Sea air

Sea air

Dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat wosku z najnowszej kolekcji Yankee Candle Coastal living, a mianowicie Sea air. Kolekcja mocno przyciągnęła moją uwagę, ponieważ uwielbiam pobyty nad morzem o każdej porze roku. Kocham świeże powietrze płynące znad wody, uspokajające mnie kołysanie fal oraz lekkość, której doświadczam tam siedząc na plaży i nie myśląc o niczym, odprężając się. Wobec wosku miałam oczekiwania, aby dał świeżość taką jak morska bryza i co nieco przypomniał mi o wakacjach. Jak się sprawdził?

Wosk zamówiłam zaraz po premierze na stronie Goodies. Mała tarta kosztowała 9 zł, a ja liczyłam na świeży zapach. Pierwsze powąchanie na sucho skierowało moje myśli w kierunku.. płynu do płukania ubrań. Wosk faktycznie pachnie odświeżająco, ale w kierunku prania. Mój facet był zaskoczony i jednocześnie nastawiał się na średni zapach. Po odpaleniu jednak jestem zadowolona. Zapach rozchodzący się po pokoju działa odświeżająco - super sprawa, zwłaszcza patrząc na fakt, że wiosenne porządki są za pasem, choć kolekcja bardziej kojarzy się z edycją wakacyjną. Zapach wyczuwalny bliżej kominka jednak daje delikatną woń kwiatów, co sprawia, że nie jest jednopoziomowy. Jestem na tak - teraz chcę świecę i środki do prania ubrań o identycznym zapachu. 

Czy znacie podobne nuty zapachowe w woskach/świecach i coś mi polecicie? :)
Star anise & orange

Star anise & orange

Czas około zimowy zawsze kojarzył mi się z apogeum palenia wosków w kominku. Tej zimy jednak całkowicie oddałam się świecom - zwłaszcza mojemu Greyowi, którego dostałam od ukochanego na święta. Towarzystwa dotrzymywała mu Candy Cane Lane, jednak mocno ciekawił mnie również wosk Star anise & orange. Jak się sprawdził najbardziej wyczekiwany w zeszłym roku przeze mnie wosk?


Mój entuzjazm co do wosku ostudziła koleżanka i ukochany. Według nich pachnie lekami, tabletkami na gardło, jednak mnie ta mieszanka zaciekawiła. Na sucho aromat był bardzo mocny, a także kwaśny, a ja mimo to nie czułam się odstraszona. Po rozpaleniu wosk okazuje się równie mocny i niestety nie jest w nim wyczuwalna pyszna, soczysta pomarańczka - chyba, że mówimy o bardzo odległym tle. Cały zapach został zdominowany przez anyż - dla miłośników tej woni będzie świetny! Wosk możecie zamówić na Goodies :)

Jakich zapachów unikacie, a jakie powodują u Was szybsze bicie serca? :)
Propozycje prezentów na dzień kobiet - perfumy, które mogłabym mieć

Propozycje prezentów na dzień kobiet - perfumy, które mogłabym mieć

Zapach to element, który w dużej mierze nas opisuje. Zawsze zachwycałam się tym, że na podstawie upodobanych zapachów można określić czyjś charakter czy temperament. Największą magię jednak widzę w tym, że ukochany potrafi wybrać mi perfumy z gamy tych, których jeszcze nie wąchałam, a one trafiają w moje upodobania. Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam kilka zapachów, które spodobały mi się i chciałabym je posiadać. Moim zdaniem są dość zróżnicowane, więc mogą być inspiracją na prezent z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet. Perfumy na cały rok zamiast pachnących kwiatów, co Wy na to?

Zdjęcia pochodzą ze strony perfumeria.pl

Calvin Klein nie powinien być zaskoczeniem dla czytelników mojego bloga - uwielbiam tą markę. Wydaje mi się, że jako kolejny flakonik najchętniej przyjęłabym Eternity Now. Chloe natomiast pierwszy raz trafiła do mnie jako próbka... której nie chciałam nawet przetestować. Stopniowo jednak zaczął uwodzić mnie jej zapach oraz uroczy flakonik przewiązany wstążką.
Skoro jesteśmy już przy uroczych flakonikach, to takim mianem został okrzyknięty zapach Good Girl Caroliny Harrery. Nie wiedziałam o co ten cały szum - wszak kształt buteleczki nie spowodował u mnie szybszego bicia serca, jednak zapach zrobił już swoje. Gdy odkryłam, że nuta kawy zaczęła podobać mi się w perfumach sięgnęłam po Black Opium Yves Saint Laurent, który kiedyś nie przyciągał mnie zapachem. Obecnie mogę stwierdzić, że do niego 'dojrzałam'. Cóż, pamiętajmy, że gust nieustannie nam się zmienia - ciekawe co będzie za jakiś czas?
Na koniec mój konik, czyli rześkie, świeże zapachy. Do nich należy słynne jabłuszko Be Delicious DKNY, które daje powera do działania otulając kwiatowo-owocowym zapachem. Podobnie jest w przypadku iście wiosennego flakoniku od Marca Jacobsa Daisy dream. Śliczny flakonik skrywa lekki, ale kobiecy zapach, który skradł me serducho.
Zdjęcia pochodzą ze strony perfumeria.pl


Wymienione pozycje, jak i wiele wiele więcej znajdziecie w internetowym sklepie perfumeria.pl. Osobiście jestem zachwycona ogromem flakoników do wyboru, ale żałuję, że nie można ich powąchać przez monitor, bo to z pewnością ułatwiłoby wybór odpowiednich perfum. A Wy jak wybieracie zapachy dla siebie?
Nowości lutego: eKobieca, Hebe, Home&you

Nowości lutego: eKobieca, Hebe, Home&you

Właśnie przerzuciliśmy kartki kalendarza na marzec, a to oznacza, że wiosna już coraz bliżej. Niech nadchodzi i to wielkimi krokami, ponieważ takie przejściowe okresy pomiędzy porami roku bardzo mnie męczą, czego efekty widać na blogu. Miniony miesiąc miał obyć się bez większych zakupów kosmetycznych - miało skończyć się zaledwie na ShinyBoxie Winter SPA, który zamówiłam w ramach wymiany za shinystars oraz małe zakupy w drogerii eKobieca. Zasiądźcie zatem z kubkiem porannej kawy i przyjrzyjcie się moim małym nabytkom.

Drogeria eKobieca to czysty przypadek - od dawna mnie korciła, a teraz skończył mi się żel do mycia twarz i zależało mi na czymś innym niż miewałam ostatnio. Wybór padł na żel z pompką Green Pharmacy o świeżym zapachu zielonej herbaty. Do koszyka dorzuciłam długo obiecywaną sobie pomadkę peelingującą Sylvecco, a także gumkę a'la invisibobble w ramach uzupełnienia włosowych akcesoriów. Okazało się jednak, że całym szałem tych zakupów był duet do włosów Vianek, który dorwałam w promocyjnej cenie. A skoro już wzięłam coś do włosów, to sięgnęłam również po szampon nadający objętość Sleek Line, który wezmę sobie do chłopaka.

Od czasu do czasu lubię zawitać do moich dziewczyn z Home&you, gdzie ostatnio moją uwagę zwróciły kremy do rąk Yope. Po starej znajomości dostałam rabat, ale po kilku użyciach już wiem, że krem jest wart każdej złotówki nawet pełnej ceny. Świetnie nawilża i pięknie pachnie. Ciekawa jestem innych wersji zapachowych. 

Tego roku Walentynki mocno mnie zaskoczyły. Przed weekendem udaliśmy się do kina, ponieważ wydawało mi się, że w tym dniu pracuję do późna. Okazało się jednak, że źle spojrzałam w grafik.. więc walentynkowy wieczór spędziliśmy w pizzerii. Rozbudowane walentynki ukochany dopełnił wspaniałym prezentem: wodą toaletową Calvin Klein In2U, które od pewnego czasu chodziły mi po głowie. 

Miesiąc zakończyłam wyprawą do drogerii Hebe po dezodorant. Tak, dezodorant. A przywiozłam to wszystko, co widać poniżej. Udało mi się kupić dwa zestawy w promocyjnych cenach: Dove wyszedł taniej niż sam antyperspirant innej marki, a maszynek do golenia nigdy dość. Skorzystałam również z oferty promocyjnej na świecę do masażu Nacomi, podkład i szminkę Catrice oraz tusz Misslyn. Co do tego ostatniego jestem jednak zawiedziona, gdyż przez własną nieuwagę kupiłam taki z zerwaną folią ochronną, a w domu okazało się, że jest wyschnięty. Całe szczęście dałam za niego całe 5 zł. 

Na przyszły miesiąc raczej nie mam kosmetycznych planów zakupowych, ale póki co nie będę sobie niczego obiecywać. Może wtedy nie wydam fortuny. A jak Wasze zdobycze kosmetyczne? Co nowego sobie sprawiliście? A może zainteresował Was któryś z moich produktów?
5 pomysłów na nietypową randkę

5 pomysłów na nietypową randkę

Minęły dwa tygodnie od Walentynek, a mi w głowie wciąż siedzi myśl o pomysłach na spędzenie czasu we dwoje. Wszyscy (choć powinnam napisać wszystkie) doskonale wiemy jak wygląda to modelowo wzorując się na postaciach filmowych. Piknik, spacer w świetle księżyca lub kino plenerowe - tak przedstawiają nam idealną randkę kinowe postacie. Kolacja przy świecach jest fajna, ale czasami warto spróbować czegoś nowego, aby nie popaść w rutynę. W ten sposób chciałabym Was zachęcić do zorganizowania aktywnej randki. Zabierzcie swoich partnerów w nieodwiedzane wcześniej miejsca, sprawdźcie swoje umiejętności, zaskoczcie się nawzajem, a przy tym dobrze się bawcie. Psst, myślę, że na większość zamieszczonych poniżej pomysłów panowie zareagują pozytywnie ;)

Wypad na gokarty

Idealny sposób na spędzenie wolnego czasu z miłośnikiem szeroko pojętej motoryzacji. Namówienie faceta na taką formę aktywności nie powinno sprawić nikomu problemu. Tory mieszczą się w różnych miejscach - czasem spotkacie je w okolicy galerii handlowych lub nawet jako jedną z atrakcji lunaparku. Nie zapominajcie, że wejście na gokarty może być również świetnym pomysłem na zbliżający się Dzień Mężczyzn. Alternatywą mogą być quady lub jazda terenową furą po bezdrożach.

Wyjście na strzelnicę

Podejrzewam, że strzelnica od dawna budzi skojarzenie z mężczyznami - militarnie patrząc: wojsko, a także jako ten wspaniały facet wygrywający dla kobiety pluszowego misia na strzelnicy. Od dzisiaj odejdźmy jednak od tego stereotypu. Indywidualne szkolenie pod bacznym okiem doświadczonych instruktorów strzelectwa uczyni z Was parę rodem z filmu Mr & Mrs Smith.

Escape room

W ostatnim czasie bardzo popularna forma rozrywki przeznaczona dla 2-4 osób, czyli idąc z partnerem już można się ubawić. Nieco adrenaliny połączona z wymogiem kreatywnego myślenia pochłonie Was na około godzinę. Tego typu atrakcja coraz szybciej rozwija się również w Polsce, co skutkuje szeregiem scenariuszy do przejścia. Czy ta rozrywka wciągnie Was na dłużej? Intelektualną alternatywą są również wystawy interaktywne, wiecie coś w stylu Centrum Nauki Kopernik lub Eksperyment.

Aquapark

Pamiętam jak kiedyś słyszałam o tym, że najlepiej dziewczynę zabrać na randkę na basen - zmyty makijaż obnaży prawdę o wyglądzie lubej. Cóż, każdy kij ma dwa końce. Idąc z facetem na basen my kobiety możemy podziwiać jego muskulaturę. Ale nie na samym wyglądzie chcę się skupić. Wodne szaleństwo to długie godziny spędzone na wspólnym pływaniu, zjazdach ze zjeżdżalni, wodnych rozgrywkach w siatkówkę, jacuzzi itp. Szczerze przyznam, że dwa polskie aquaparki pokochałam z miejsca - za rwącą rzekę i pontony - koniecznie musicie się do nich wybrać! Jeśli nie kręci Was woda, a chcielibyście aktywnie spędzić dzień udajcie się do parku trampolin bądź na ściankę wspinaczkową.

Nie myśl przyziemnie

A co gdyby tak na chwilę oderwać się od ziemi? Sposobów widoku z góry jest wiele choćby skok na bungee/ze spadochronem w tandemie. Lot widokowy to byłby pomysł, zwłaszcza, że metod wykonania również jest kilka - szybowiec, awionetka, balon. Chętnie zobaczyłabym panoramę miasta z ukochanym z innej perspektywy niż okno wieżowca.

Czy któryś pomysł szczególnie przypadł Ci do gustu? A może sam/a zorganizowałeś/aś wyjątkową randkę lub marzysz o jakiejś? Koniecznie podziel się taką informacją w komentarzu  - zainspirujmy się wzajemnie :)

Zdjęcia pochodzą z https://pixabay.com/
Kwiatowe kosmetyki Organique, po które sama bym nie sięgnęła!

Kwiatowe kosmetyki Organique, po które sama bym nie sięgnęła!

Zawsze ochoczo sięgałam po kosmetyki o owocowych lub odświeżających zapachach. Szczególne miejsce zajmowały również te, które pachniały jak jedzenie (owocowe desery, ciasteczka itd), toteż nigdy nie pomyślałabym, że tak wkręcę się w kosmetyki o kwiatowym zapachu. Gdy pod koniec października w moje ręce trafiła wygrana w konkursie Organique, nie sądziłam, że się z nią zaprzyjaźnię. Mowa tutaj o serii Bloom Essence, a konkretniej o nektarze do kąpieli, żelu pod prysznic oraz peelingu i maśle do ciała. Ba, tego ostatniego nawet próbowałam oddać mamie, jednak ona również ma spore zapasy smarowideł do ciała co ja. Ciekawość jednak zwyciężyła - zaczęłam używać tych wszystkich kosmetyków, a teraz chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami.

Los bywa przewrotny -  najmniej chętna do testów byłam w stosunku do masła do ciała, a gdy się kończył poczułam pewien brak. Zamknięte w słoiczku typowym dla marki masło do ciała ma świetną konsystencję. Jest zbite, jednak łatwo się rozprowadza po ciele i stosunkowo szybko wchłania. Pozostawia skórę nawilżoną, miękką i gładką, a przy tym pachnącą. Na uwagę zasługuje skład (masło kakaowe, ekstrakt z babki lancetowatej, wiśni japońskiej, wyciąg z lilii wodnej). Cena 55,90 zł/ 200 g.
Skład masła: AQUA/WATER, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, THEOBROMA CACAO (COCOA) SEED BUTTER, CETEARYL ALCOHOL, CETEARETH-20, GLYCERIN, PRUNUS SERRULATA FLOWER EXTRACT, PLANTAGO LANCEOLATA LEAF EXTRACT, SODIUM PALMITOYL PROLINE, NYMPHAEA ALBA FLOWER EXTRACT, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL, LINUM USITATISSIMUM (LINSEED) SEED OIL, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), TOCOPHERYL ACETATE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, SODIUM HYDROXIDE, MICA, TITANIUM DIOXIDE, CARMINE, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PARFUM

Pierwsze do testów trafiły kosmetyki kąpielowe. Jestem ogromną fanką umilaczy kąpieli, a nektar do kąpieli i żel pod prysznic z pewnością mogę do nich zaliczyć. Obydwa kosmetyki nadają się do mycia ciała, jednak osobiście nie stosowałam ich zamiennie. Nektar wykorzystywałam tak jak płyn do kąpieli. W moim odczuciu miał spory wpływ na ilość piany w czasie kąpieli, a także relaks i aromaterapię. Używanie tego kosmetyku w czasie kąpieli odprężało mnie, podczas gdy skóra mojego ciała była odżywania wartościowymi składnikami. Cena: 46,90 zł/200 ml. Żel pod prysznic stosowałam jako typowy czyścik. Mył delikatnie, ale skutecznie, a przy tym nie wysuszał skóry ani nie wywoływał podrażnień. Cena 36,90 zł/250 ml.

