• Garnier Fructis • odżywcza maska Banana Hair food

Maski do włosów stosuję zdecydowanie chętniej niż zwykłe odżywki. Po ich użyciu widzę lepszy efekt, a i w zabieganym życiu preferuję stosować ją raz na 2-3 mycia. Chętnie testuję maski różnych marek, choć mam również takie, do których zawsze wracam. Seria Garnier Fructis hair food należy właśnie do moich ulubieńców. Po kolei testuję kolejne warianty, a wszystko zaczęło się od wersji bananowej, której słoiczek mam już po raz kolejny. Także przedstawiam Wam odżywiającą maskę do włosów Garnier  Fructis banana hair food. 


Myślę, że nie popełnię błędu kiedy powiem, że maska zrobiła sporo szumu. Od kiedy weszła do sprzedaży od razu stała się pożądana. Kusiła naturalnym składem, niską ceną i dobrą dostępnością. Do tego doszła cała masa pochlebnych pierwszych wrażeń i opinii, łany zapach i skuteczne działanie. Garnier idąc za ciosem stworzył kilka wariantów: goji, papaya, macadamia i aloes. Dzisiaj jednak zatrzymajmy się przy bananie.

Maskę kupimy w drogeriach np Rossmann do 26 zł / 390 ml w plastikowym słoiczku. Znaczącym minusem dla mnie jest brak zabezpieczenia sreberkiem czy folią przed wścibskimi rączkami. Choć nie widziałam, żeby ktoś pchał tam palce, to jednak owocowa etykieta kusi do powąchania i takie przypadki widziałam w drogeriach. Zapach jest delikatny i przyjemny, jednak dla mnie to taki kremowy jogurt bananowy niż stricte świeży owoc, choć z drugiej strony można pochwalić, że nie jest  mocno perfumowany. Zapach kosmetyku faktycznie uprzyjemnia jego użytkowanie, ale bez skutecznego działania cały zabieg jest bezsensowny.


Maska ma konsystencję kremowego jogurtu i z łatwością rozprowadza się na włosach. Można stosować ją na trzy sposoby: jako odżywkę, jako maskę i jako pielęgnację bez spłukiwania. Najczęściej korzystam z dwóch pierwszych opcji - widzę po nic najlepszy efekt. Kremowa maska nałożona bez spłukiwania podobnie jak oleo-kremy z Biovaxa do końca mnie nie przekonują - na końce wolę zdecydowanie serum olejowe albo jedwab, ale o tym innym razem.
Działanie maski zapewnia mi sypkie włosy, które łatwo się rozczesują. Są nawilżone i odżywione, a także nie puszą się, dzięki odpowiedniemu dociążeniu. Towarzyszy temu przyjemna miękkość i brak plątania się w ciągu dnia przy regularnym stosowaniu.


Chciałabym również bardzo pochwalić producenta za ukłon w stronę czytaczy składów. Pomysłowe wykorzystanie powierzchni opakowania na ciekawe rozpisanie składu - teraz wszyscy wiedzą co znajdziemy w środku. Oby więcej takich pomysłów!

12 komentarzy:

  1. Miałam wielką ochotę na maski z tej serii, ale zawierają kokos, którego moje włosy w ogóle nie tolerują. Muszę poszukać czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam tą wersję :) Papaję i makadamię też :) Teraz mam w planach jagody goji i aloes :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam i będę uwielbiać. Moje włosy ją kochają, a lubię robić im dobrze xD. Myślę, że szybko się nie rozstaniemy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam tę do włosów farbowanych ale na tę z bananem też mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Och zużyłam już parę ładnych opakowań - teraz stoją u mnie dwa kolejne. Na razie jest to jedyna maska, do której notorycznie wracam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam i miło wspominam :). Podoba mi się też taki rozpisanie składu, częściej powinni tak robić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam i bardzo miło ją wspominam. Ogólnie bardzo lubię kosmetyki do włosów z Garnier :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama miałam papaje i goji z tej serii, ale mam ochotę także na inne maski z tej serii, w sumie to wszystkie oprócz macadamia :D Także i banan będzie mój :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam te maski Garnier! Najbardziej właśnie tą bananową :)

    OdpowiedzUsuń
  10. skład na prawdę super rozpisany!

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię maski od Garniera! Tę miałam i również miło ją wspominam :)
    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz ♥

Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger