznie różnią się od tych zapamiętanych ze szkoły. Tu liczy się dobra zabawa, a nabyte umiejętności to dodatkowy plus całej sytuacji. Takie oryginalne pomysły na spędzanie wolnego czasu z pewnością dają szansę lepiej poznać drugiego człowieka, jak również pozwalają żyć na całego. A Ty chcesz to przeżyć?


Lubicie sporty wodne?
Z jakimi macie doświadczenie?
Krótki wpis o opalaniu, filtrach i fototypach skóry | 7 mitów na temat opalania

Krótki wpis o opalaniu, filtrach i fototypach skóry | 7 mitów na temat opalania

Ludzie różnie podchodzą do filtrów - wybierają niskie filtry SPF, bo chcą szybciej się opalić albo nie widzą sensu brać większego, skoro jest mniejszy. Z takimi opiniami spotykam się na co dzień w drogerii, w której obecnie pracuję. Prawda jest taka, że SPF, czyli sun procection factor określa  o ile czasu dłużej można przebywać na słońcu do wystąpienia rumienia w porównaniu do czasu bez zastosowania filtra. Zakładając, że potencjalnie bez zastosowania filtra rumień wystąpi u Ciebie po 20 minutach oznacza, że filtr SPF 6 wydłuży ten czas sześciokrotnie, czyli 20 min x 6 = 120 minut (2h). Używając filtra zawsze warto znaleźć również informację na opakowaniu produktu na temat ponownej aplikacji (np po upływie 2 h od pierwszej aplikacji, po wyjściu z wody, wytarciu się ręcznikiem).
Kolejną istotną rzeczą jest również fakt, przed jakimi promieniowaniami chroni kosmetyk z filtrem. Trzy wymieniane promieniowania to UVA, UVB i UVC. Promieniowanie UVC (krótka fala) jest praktycznie w całości zatrzymywane przez warstwę ozonową, dzięki czemu niemal w ogóle nie dociera do ziemi, dlatego też producenci na opakowaniach kremów z filtrem pomijają informację o ochronie przed tym promieniowaniem. Promieniowanie UVB (średnia fala) działa na naskórek i skórę właściwą. Działanie tej fali daje skutek w postaci opalenizny, ale również i rumienia oraz poparzeń słonecznych. Promieniowanie UVA (długa fala) dociera do tkanki podkskórnej, a jego natężenie jest przez cały dzień na tym samym poziomie niezależnie od pogody. Promieniowania UVA i UVB są odpowiedzialne za fotostarzenie skóry i powstawanie nowotworów skóry.


~ Fototypy skóry ~

Fototypy skóry to podział na 6 typów skóry w zależności od reakcji na promieniowanie ultrafioletowe stworzone przez dermatologa Thomasa B. Fitzpatrick'a. W zależności od posiadanego fototypu skóry powinniśmy dopasować odpowiedni pozom filtra SPF, aby uniknąć przykrych skutków opalania się.

  1. Blady kolor skóry, niebieskie lub piwne oczy, włosy blond lub rude, bardzo często piegi - zawsze ulega oparzeniom, nigdy nie opala się
  2. Jasny kolor skóry, zielone lub piwne oczy, włosy blond, rude lub brązowe, często piegi Zazwyczaj ulega oparzeniom, trudno się opala
  3. Kremowy kolor skóry, ciemny blond lub brązowe włosy, szare lub brązowe oczy, rzadko piegi - umiarkowanie ulega poparzeniom, opala się przeciętnie
  4. Jasnobrązowa do oliwkowej skóra, ciemne włosy, brązowe lub ciemnobrązowe oczy, brak piegów - rzadko ulega oparzeniom, zawsze się opala
  5. Brązowa skóra, ciemne lub czarne włosy, ciemnobrązowe oczy - bardzo rzadko ulega oparzeniom, łatwo i mocno się opala
  6. Ciemnobrązowa lub czarna skóra, czarne włosy, ciemnobrązowe oczy, brak piegów - nigdy nie ulega oparzeniom, nigdy się nie opala.

~ Fakty i mity na temat opalania ~


1. Filtry się dodają. Fałsz.

Takie pytanie pojawiło się podczas koła fortuny na Podwórku Nivea na plaży w Gdyni i gdyby nie zdziwione miny ludzi na wieść o tym, że filtry się nie sumują  to nawet nie pomyślałabym, że ktoś może wpaść na taki pomysł. To nie prawda, że gdy najpierw posmarujemy się kremem z filtrem SPF 15, a po chwili SPF 20 to uzyskamy ochronę na poziomie SPF 35. Tak naprawdę chroni nas ostatni nałożony filtr, czyli w tym wypadku SPF 20.

2. Wystarczy jedno posmarowanie się kremem z filtrem na cały dzień. Fałsz.

Prawidłowa aplikacja kremu z filtrem powinna odbyć się ok 15-20 minut przed opalaniem i być powtarzana co 2 godziny. Ponadto należy ponownie zaaplikować krem z filtrem w przypadku kąpieli/pływania, spocenia się, wytarcia ciała w ręcznik oraz każdej innej aktywności, która może pozbyć się zakładanej ochrony kremem.

3. W cieniu się nie opalę, zrobię to tylko na plaży. Smarując się filtrem SPF 50 również się nie opalę. Fałsz.

Promienie UVA oddziałują na skórę zarówno w słońcu jak i w cieniu, zarówno latem jak i zimą, zarówno o godzinie 9 jak i o 16, z tą różnicą, że robią to w różnym stopniu. Z tego też powodu filtry powinny być stosowane przez cały rok. Przykładem osób opalonych poza plażą są geodeci, budowlańcy, ręka kierowcy (opalona przez szybę!).
Filtr SPF 50 stanowi większą ochronę skóry, jednak opalanie wciąż jest możliwe, po prostu w bezpieczniejszy sposób i w wolniejszym tempie.

4. Krem z filtrem z poprzednich wakacji nada się i w tym roku. Fałsz.

Powiedzmy sobie wprost - na większości opakowań kosmetyków widać informację, że produkt należy przechowywać w suchym i chłodnym miejscu albo w temperaturze pokojowej. Czy w pełnym słońcu na plaży krem nawet ukryty w torbie pod ręcznikiem uzyskuje takie warunki? No właśnie.. Poza tym według zasady prawidłowego smarowania się kremami pochłonięta ich ilość nie powinna pozwolić na to, aby zostało nam coś na przyszły rok., bowiem zaleca się stosowanie takich produktów obficie, aby uzyskać pożądaną ochronę. Niestety łatwo zaobserwować, że nasze społeczeństwo wciąż ma z tym problem..

5. Krem z filtrem daje 100% ochronę. Fałsz.

Myślę, że nie muszę tego komentować. Ale jeśli ktoś chce drążyć temat to porównajmy to do antykoncepcji - żadna nie daje 100% pewności nie zajścia w ciążę.

6. W wodzie opalisz się szybciej/bardziej. Prawda.

Tafla wody mocno przyciąga słońce, a promienie przebijają się nawet do 50 cm pod wodę.

7. Zaśnięcie na słońcu gwarantuje spieczenie się na raczka. I tak i nie.

Śpiący człowiek nie przyciąga mocniej promieni słonecznych, więc nie jest do końca prawda. W tym wypadku należy zwrócić uwagę, że w czasie snu najczęściej wystawiamy na ekspozycję jedną część ciała np leżąc na brzuchu cały czas opalamy plecy, słońce cały czas operuje tylko nad nimi, ponieważ się nie przekręcamy na drugą stronę. Aby tego uniknąć warto poprosić naszego plażowego towarzysza, aby zadbał o to, abyśmy zmienili pozycję, a dzięki temu unikniemy przykrych skutków snu w pełnym słońcu.

Może ktoś coś doda od siebie z jakimi dziwnymi poglądami na temat opalania i filtrów się spotkał?
Testujemy marzenia: nauka jazdy na longboardzie

Testujemy marzenia: nauka jazdy na longboardzie

Jestem osobą, która nie usiedzi w miejscu. Nie powinno Was to zdziwić, że w tym roku również wzięłam udział w akcji #CHCĘTOPRZEŻYĆ organizowanej przez Katalog marzeń. Ideą tej akcji jest testowanie atrakcji w formie przeżyć, czyli świetna alternatywa dla namacalnych prezentów. Obecnie zbliża się koniec pierwszego etapu, w którym każdy z uczestników miał do wyboru jedno z kilku zaproponowanych aktywności. W zależności od lokalizacji dostępne były m.in. jazda sportowym autem, monster truckiem lub tandemem, dream jump, spływ kajakowy, wirtualna rzeczywistość lub nauka jazdy na longboardzie, na którą się zdecydowałam. 


Inne atrakcje oferowane przez Katalog Marzeń, które testowałam w ramach akcji #CHCĘTOPRZEŻYĆ: rajdowa jazda Peugeot 106 s16 po torze | dream jump
Nauka jazdy na longboardzie została poprowadzona przez instruktora ze szkoły jazdy na longboardach Longboardmania. Szkołę prowadzą instruktorzy, którzy stworzyli własny sposób na życie, który zrodził się z nastoletniej pasji do deski. Nic więc dziwnego, że instruktor, któremu trafiła się grupa amatorów, wykazywał się dużą wiedzą i doświadczeniem, łatwo przychodziło mu również diagnozowanie problemów z jazdą i korygowanie ich. Musicie mi wierzyć na słowo: byłam gwiazdą grupy, która za szybko przebierała nogami i planowa jazda prosto kończyła się łukiem w lewo! Na szczęście proste i rzeczowe tłumaczenie oraz wskazówki dały mi szansę na naukę. Mi i mojemu facetowi, ponieważ wejściówka obejmowała godzinne zajęcia z nauki jazdy dla dwóch osób
Przyznam, że te zajęcia to była spora dawka świetnej zabawy, wiedzy i nauki, a także niezły trening! Nauka jazdy wymagała koordynacji wzrokowo-ruchowej, ale również i energii. To świetny pomysł na prezent dla osób, które żyją aktywnie i nie boją się sportowych eksperymentów. Ponadto z takich zajęć ucieszy się każdy fan longboardu, ponieważ zajęcia są organizowane na różnych poziomach zaawansowania. Warto również wybrać się na nie w przypadku chęci zakupu lub posiadania longboarda, aby sprawdzić czy to sport dla nas. Na koniec zaznaczę, że zwykle jeżdżę na rowerze lub rolkach, a mimo to przed zajęciami obawiałam się wybitych zębów, pościeranych kolan i całej masy siniaków. Instruktor Longboardmanii zadbał o nasze bezpieczeństwo, a wiedza i szkolenie było przekazywane w taki sposób, że dałam sobie radę, a mój facet jest nawet chętny, aby wybrać się na kolejne zajęcia. Myślę, że to najlepsza rekomendacja!


Jeździcie na deskach?
Wybralibyście się na takie zajęcia?
Testujemy marzenia: Rajdowa jazda Peugeot 106 S16 po torze

Testujemy marzenia: Rajdowa jazda Peugeot 106 S16 po torze

Dzisiaj przychodzę do Was z nowym postem, który powstaje dzięki temu, że uczestniczę w akcji Chcę to przeżyć organizowanej przez Katalog marzeń. Dzięki Waszej aktywności pod postem oraz w social mediach udało mi się dostać do drugiego etapu, w którym tym razem zmierzyłam się z wyzwaniem motoryzacyjnym, a mianowicie z rajdową jazdą Peugeotem 106 S16 po torze w Izabelinie/k.Warszawy. Jak było, dla kogo jest stworzona ta atrakcja i czy warto się na nią wybrać?


Co, jak i dla kogo?

W moim pakiecie było 5 okrążeń sportowym samochodem po torze - pierwsze zapoznawcze, na kolejnych można było pobawić się i wyżywać się na samochodzie. Fajna sprawa, zwłaszcza dla kogoś, kto pasjonuje się motoryzacją lub patrząc na wszelkie rajdy czy wyścigi chciałby się znaleźć na miejscu kierowcy. Taka forma aktywności trafi również w serce każdego faceta, ale i dziewczyny, która lubi sobie pośmigać. Nie zapominajmy o osobach, które potrzebują odreagować stres czy frustruje ich codzienny dojazd do pracy w korkach - odrobina rozrywki, dla niektórych byś może adrenaliny dobrze zrobi każdemu. Dużym plusem jest fakt, że od marzyciela nie jest wymagane prawo jazdy - przejazd odbywa się pod czujnym okiem instruktora, który sprawuje nad wszystkim kontrolę, a samo auto jak i tor jest dobrze przygotowane do tego typu jazdy.
Jazda odbywa się w Rally drive a terenie STW Center w Izabelinie, kilka kilometrów od lotniska Warszawa Babice (Bemowo) - dojeżdżają tu autobusy komunikacji miejskiej oraz jest parking jeśli zdecydujesz się przyjechać samochodem. Rally drive ma w ofercie zarówno samodzielną jazdę za kierownicą jak również a miejscu pasażera w tzw. drift taxi czy szybkiej jeździe po torze oraz możliwość wynajęcia toru czy jazdę po nim własnym autem. Szeroka oferta na pewno zaciekawi nie jedną osobę.


Moje wrażenia

Zdecydowanie stwierdzam, że żałuję, że Was tam nie było. Żadne zdjęcia czy filmik nie oddaje tego co tam się działo - pisk opon, palona guma czy mijanie się na torze z innym autem. To stanowczo trzeba przeżyć samemu. Sprawdzenie siebie za kierownicą podczas mijania zakrętów w prędkości to świetna sprawa, a zarazem oryginalny pomysł na prezent. Sami przyznajcie - ile nietrafionych prezentów dostaliście, ile się z nich kurzy? Jazda samochodem po torze to prezent dla każdego w każdym wieku. Psst, nie musicie się przejmować nierównościami na torze tak jak byście jechali własnym autem - skupiacie się na samej przyjemności ;)


Braliście udział w podobnych atrakcjach? Mamy tu motoryzacyjnych fanów? :)
#chcętoprzeżyć
Testujemy marzenia: Dream jump

Testujemy marzenia: Dream jump

Dzisiaj mam dla Was kolejny post dotyczący moich zajawek, który zarazem będzie przedstawieniem akcji #chcętoprzeżyć. To inicjatywa Katalogu marzeń, do której udało mi się dostać jakiś czas temu. Akcja już na pierwszy rzut oka wydaje się fantastyczna - kilka atrakcji do wyboru, możliwość przetestowania ich za darmo, niesamowite przeżycia i liczne wspomnienia. Największy minus to fakt, że nie wszyscy mogą przejść do kolejnego etapu, więc liczę na Was i Wasze wsparcie. Dzięki Wam mam szansę spełniać swoje marzenia i zdawać z nich relację. 



W minioną środę miałam okazję zrealizować swoje pierwsze wybrane marzenie, którym był dream jump z 2 wież - Centrum sportów w Warszawie. Taką atrakcję wybrałam spośród kilku propozycji - m.in. wakeboardingu, gokartów czy spływu kajakowego. Jestem zadowolona z wyboru i wiem, że jeszcze nie raz odwiedzę warszawskie 2 wieże. Organizatorzy skoków mają w ofercie jeszcze kilka innych, interesujących form aktywności. Ale do rzeczy..
Jedyne na co bezwzględnie liczyłam to pogoda, ponieważ przy złej pogodzie niestety skoki się nie odbywają. Pogoda w kratkę i dwuzmianowa praca niestety nie jest do końca przychylna w trakcie ekspresowego planowania i rezerwacji jak w tym przypadku. Na szczęście mimo różnych przeciwności udało mi się oddać skok w pierwszym zarezerwowanym terminie. Zapytacie jak było? Świetnie!


Skok odbywa się z 30 m wysokości, a ja nie mam lęku wysokości. Rok temu skakałam na bungee we Władysławowie z dwukrotnie wyższego punktu. Mogę zatem porównać te dwa skoki i stwierdzić różnicę. Bungee standardowo kojarzy się ze skokiem na linie i dyndaniem do góry nogami. Dream jump został zaprojektowany tak, aby skok był komfortowy, więc uprzęż, która daje nam bezpieczeństwo utrzymuje nas w naturalnej pozycji jaką widać na zdjęciach. Oczywiście należy zaznaczyć, że kupując voucher na taką atrakcję mamy możliwość wykonania skoku. Powtórzę możliwość. Skok należy oddać samodzielnie, nikt nikogo nie popchnie. Motywujące jest odliczanie, które jest zarazem wyznaczniem momentu skoku. Jeśli już zdecydujemy się zrobić krok do przodu, czeka nas 2 sekundy swobodnego spadania, które podobno każdy odczuwa inaczej. Po spadku lina przeciąga nas ponad plażą w geście delikatnego hamowania, więc jeszcze chwilę unosimy się nad ziemią, co jest porównywalne do karuzeli łańcuchowej.


Czy się bałam? Strach siedzi w głowie, zawsze jest jakaś obawa (zwłaszcza, że podpisujemy się na oświadczeniu, że bierzemy pod uwagę ryzyko sportów ekstremalnych). Najtrudniejsze jest się przełamać i wykonać krok do przodu, jednak potem, gdy wiesz, że lecisz i tego nie cofniesz pozostaje adrenalina i radość płynąca z tego, co się dzieje. Skok, spadanie, lot.. sky is the limit!*

*Eee no i po zejściu może trochę nogi są jak z waty ;)

Poniżej zamieszczam jeszcze dla Was gifa zrobionego ze zdjęć okiem mojego faceta - zobaczcie jak skok wyglądał dla obserwatorów na dole, a także nagranie z kamery sportowej przedstawiające co widzi skoczek.


5 powodów by skoczyć na bungee

5 powodów by skoczyć na bungee

Skok na bungee. Zawsze o nim marzyłam, choć rodzina i znajomi sprowadzali mnie na ziemię. Mówili, że przecież to takie ekstremalne, lina może pęknąć, a ja mimo wszystko wciąż chciałam. Nie będę ukrywać, że długo z tym zwlekałam zwyczajnie czekając na okazję. Myślisz, że to dziwne? Chciałam, żeby była to spontaniczna decyzja, a nie zaplanowany skok (wiecie, te stronki oferujące ciekawe aktywności w formie prezentu). Taką okazję - podchodzisz-płacisz-skaczesz wyczaiłam we Władysławowie, znanym polskim wakacyjnym miasteczku. Mój facet zamienił okazję na szansę skoku i sprawił mi jeden z najlepszych prezentów na urodziny.
Skoczyłam - trwało to chwilę, kosztowało kilkadziesiąt złotówek, ale przeżycie niesamowite. Może Ty też się wahasz czy skoczyć czy nie? Postaram się w 5 punktach przekonać Cię, że na prawdę warto to zrobić.

Zrób coś szalonego

Raz się żyje! - dzisiaj możesz skoczyć, jutro nie

Uwierz mi, że w pewnym wieku tatuaż z henny to nic zwariowanego. To trochę tak jak z atrakcjami w wesołym miasteczku. Kiedyś szczytem wypraw w parku rozrywki dla każdego były dmuchane zjeżdżalnie (pamiętacie jeszcze ten wysiłek by wspiąć się na górę?!), a teraz za prawdziwe szaleństwo uważa się karuzele, które bardziej Ci wymieszają flaki niż pralka ubrania.
Skok na bungee to jednak coś bardziej niszowego - objazdowe wesołe miasteczka zjeżdżają nawet małe mieściny, a nie wszędzie masz możliwość takiego skoku. Poza tym wymaga on od Ciebie pewnego samozaparcia i zdecydowania - Ty musisz skoczyć, nikt Cię nie zepchnie, a w lunaparku ktoś jednak włącza odpowiedni tryb karuzeli. Skok na bungee należy do grupy sportów ekstremalnych - a to brzmi - musisz przyznać - ambitnie. Nieco szaleństwa, adrenaliny - to jest to ;)

