Sposób na Orlika
Przy okazji ostatniego wypadu do Ikei po stolik dla Grześka czym prędzej popędziłam do TkMaxxu. Udało mi się upolować mój pierwszy lakier Orly. Co prawda jest to brokatowy top z kawałakami ciętej folii, ale skoro kosztował raptem 12,99 za 18 ml to nie byłabym sobą, gdybym go nie wzięła. Z ciekawości od razu wylądował na paznokciach. Jeśli chcecie zobaczyć jak się prezentuje, serdecznie zapraszam do dalszej części posta ;)
Pędzelek zwykły, cienki, ale wygodnie się nim maluje. Drobinek w lakierze jest tyle, że nie ma potrzeby łowić. Gumowa nakrętka sprawia, że malowanie jest jeszcze bardziej komfortowe - nie wyślizguje się z ręki, wygodnie się go trzyma.
Lakier daje wykończenie glitterowe. W wersji solo nie bardzo mi się podoba. 2 warstwy potrzebują troszkę czasu do wyschnięcia, a mimo wszystko nie dają stuprocentowego krycia. Furorę według mnie robi dopiero na innym lakierze. Dlatego pokażę Wam go jeszcze na białej i czarnej bazie.
Białą bazą był dla mnie lakier My Secret French Manicure 01, który pochodzi jeszcze ze starej serii tej marki. 1 warstwa odzywki Carla, 2 cienkie warstwy bieli, a na to jedna Orly i top z Essie. Według mnie wyszło dość schludnie i dziewczęco.
Druga propozycja jak nosić ten lakier, czyli na czarnej bazie. Ponownie 1 warstwa odżywki, 2 cienkie lakieru Manhattan Quick dry nr 1010N, 1 Orlika i top z Essie. Według mnie ta opcja prezentuje się równie okazale. Kojarzy mi się ona z koszulką Michała, którą miał na czerwcowym spotkaniu. Różowe drobinki nadają subtelności czarnemu kolorowi.
Nie ważne na jakiej bazie położymy Orlika - wszędzie przepięknie błyszczy i przykuwa wzrok. Mimo, iż drobiny rozkładają się w miarę równomiernie, to moim skromnym zdaniem kawałki ciętej folii nieco psują efekt. Na zdjęciu powyżej, konkretniej na wskazującym palcu wygląda to jakby po prostu coś przyczepiło mi się do paznokci. Z tego względu zrezygnowałabym z tego bajeru w tym lakierze.
Jak Wy oceniacie ten lakier? Podoba się Wam? :)