Skład nektaru: AQUA/WATER, COCAMIDOPROPYL BETAINE, GLYCERIN, PLANTAGO LANCEOLATA LEAF EXTRACT, SODIUM PALMITOYL PROLINE, NYMPHAEA ALBA FLOWER EXTRACT, PRUNUS SERRULATA FLOWER EXTRACT, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, SODIUM HYDROXIDE, SYNTHETIC FLUORPHLOGOPITE, TITANIUM DIOXIDE, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PARFUM, CI 17200
Skład żelu: AQUA, COCAMIDOPROPYL BETAINE, GLYCERIN, PRUNUS CERASUS EXTRACT, PLANTAGO LANCEOLATA EXTRACT, GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, CITRIC ACID, XANTAN GUM, SODIUM PHYTATE, SODIUM CITRATE, MICA, TITANIUM DIOXIDE, PARFUM, C.I. 16185

Cukrowe peelingi do ciała to jedne z tych popularniejszych, więc trzeba postarać się, aby zapadł w pamięć. Ten tutaj urzekł mnie swoją konsystencją i zapachem, a co najważniejsze działaniem. Dzięki niemu moja skóra była jeszcze gładsza i bardziej miękka, a także szybciej przyjmowała do siebie późniejszą pielęgnację. Peeling idealnie dopełniał kąpielową pielęgnację i był świetnym przygotowaniem przed nałożeniem masła do ciała z tej serii. Kolejny świetny peeling cukrowy Organique! Cena: 59,90 zł/200 ml.

Skład peelingu: SUCROSE, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, ETHYLHEXYL COCOATE, CETEARYL ALCOHOL, BEESWAX (CERA ALBA), GLYCERIN, PRUNUS SERRULATA FLOWER EXTRACT, SODIUM PALMITOYL PROLINE, NYMPHAEA ALBA FLOWER EXTRACT, AQUA/WATER, PLANTAGO LANCEOLATA LEAF EXTRACT, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), TOCOPHERYL ACATATE, MICA, TITANIUM DIOXIDE, CARMINE, PARFUM

>> Poznaj cukrowy peeling Organique Eternal Gold <<



Jestem zaskoczona jak bardzo oczarowała mnie seria kosmetyków o zapachu świeżych kwiatów mnie do siebie przyciągnęła. Aromat bardzo mi się podobał, a działanie zachwycało, więc chętnie wypróbuję pozostałe kosmetyki z tej linii (szampon, odżywka, emulsja do higieny intymnej). Polecam Wam te kosmetyki z całego serca - na pewno się nie rozczarujecie, a zapach uwiedzie Was na wiosnę. Kto jeszcze nie zna marki, niech żałuje. Mnie wciąż kuszą kolejne produkty spod szyldu Organique. Psst, zwróćcie uwagę na kolorystykę kosmetyków oraz piękną grafikę - jak ten napis ładnie stapia się z kwiatami..
Fotodepilacja w DepilConcept

Fotodepilacja w DepilConcept

Ostatnio w internetach spotkałam się z obrazkiem przedstawiającym Jigsawa oraz opisem o 5 miesiącach do lata jako czas na schudnięcie - gra rozpoczęta. Szczytny cel - nowa figura na lato, to coś, co na pewno doda nam kobietom pewności siebie. Figura fitness, to jedynie część atrakcyjnego wyglądu. Jak stwierdziła Tosia w kultowym filmie 'Nigdy w życiu':

'Baw się dobrze. A, musisz wiedzieć tylko jedno. W dzisiejszych czasach depilacja jest absolutną koniecznością. Nie tylko nóg..'

Dziewczyny postawmy sobie cel (nie tylko!) na lato - żadnych niechcianych włosków, podrażnień, zaczerwienień ani tych czarnych kropeczek, które najczęściej widać pod pachami, pomimo tego, że zostały ogolone. Cel już przyjęłam do wiadomości. Liczę, że postawiony publicznie zmotywuje mnie do działania oraz skuteczności w wykonaniu. Dzięki uprzejmości DepilConcept na Ursynowie (Aleja KEN 86) przetestuję na własnej skórze zabieg fotodepilacji pach i opiszę Wam wrażenia z zabiegów oraz efekty, jakie uzyskam po każdym z 4 zabiegów.

Jak wygląda zabieg? 

Osoba wykonująca zabieg oczyszcza miejsce oraz rozprowadza specjalny żel, który koncentruje wiązki światła emitowane przez urządzenie IPL. Światło przenika przez naskórek aż do skóry właściwej i jest selektywnie pochłaniana przez melaninę (barwnik znajdujący się we włosach). Duża ilość pochłoniętej energii powoduje gwałtowne zwiększenie temperatury włosa co prowadzi do uszkodzenia cebulki.

Dlaczego warto zdecydować się na fotodepilacji?

  • dzięki niej można uzyskać trwałe efekty redukcji owłosienia
  • jest bezbolesna - wyczuwalne jest jedynie ciepło
  • można ją stosować praktycznie na całej powierzchni ciała
    (za wyjątkiem: okolicy oczu i brwi, skóry głowy oraz jąder)
  • czas zabiegu jest krótki oraz jest nieinwazyjny, więc można go wykonać nawet w trakcie dnia z napiętym grafikiem
  • można ją stosować nawet na skórze wrażliwej i naczynkowej

Fotodepilacja jest stworzona właśnie dla Ciebie jeśli..

  • masz dosyć ciągłej depilacji
  • występuje u Ciebie wrastanie włosków
  • na depilację reagujesz podrażnieniem oraz zapaleniem mieszków włosowych
  • ze względu na czynniki hormonalne masz nadmierne owłosienie
  • a zwłaszcza jeśli zmagasz się z mocnymi i ciemnymi włoskami na jasnej skórze

Jeśli wciąż brak Ci pewności..

Udaj się na wizytę do salonu DepilConcept, gdzie zostanie przeprowadzony z Tobą kompleksowy wywiad, który wykaże wskazania i ewentualne przeciwwskazania do wykonania zabiegu. U mnie chwilowa dyskwalifikacja była związana z przyjmowaniem antybiotyków, ale obecnie jestem przed drugim zabiegiem. Jak się chce to można ;)


Korzystał ktoś z Was z fotodepilacji?
No more secrets: wpływ Grey'a na popkulturę, rozwój zapachu w świecy

No more secrets: wpływ Grey'a na popkulturę, rozwój zapachu w świecy

Stało się! Od kilku dni w polskich kinach można oglądać nowy film: Ciemniejszą stronę Greya (swoją drogą wypadła całkiem nieźle!). Choć trylogia EL James była dość kontrowersyjna, a pierwsza część filmu nie została dość pozytywnie odebrana przez widownię, to nie da się ukryć, że postać głównego głównego bohatera wywarła duży wpływ na popkulturę..

Książka mimo dość specyficznego określania zyskała spory rozgłos - coraz więcej czytelników na świecie po nią sięgało - w końcu trzeba to samemu ocenić, a nie bazować na opiniach innych. Ilość sprzedawanych egzemplarzy rosła z dnia na dzień, a producenci wykorzystali fakt popularności by tworzyć produkty inspirowane serią. Wiecie coś na zasadzie ubranek dziecięcych z postaciami z bajek. Tuż po książce pojawił się film, a wraz z nim przedmioty związane z filmem. Inspirowana była seria lakierów do paznokci, pojawiła się również bielizna czy akcesoria, które Chistian spokojnie mógłby wykorzystać w czerwonym pokoju - począwszy od kajdanek kończąc na pejczach. Odnoszę wrażenie, że w niektóre pary mogły się również bardziej na siebie otworzyć w sypialni. No i oczywiście siedzi mi w głowie stwierdzenie, że facet zainteresowany BDSM to psychol, a dziewczyna, która naczytała się książek to słodka księżniczka. Cóż, coś w tym pewnie jest.

Wśród blogerek najbardziej popularny stał się jednak zapach Kringle Candle stworzony z myślą o Greyu. Sama zaczęłam od wosku - sięgnęłam po niego z czystej ciekawości, a zostałam fanką na dłużej. Nie muszę ukrywać, że był to też pierwszy raz kiedy zamarzyła mi się duża świeca, która zawsze odpychała mnie ceną. Postanowiłam sobie na nią uzbierać w programie dla blogerów na Goodies, jednak nie było to takie łatwe ze względu na wciąż wychodzące nowinki i chęć ich zakupu. Ostatecznie swoją dużą świecę Greya dostałam od ukochanego na gwiazdkę. Sama świeca jest ciężka (623 g samej świecy + słój), a dwa knoty pozwalają jej na równomierne rozpalenie do ścianek i powstanie sporego basenu. Wspaniała grafika dostojnego mężczyzny na przodzie słoja wciąż przyciąga wzrok, jednak najciekawszy jest tutaj rozwój zapachu.
Zapach pozostał dla mnie niezmiennie przyciągający. Szczerze przyznam, że rozwija się jak Christian przez kolejne części książki. Początkowo jest to elegancki, męski zapach, obok którego nie można przejść obojętnie. Wyczuwalne są w nim również kwiaty, którymi w kolejnej części zasypał Anę oraz otulającą wanilię imitującą jego ciepło i oddanie, kiedy już dał się ponieść miłości.

Kto z Was dał się ponieść Greyowemu zapachowi? :)
Nowości stycznia

Nowości stycznia

Moja systematyczność w pisaniu ostatnio mnie przeraża, choć w sumie się jej nie dziwię. Wracam z pracy, to wieczór spędzam jako kokon w kocu z dobrym filmem, a dzień wolny przesypiam. Mam nadzieję, że wkrótce będę miała więcej energii by wejść ze swoim nowym planem odnośnie bloga.
Dzisiaj przychodzę z wpisem, który powinien już wisieć na blogu od początku miesiąca, czyli zakupami ze stycznia. Był to miesiąc, w którym pozwoliłam sobie na więcej. Sporo było zakupów ciuszkowych, chłopak zaszalał motoryzacyjnie (po grudniowych felgach doszły opony oraz faltdach), a ja kupiłam jeszcze kilka kosmetyków. Miesiąc podsumowaliśmy dwoma większymi wyjazdami - Wrocław oraz Gdańsk i wybrzeże, więc.. w sumie nie dziwię się sobie, że jestem spłukana, ale szczęśliwa ;) Gotowi na przegląd moich skromnych zakupów?

Moje paznokcie ostatnio znów są w słabej kondycji. Ratunkiem w takiej sytuacji jest dla mnie przedłużenie ich na szablonie za pomocą hybrydy. Ostatnio stałam się fanką proteinowej bazy Indigo, więc zakup był oczywisty. Jak już udałam się do punktu dystrybucyjnego Indigo skusiłam się jeszcze na jeden lakier hybrydowy. Minusy punktu dystrybucyjnego na Nowogrodzkiej w Warszawie są takie, że miejsce jest słabo oznakowane - szukaliśmy i szukaliśmy, aż w końcu zadzwoniłam, aby ktoś mi objaśnił jak dotrzeć. Druga sprawa to brak możliwości płatności kartą. Jednak obsługa oraz wybór to zrekompensowały.


W Rossmannie zawitałam kilkukrotnie - czasem wyszłam z niczym (ale bardzo spodobał mi się kubek termiczny, który pokazywałam Wam na snapchacie!), innym razem z zabiegiem na stopy Evree. Największą zbrodnię popełniłam będąc we Władysławowie. No więc jesteśmy sobie nad morzem, bo Patka była na szkoleniu, zostajemy na kilka dni. Padł pomysł by wybrać się do reklamowanego w tv aquaparku w Redzie. Ups! Jak ja mogę iść na basen z niepomalowanymi paznokciami u stóp? U rąk ładnie, hybrydka, a na dole porażka. Cóż, trzeba wybrać się po lakier do paznokci, bo żadnego nie wzięłam. Poszłam po jeden lakier, zrobiłam zakupy na prawie pięć dyszek - bo żel pod prysznic z perełkami olejku, a ja ostatnio walczę z sezonowym AZS, bo cena na do widzenia na żel o zapachu matchy i przy okazji likwidacja standu MUR, więc serdzuszko z różami w okazyjnej cenie. Na koniec dorzuciłam jeszcze napoje - różniaste smaki Mirindy dla faceta.. No to i soczek sobie wezmę.. Już prawie jestem przy kasie i lampeczka mi się w głowie zapala, że przecież LAKIER! No to biegiem do szaf z kolorówką i bierzemy najtańszy, szybkoschnący lakier (co by darować sobie wysuszacz), ale dla wygody dorzucam separatory. Nie muszę mówić, że chłopak był zaskoczony jak do pokoju wkroczyłam z pełną torebką? ;)

Początek kosmetycznych zakupów był jednak w Biedronce - promocja na specyfiki do kąpieli skusiła mnie na dwie nowe (kiedy się pojawiły? czuję się zacofana!) sole do kąpieli. Wybrałam wersje owocowe stricte do kąpieli - były jeszcze specyficzne - do kąpieli stóp.

Pod koniec miesiąca przyszły do mnie zakupy z Goodies. Wciąż trwa tam noworoczna wyprzedaż, z której małymi kroczkami coś podkupuję. Tym razem skusiłam się na paletę do konturowania twarzy Makeup Revolution oraz zapach minionego miesiąca, o którym już Wam pisałam w tym poście.

Podczas zakupów ciuszkowych, będąc w Arkadii szwendałam się po Douglasach, Sephorach, YR, Kiko i innych podobnych, jednak ostatecznie kupiłam jedynie maszynki do golenia w SuperPharmie. Musicie przyznać, że miałam silną wolę, bo konkurencja była niezła ;)

A co Wam udało się kupić w minionym miesiącu? Jakaś niezła promocja na kosmetyki?
A skoro już jesteśmy w temacie zakupów.. czym planujecie obdarować swoje drugie połówki w Walentynki?
Mollon Pro nr 36

Mollon Pro nr 36

Dawno nie było swatchy, nieprawdaż? Aby to zmienić postanowiłam zaszaleć i pomalować naturalne paznokcie zwykłym czerwonym lakierem. Wybór padł na Mollon Pro nr 36, który od czasu odpakowania listopadowego Shinyboxa stał sobie na tacce na toaletce. Wtedy twierdziłam, że jest to lakier idealny na Boże Narodzenie - czerwień z drobinkami. Po nałożeniu lakieru na płytkę paznokcia stwierdzam, że idealnie sprawdzi się również w czasie karnawału, gdyż przypomina mi..
Dostępność: online
Cena: 18 zł
Wykończenie: nieco matowe, żelkowe z drobinkami
Krycie: 2 warstwy
Pojemność:15 ml
Pędzelek: cienki przechodzący w wachlarz

+ nie zawiera DBP, toluenu i formaldehydu
+ szybki czas schnięcia

+/- cienki pędzelek

- dostępność
- wysycha do czegoś w rodzaju nadrobinkowanego, żelowego matu - dla mnie bez topu się nie obejdzie 

Piękna czerwień, na pierwszy rzut oka wygląda nieco żelowo. Jednak moim największym skojarzeniem jest czerwona cekinowa sukienka. Pięknie połyskuje w sztucznym świetle, wtedy okazuje swoją prawdziwą urodę. Choć na zdjęciach widać co nieco, to uwierzcie mi na słowo, że potrafi bardziej się obronić w tej kwestii. 

O dzisiejszym poście pierwsi dowiedzieli się snapowicze. Chcesz do nich dołączyć? Znajdziesz mnie jako malenkabloguje ;)
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger