Star anise & orange
Czas około zimowy zawsze kojarzył mi się z apogeum palenia wosków w kominku. Tej zimy jednak całkowicie oddałam się świecom - zwłaszcza mojemu Greyowi, którego dostałam od ukochanego na święta. Towarzystwa dotrzymywała mu Candy Cane Lane, jednak mocno ciekawił mnie również wosk Star anise & orange. Jak się sprawdził najbardziej wyczekiwany w zeszłym roku przeze mnie wosk?
Mój entuzjazm co do wosku ostudziła koleżanka i ukochany. Według nich pachnie lekami, tabletkami na gardło, jednak mnie ta mieszanka zaciekawiła. Na sucho aromat był bardzo mocny, a także kwaśny, a ja mimo to nie czułam się odstraszona. Po rozpaleniu wosk okazuje się równie mocny i niestety nie jest w nim wyczuwalna pyszna, soczysta pomarańczka - chyba, że mówimy o bardzo odległym tle. Cały zapach został zdominowany przez anyż - dla miłośników tej woni będzie świetny! Wosk możecie zamówić na Goodies :)
Jakich zapachów unikacie, a jakie powodują u Was szybsze bicie serca? :)