Wspaniała pamiątka, niezapomniane przeżycia

Sam skok nie trwa długo - główna jego część, czyli spadanie wszak regulują prawa fizyki. Jeśli jednak chodzi o wspomnienia i przeżycia, to one zostaną z Tobą na dłużej. Kilka dni, miesięcy czy lat później będziesz mógł sobie przypomnieć jak to jest rzucić się niczym w przepaść, lecieć. Jeśli chodzi o mnie to po oddaniu skoku do końca dnia miałam banana na twarzy i wciąż się uśmiecham na samą myśl o tym. Planuję również kolejny skok ;)
Świetną pamiątką takiego przeżycia jest film. Wejdź na youtube i wyszukaj hasło 'skok na bungee' - serwis wyrzuci Ci mnóstwo filmików, co jest znakiem tego, że taka forma uwieczniania jest popularna. Sądzę, że większość instruktorów skoków oferuje coś takiego albo przynajmniej Ty będziesz mieć szczęście i na takiego trafisz. Ale do rzeczy - skakałam nad morzem - mam świetną pamiątkę z wyjazdu, a zarazem z urodzin. Nagraniem wideo mogę pochwalić się przed znajomymi, których w tamtej chwili przy mnie nie było, a także przypomnieć sobie tamte chwile. Zapłaciłam tyle za chwilę szaleństwa? Bullshit! Mam to udokumentowane na filmie i certyfikacie, oprócz wspomnienia zostaje ze mną dowód rzeczowy ;)

Poczuj się wolny

Uwielbiam ten stan - wolność umysłu i ciała. 3,2,1 Bungee - skaczesz i nic wokół się nie liczy, bo nic już teraz nie zmienisz - lecisz w dół, by za chwilę lina delikatnie się napięła i wyciągnęła Cię nieco w górę, po czym znowu spadasz i tak kilka razy dyndasz na linie. Brzmi może i banalnie, ale na prawdę nie wiadomo na czym się skupić - czy na człowieku, który na Ciebie czeka tam na dole, na otaczającym świecie, tym ile razy lina pulsacyjnie wypchnie Cię do góry.. Najlepiej porzuć myśli, daj się porwać chwili i poczuj się wolny. Poczuj wiatr we włosach, prędkość i adrenalinę. To kolejny powód - nie przekonasz się czy mówię serio o poczuciu swobody, jeśli nie spróbujesz.

Próba odwagi

Wydaje Ci się, że nie masz lęku wysokości i co to nie Ty? Udowodnij. Zrób to dla siebie samego jako przełamanie barier lub załóż się ze znajomymi (i wygraj!). Pokaż na co Cię stać - skocz z wysokości 60 czy 100 metrów, grunt to przekroczyć granicę pomiędzy strachem a frajdą. Fachowa ekipa obsługująca skok nie pozwoli aby stała Ci się krzywda.

Niesamowite widoki

Większość skoków na bungee regulowanych jest w sposób taki, że uiszczana opłata to możliwość skoku, a nie sam skok. W sumie się nie dziwię, bo wylegując się na plaży we Władysławowie obserwowałam co tam się dzieje i wniosek jest taki, że wielu chojraków na górze jednak wymiękało. Cóż, jeśli nie skoczysz, to warto chociaż skorzystać z tego, że jest się na górze i pooglądać widoki - panorama na miasto i plażę, piękny widok na półwysep czy port widziany z lotu ptaka - takie atrakcje wzrokowe miałam skacząc nieopodal plaży. 

O skokach na Bungee

Jeśli wciąż nie czujesz się przekonany do skoku - uważasz to za ryzykowną atrakcję, to pamiętaj, że najważniejsze to wybrać przeszkoloną ekipę, która zna się na rzeczy. Moje dwa nadmorskie skoki wykonałam we Władysławowie z Kamol Bungee Jumping. Ekipę stanowią bardzo dobrze przygotowani ludzie, którzy podchodzą do skaczących bardzo przyjaźnie, dzięki czemu podczas całej 'operacji' jest zachowana miła atmosfera.
Dobra zabawa to nie wszystko. Gwarancja bezpieczeństwa to obowiązek. Skakać mogą osoby pełnoletnie jak i te poniżej 18 lat za zgodą prawnego opiekuna wyrażoną na miejscu. Limitem jest waga (min. 40 kg) oraz przebyte choroby/operacje/urazy. Nie powinny skakać osoby po przeszczepach czy ciężkich i niedawnych złamaniach. Skrupulatny wywiad z kandydatem do skoku, odpowiedni dobór liny do wagi i odpowiednie zabezpieczenie miejsca skoku to priorytety.
Jeśli jesteście ciekawi historii skoków na bungee to śmiało wpiszcie taką frazę w wyszukiwarkę - zdradzę Wam jednak, że od zawsze chodziło o odwagę i pokazanie na co Cię stać ;)

A więc.. kiedy skoczysz Ty? ;)
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger