Naturalna sól z Morza Martwego - zastosowanie w praktyce | Proste przepisy na kosmetyki DIY

Naturalna sól z Morza Martwego - zastosowanie w praktyce | Proste przepisy na kosmetyki DIY

Inspiracją do wpisu były zdjęcia znalezione w roboczym poście na bloggerze z 2015 roku.. Szmat czasu można by rzec, a testując nowe sole do kąpieli prawie zapomniałam o jednym z faworytów, czyli o White Flower's. O ile żel pod prysznic był dla mnie całkowitym rozczarowaniem, zupełnie nie przypadł mi do gustu, o tyle sól tego producenta pozwalała odkryć w sobie pokłady kreatywności. Dzisiejszym wpisem zaciekawione będą nie tylko osoby, które lubią naturalne kosmetyki oraz posiadają wannę, ale także te, które szukają toniku, maseczki czy peelingu, który mogą same przygotować. To wszystko możecie osiągnąć za sprawą jednego woreczka soli do kąpieli z Morza Martwego od White Flower's.


Sól morska White Flower's została przebadana na wydziale farmaceutycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Potwierdza to jej pochodzenie w 100% z Morza Martwego, wyklucza w składzie barwniki i inne dodatki chemiczne. Staje się więc idealną bazą do zabiegów kosmetycznych, które możemy wykonywać w domu.

Najpopularniejszym z nich jest ciepła kąpiel z solą. Do jej przygotowania wystarczą 2-3 łyżki soli i ciepła woda. Opcjonalnie dla podwyższenia atrakcyjności kąpieli można wlać kilka kropel ulubionego olejku eterycznego. Taką kąpiel zaleca się na około półgodziny, a w tym czasie nie tylko się zrelaksujemy i odprężymy, ale również zadbamy o pielęgnację i prawidłowe nawilżenie ciała. Wiem, że wśród Was jest wiele osób, które nie posiadają wanny.. To rozwiązanie idealnie sprawdzi się również do moczenia stóp czy dłoni na przykład przed wykonaniem manicure. Aby bardziej zadbać o skórki i płytki paznokci dodaj sok z cytryny, sodę oczyszczoną oraz oliwę z oliwek.

W prosty sposób możemy także wykonać domowy peeling do ciała. Wystarczy wymieszać sól z oliwą z oliwek w proporcji 1:2, a dla wzbogacenia walorów zapachowych ponownie ratunkiem będzie kilka kropel olejku eterycznego. Tak przygotowanym peelingiem robimy masaż ciała okrężnymi ruchami, a na koniec spłukujemy ciepłą wodą. Efekt? Złuszczony naskórek, wygładzona i nawilżona skóra. Dodatkowo regularne stosowanie pobudza krążenie, pobudza skórę do produkcji nowych komórek i przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji - dzięki niemu balsam wchłonie się szybciej ;)


Sól morską możemy również wykorzystać w pielęgnacji twarzy przygotowując maseczkę lub tonik. Obydwa kosmetyki będą przeciwzapalne, więc sprawdzą się w pielęgnacji skóry z niedoskonałościami czy przebarwieniami.
Maseczka/peeling do twarzy z miodem ukoi i zmniejszy zaczerwienienia, a także nawilży cerę. Tutaj ponownie trzymamy się proporcji 1:2. Na jednorazowe użycie wystarczą 2 łyżeczki drobno zmielonej soli (drobniej niż w opakowaniu) oraz 4 łyżeczki miodu. Dobrze wymieszaną maseczkę nakładamy na twarz i trzymamy minimum 15 minut, po czym zmywamy ją ciepłą wodą. Najłatwiej zrobić to wilgotnym wacikiem czy ściereczką przeznaczoną do zmywania maseczek. Po takiej pielęgnacji możemy użyć toniku własnej produkcji - 1łyżeczka soli na ok 120ml ciepłej wody. Składniki należy wymieszać do rozpuszczenia. Używać max 2 razy dziennie. Aplikować buteleczką z atomizerem lub zwilżyć wacik i przetrzeć twarz.


Z soli morskiej łatwo również jest przygotować płyn do płukania jamy ustnej, ale ten patent zupełnie do mnie nie trafia, zraził mnie smak.. a Wy przygotowywaliście jakiś kosmetyk z soli morskiej? Jestem ciekawa Waszych sugestii ;)

❆Świąteczne filmy, które obejrzysz na Netflixie 2

❆Świąteczne filmy, które obejrzysz na Netflixie 2

Mikołajki już w poniedziałek, na moim instagramie odpakowana już pierwsza paczka świąteczna, a na balkonie już dumnie świeci wieczorami girlanda, więc chyba czas na świąteczne filmy? ;) Nie ukrywam, że z mężem obejrzeliśmy już 2 części Szklanej pułapki i Kevina, a także nową produkcję Netflixa - o której będzie słowo za chwilę.
O ile wolne i długie zimowe wieczory stwarzają okazję do oglądania telewizji, to zdaję sobie sprawę, że niełatwo o ten czas w święta, zwłaszcza jeśli spędzacie je w rozjazdach. Pomoc w tej sytuacji niosą serwisy VOD, gdzie odpalasz film kiedy chcesz, a nie o konkretnej godzinie jak w TV. Dzisiaj przychodzę z inspiracjami z serwisu Netflix - sądzę, że mogą Wam się spodobać ich dwie całkiem świeże produkcje.

Polecajki z ubiegłych lat:
Świąteczne komedie romantyczne
Świąteczne filmy, które obejrzysz na Netflixie

Screen z serwisu Netflix

A więc zaczynajmy! Większość świątecznych ulubieńców filmowych to filmy nie oszukujmy się, ale z motywem miłości. Najlepszym przykładem na to są filmy Holiday, Listy do M. czy To właśnie miłość. Nic więc dziwnego, że producenci nowości korzystają z gotowego wzoru. Taka jest właśnie nowa produkcja Netflixa Miłosna pułapka. Film przedstawia losy dziewczyny, która pod wpływem chwili decyduje się na wyjazd na święta na drugi koniec kraju do faceta poznanego przez aplikacje randkową. Wszystko byłoby jak z bajki, gdyby nie to, że na miejscu okazuje się, że dała się złapać na fałszywy profil, jednak sytuacja zmusza, aby została w tym miejscu na całe święta. Masa zabawnych sytuacji gwarantowana, choć zakończenie filmu jest dość przewidywalne.
Ubiegłorocznym hitem Netflixa był film Randki od święta. W tej produkcji poruszany jest temat ciężaru świąt dla singli, których cała rodzina męczy o to czemu są samotni. Główni bohaterowie znaleźli na to rozwiązanie - przecież można poudawać, jednak życie mocno zweryfikuje ich plany.
Last Christmas to nie tylko muzyczny hit Wham!, ale również tytuł filmu, w którym usłyszymy ten utwór. Brak wiary w świąteczną magię u dziewczyny pracującej jako elf przy dekoracjach świątecznych brzmi nieprawdopodobnie, jednak tak właśnie jest w tym filmie. Jej podejście zmienia się wraz z poznaniem chłopaka, który zmienia jej światopogląd. Choć produkcja przypadła mi do gustu, zwłaszcza za niezupełnie oczywiste zakończenie, to jednak po zwiastunie miałam nieco inne wyobrażenie na temat tego filmu.
Kolejne dwa filmy to typowo bajkowe pozycje, które raczej nie mają szansy bytu na co dzień, ale przecież mamy święta;) Pierwsza z nich, czyli Świąteczny  książę przedstawia szansę dziennikarki na rozwój kariery. Zlecenie na przygotowanie materiału o księciu, który ma objąć tron jest dla niej jak wcześniejszy prezent gwiazdkowy dający przepustkę do kariery. Praca nie okazuje się jednak łatwa, a masa incydentów, które wydarzą się po drodze napiszą dalszy ciąg tej historii. W serwisie Netflix są dostępne również kolejne części, czyli Królewskie wesele i Królewskie dziecko.  Kontynuacji doczekał się również film Zamiana z księżniczką. Już tytuł wskazuje na to, że główna bohaterka, cukierniczka z Chicago ze względu na wizualne podobieństwo zamieni się na święta miejscami z księżną szykującą się do ślubu. Ten zabieg nie obejdzie się bez pewnych konsekwencji, które widzowie poznają w tej i kolejnych dwóch częściach.


Myślę, ze na Mikołajki tyle pozycji do wyboru Wam wystarczy, jednak ze względu na moje umiłowanie do oglądania filmów, nie mogę Wam obiecać, że to ostatnie zestawienie filmów świątecznych w tym sezonie ;)

Widzieliście któryś z tych filmów czy są one dla Was świeżynkami?

❄Świąteczna wishlista, czyli kolejny list do M.

❄Świąteczna wishlista, czyli kolejny list do M.

Tworzenie wishlisty kiedyś było dla mnie nieodłącznym elementem nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Był to zlepek inspiracji oraz planów zakupowych - zarówno dla mnie jako system ustalania priorytetów zakupowych, jak również wskazówka dla osób, które planowały mnie obdarować. Wiadomo, nie zawsze wszystkie elementy ją tworzące znajdowały się w moich rękach - na niektóre nie było okazji, inne wypadały z głowy, więc teoretycznie nie było niezbędne.

W tym roku pewnie nawet nie ogarnęłabym się z tworzeniem takiej listy, ale z bliskimi znajomymi zrobiliśmy losowanie w związku z wymianą prezentami i wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, aby wyznaczyć budżet i podzielić się swoimi zachciankami. Skoro już zebrałam się w sobie, to chętnie podzielę się nią z Wami - może komuś zaświeci się żaróweczka, że to jest jakiś pomysł dla kogoś w Waszym otoczeniu.


Odzież i dodatki

Kiedyś znienawidzony prezent, bo jak tu się pochwalić w szkole świątecznym swetrem, a teraz.. trafiony potrafi ucieszyć. W okresie świątecznym można kupić wiele sezonowych akcesoriów i ubrań, z którymi łatwo trafić z rozmiarami lub łatwo wymienić je na inny. Świąteczne kapcie, skarpety, szlafroki czy koszulki. Sama ucieszyłabym się z piżamki, jednak osobiście preferuję głównie te 'krótkie'. Mój mąż ma też oko do bielizny - w zeszłym roku trafił w mój gust. W mojej szafie również chętnie powitałabym nowy pasek czy botki, choć ostatnio zamarzył mi się szary płaszcz - mam już nawet swój typ. Można rzec, że jest to powrót na listę z 2014 roku - wtedy jednak marzył mi się inny fason, a w międzyczasie w mojej szafie królowały popularne kurtki i camelowy płaszcz. Tej zimy mam nadzieję, jednak odziać się w szarość.

AGD i elektronika

Brzmi błaho i od razu kojarzy mi się moje zadziwienie jak widziałam kobiety, które cieszą się z nowej patelni. A jednak jest coś w tym, że jesteś młoda i piękna, aż tu nagle masz ulubiony warzywniak i cieszysz się z nowej gąbki do mycia naczyń. Nie będę się bronić - od kiedy jestem na swoim chętnie zaglądam do Duki, a w kuchni brakuje mi rondelka do gotowania mleka - wiecie z takim charakterystycznym dziubkiem. Ucieszyłabym się również z gofrownicy - zwłaszcza dlatego, że u ukochanego odkryliśmy nietolerancję laktozy, więc nadmorskie gofry nie są bezpieczne dla jego żołądka.. więc planujemy przenieść ich smak do własnej kuchni. Ostatnio też może nawet bardziej niż rzeczy materialne cieszą mnie wycieczki - tak więc podróżna suszarka, jednak z solidną mocą byłaby trafiona w punkt.

Vouchery/bilety/kultura

Skoro już o wycieczkach mowa to doładowanie do Bookingu czy innej platformy byłoby rewelacyjnym pomysłem. Wspaniale sprawdzą się też vouchery na prezenty marzeń - oprócz różnych aktywności typu nauka windurfingu czy spacer z alpakami przy nieco większym budżecie można komuś zafundować weekendowy wypad. Dla fanów muzyki idealne będą też bilety na koncert - mnie osobiście kuszą przyszłoroczne występy w Polsce The Weeknd czy Kings of Leon lub alternatywnie posłuchać się zasady śmiech to zdrowie i kupić bilety na stand up.
Równie fajnym kulturalnym prezentem będzie książka - ulubionego autora lub świąteczna - mnie wciągają ostatnio felietony i reportaże niosące historie z różnych profesji. Na długie zimowe wieczory genialne będą również gry towarzyskie np Karty Dżentelmenów, które są na mojej liście, 5 sekund czy klasyczne Monopoly, a także różnego rodzaju puzzle i układanki pobudzające pracę mózgu.

Kosmetyki i świece

Kosmetyki to jeden z najczęściej wybieranych prezentów z okazji świąt, o czym świadczą pełne ich sklepowe półki - w myśl zasady jest popyt jest podaż. Kosmetyki jednak nie muszą ograniczać się do pewnych powtarzających się co roku zestawów znanych marek - warto zainteresować się preferencjami osoby obdarowywanej. Dla mnie strzałem w dziesiątkę będą kosmetyki moich ulubionych naturalnych marek, włosomaniaczki ucieszą się ze spersonalizowanych zestawów do włosów podyktowanych porowatością itd. Warto jednak wystrzegać się zestawów typu żel pod prysznic i dezodorant, a także takich, gdzie przez przypadek możemy zawyżyć komuś wiek, np zestaw 60+.
Również ciekawym pomysłem są świece zapachowe - zwykle kupuję je na Goodies ze względu na częste zniżki na zapachy miesiąca, a także dostępność innych produktów - obecnie np. produkty marki Organique. Obecnie najbardziej ucieszyłabym się ze świecy Kringle Candle Storm front, jednak nie mogę jej upolować, a także Hot chocolate - idealne zapachy na chłodne dni.

Wśród zachciewajek znajomych znalazły się również po męskiej stronie produkty ujmijmy to specjalistyczne - mamy w gronie fana wędkarstwa jak i motoryzacji, po kobiecej stronie królują kosmetyki i akcesoria kosmetyczne oraz świece.

A Wy co byście chcieli znaleźć pod choinką? :)
• Mokosh •  Brązujący balsam do ciała pomarańcza z cynamonem

• Mokosh • Brązujący balsam do ciała pomarańcza z cynamonem

Maj to czas, kiedy coraz częściej na ulicę wychodzi atrybut kobiecości - zgrabne, odsłonięte nogi. Początek sezonu jest dla mnie zwykle nieco krępujący - blade po zimie nogi wyglądają średnio, ale  moja skóra na szczęście szybko łapie opaleniznę. Tej wiosny udało mi się sprawdzić na sobie balsam brązujący o naturalnym składzie naszej rodzimej marki i szczerze polecę go każdemu bladziochowi. Z pewnością zapytacie dlaczego, jednak odpowiedź znajdziecie dopiero w dalszej części wpisu.


Wszelkiego rodzaju produkty samoopalające mimo postępów w kosmetyce kojarzą się zwykle ze smrodkiem, zaciekami i brudnymi dłońmi. Mokosh udowadnia, że nie musi tak być. Pokazuje, że kosmetyk może być odpowiedni dla kobiet w ciąży, być vege i vegan w dodatku stworzonych z  surowców organicznych najwyższej jakości z poszanowaniem etyki. Nic dziwnego, że balsam otrzymał liczne nagrody (laureat InStyle Best Beauty Buys, Qltowy Koncept 2018) i został bestsellerem marki z mnóstwem pozytywnych opinii - w tym mojej.

Balsam powstaje w Polsce, w niewielkiej miejscowości pod Warszawą, niedaleko mojego domu, natomiast Wy jako konsumenci możecie trafić na nie w dobrych salonach SPA, na jednym z najbardziej rozchwytywanych stoisk podczas targów kosmetycznych np Ekocuda, w popularnej drogerii Kontigo, sklepie online oraz za granicą [m.in. Szwecja (pod nazwą Fruesh Cosmetics), Niemcy, Rosja].

Marka utrzymuje wysoki poziom na każdym gruncie - naturalny skład, opakowania, które można poddać recyklingowi czy ponownemu użyciu. Balsam otrzymujemy w szklanym zakręcanym słoiczku. Z pewnością będziecie również zachwyceni zapachami ich produktów - pachną wyraziście, ale nie sztucznie. Ten produkt pachnie pomarańczą z cynamonem - ma zapach wręcz orientalny, choć niektórzy wyczują w nim radość świąt i bożonarodzeniowych wypieków. Jedyny minus dla mnie to brak lżejszego zapachu na okres letni - na tą chwilę nie wyobrażam sobie używać go powiedzmy w połowie lipca podczas upałów od rana do wieczora. Widziałaby mi się wersja melon z ogórkiem jak w innej ich linii kosmetyków lub nowa w rodzinie marakuja. 



Balsam ma lekką, choć bogatą w oleje formułę. Dobrze nawilża, szybko się wchłania, więc osoby unikające rytuałów smarowania ciała będą pozytywnie zaskoczone. Głównie używam go wieczorem po kąpieli z peelingiem, wtedy efekty, jakie nim osiągam są najlepsze. Moja skóra jest odżywiona, nie swędzi ani nie wykazuje innych podrażnień, a przy okazji rano wstaję z poprawioną karnacją. Skóra ładnie ciemnieje, a ten efekt można potęgować kolejną dawką balsamu bez narażania się na promieniowanie UV.

Uprzedzając pytania - nie, balsam nie pozostawia żadnych zacieków ani brzydkich plam nawet na dłoniach, którymi nanoszę produkt - oczywiście pod warunkiem dostosowania się do zalecenia o umyciu dłoni po aplikacji. Sprawdziłam go również na świeżo ogolonych nogach - nic nie piekło, balsam ukoił skórę, jednak stało się to co zwykle - nieco ściemniała mi okolica przy mieszkach włosowych, wyglądałam jakbym miała ciemne kropki na skórze - 'usterka' typowa dla wszystkich tego rodzaju produktach. Poza tym ten balsam jest genialny! Po dwóch aplikacjach koleżanka z pracy nie mogła się nadziwić jak się opaliłam.. i nie wierzyła, że to zasługa balsamu do ciała! ;)


Używacie produktów brązujących?
Znacie ten produkt czy macie w zanadrzu inne?
• YANKEE CANDLE •  Cafe al fresco

• YANKEE CANDLE • Cafe al fresco

Bardzo dawno już nie paliłam wosków, ale podczas sprzątania z szufladki z moimi zapachowymi perełkami wygrzebałam wosk Cafe al fresco - i od razu pomyślałam, że jest to zapach, za którym w jakiś sposób tęsknię podczas obecnych obostrzeń. Brakuje mi popołudniowych spotkań z przyjaciółką w naszej ulubionej kawiarni przy kawie i ciastku. Brakuje mi także długich spacerów z narzeczonym po warszawskiej starówce, które na ogół kończyliśmy w Telimenie wybierając stolik na zewnątrz, aby móc popatrzeć na ludzi, posłuchać muzyki ulicznej, w której niektórzy zdradzają swój talent..


Cafe al fresco zapewnił mi powrót do tych chwil. Aromat kawy z karmelem i cynamonem przy zmrużonych oczach przeniósł mnie do tych chwil, kiedy czekałam po drugiej stronie lady i odbierając kawę podziwiałam latte art w moim kubku. Jeśli tak jak ja chcecie poczuć słodycz i przyprawy w aromatycznym wosku (22g) - odsyłam Was na Goodies.
25 NATURALNYCH MAREK KOSMETYCZNYCH + BONUS - AKCESORIA #wspierampolskiemarki

25 NATURALNYCH MAREK KOSMETYCZNYCH + BONUS - AKCESORIA #wspierampolskiemarki

Wszyscy znamy popularne marki, wielkie kolosy przemysłu kosmetycznego, które są dostępne na każdym kroku - w sklepie, w drogerii, a także online. One przetrwają obecną sytuację, a jak będzie z niewielkimi, naturalnymi manufakturami?
Do napisania tego wpisu zainspirowały mnie weekendowe targi kosmetyków naturalnych online. Tak, kilkanaście marek zmobilizowało się do zadowolenia swoich klientów i obdarowaniu ich targowymi rabatami w swoich sklepach online w ramach Ekocudów oraz kolejno Ekotyków. Dzisiaj to ja chcę wyjść im na przeciw i przedstawić Wam naturalne marki, których być może jeszcze nie znacie. Będzie to subiektywny spis marek, które powinniście znać.  



ALOESOVE

Jedno z dzieci marki-matki SYLVECO. Kosmetyki bazujące na aloesie pochodzącym z ekologicznych upraw. Przeznaczone głównie dla cer potrzebujących porządnej dawki nawilżenia, a wszystko w przystępnych cenach.

ANNABELLE MINERALS

Pierwsza mineralna kolorówka z którą miałam do czynienia. Używam już kolejnego słoiczka ich podkładu, kupuję kolejne pędzle oraz inne produkty (cienie, rozświetlacze). Miałam okazję spotkać się z przedstawicielami marki na targach, w salonie firmowym w Warszawie, a także na blogerskich eventach. Zawsze spotykałam się z pełnym profesjonalizmem i uśmiechem.

ANWEN

Anwen zostało założone przez Anię, która stała się mentorką wszystkich dziewczyn, które podjęły walkę o piękne włosy. Stworzyła kosmetyki w oparciu o potrzeby włosów z racji ich podziału na porowatość, czyli miała zupełnie inne podejście do tematu niż kolosy kosmetyczne i być może dzięki temu oraz rzeszy fanek odniosła sukces. Wciąż poszerza ofertę o nowe kosmetyki - np produkty do zabezpieczania końcówek włosów.


BIOLAVEN

Kolejne dziecko marki SYLVECO, tym razem bazujące na olejku lawendowym oraz oleju z pestek winogron. Odprężające, antyseptyczne i aromatyczne kosmetyki, które pomimo pełnej inspiracji lawendą pachną winogronem.

BIOUP

Marka najbardziej rozpoznawalna poprzez eliksir z mango o boskim zapachu. Poza tym tworzą inne świetne, naturalne, rzemieślnicze produkty do pielęgnacji takie jak sera do twarzy czy olejki myjące.

BOSPHAERA

Kolejna manufaktura, która w obecnym sezonie wprowadziła kilka nowości w postaci hydrolatu czy produktów do włosów. Dotychczas słynęła z maseł i peelingów do ciała, kultowego kremu do rąk i stóp, apetycznych babeczek do kąpieli i ser dotwarzy. Wszystko w pięknych zapachach i o skutecznym działaniu.

CLOCHEE | PURE BY CLOCHEE

Kosmetyki ekologiczne i organiczne. Marka słynie głównie z pielęgnacji twarzy i choć lubię ich maseczki, to kupił mnie również ich olejek do mycia ciała o zapachy earl grey. Marka wypuściła również linię dostępną w Hebe o nazwie Pure by Clochee, choć w moim odczuciu nieco bardziej budżetową w stosunku do pierwowzoru.

DUETUS

Kolejne z dzieci znanej marki SYLVECO. Duetus to nazwa, która sama odpowiada dla kogo została stworzona - a mianowicie dla dwojga. Jest to odpowiedź zarówno na potrzeby skóry damskiej jak i męskiej, a także ratunek dla cer trądzikowych. Wyróżnia ją użyty w składzie węgiel aktywny i olej konopny, który przynosi skuteczne działanie oraz formuły i  ziołowe zapachy, które pokochają również panowie.


ECOCERA

Marka głównie makijażowa, która zasłynęła z niezwykle skutecznych w działaniu pudrów ryżowego i bambusowego. Obecnie łatwo się w niej zakochać dzięki wspaniałym rozświetlaczom.

FELICEA

Marka makijażowa, która przed konsumentem nie ukrywa żadnego składnika, nawet użytego w niezauważalnej ilości. Wszystkie produkty są bezglutenowe, a te prasowane w dodatku wegańskie.

FRESH & NATURAL

Manufaktura, która wierzy, że człowiek jako część biosfery powinien pozostać z nią w naturalnej symbiozie. Czerpie co najlepsze z przyrody, a efektem tego są wspaniałe peelingi czy balsamy do ciała - polecam zwłaszcza ten orzechowy - pachnie jak Kinder Bueno.

FULL MELLOW

Producent bajecznych cud do kąpieli - kul, mydełek i innych bajerów, które chwytają za serce zapachem i kolorami. Ponadto w ofercie znajdują się również kosmetyki do pielęgnacji np masła do ciała.

HAGI | HAGI BABY

Kolejny producent naturalnych kosmetyków, które są wegańskie, ale również na ich stronie znajdziemy informację o polecaniu ich kobietom w ciąży. Dla mnie numerem jeden jest ich olejek z drobinkami i peeling. Marka ma również 'dział dziecięcy' - kosmetyki dla maluszków inspirowane zwierzętami, nadają się do użycia od pierwszych dni życia.


MIYA

Bardzo podoba mi się idea marki #jestemgotowa, która zakłada, że dobry krem nawilżający i uśmiech to podstawa. Marka wciąż się rozwija i po debiucie uniwersalnymi kremami na rynku pojawiły się mgiełki, peelingi, kremy BB.. Dotychczas zachwycił mnie każdy kosmetyk - z wyjątkiem różowego kremu, ale to chyba tylko dlatego, że zapach jest zupełnie nie mój ;)

MOKOSH

Bardzo bliska mi marka - wszak tworzona można by rzec w moim sąsiedztwie. Poznałam ją poprzez limitowane eliksiry do ciała znalezione w pudełeczkach kosmetycznych, zakochałam się w niedostępnym już oleju lnianym, a obecnie z namiętnością używam bestsellera wśród balsamów do ciała i wciąż mam chęć na więcej - choćby całkiem świeże w ofercie świece.

MYDŁOSTACJA

Jak sama nazwa wskazuje marka specjalizuje się w mydłach, a także w maseczkach, serach czy hydrolatach. Obecnie mam w użyciu maseczkę peel off w słoiczku.

NACOMI

O Nacomi można mówić nieco jak o marce matce. Nacomi znana klientkom Hebe z pielęgnujących kosmetyków wypuściła serię dla Kontigo, czyli Biolove, a obecnie zachwyca nową marką dostępną w Rossmanni, czyli Fluff.

NOWA KOSMETYKA

Marka, która realizuje obietnice - tworzy kosmetyki na ratunek paznokciom po hybrydzie, wypadającym włosom czy problemom skórnym na twarzy. A wszystko w szklanych słoiczkach.

O!FIGA

To najwyższe jakosciowo kosmetyki na najdroższym oleju świata, czyli tym z opuncji figowej. Pamiętam założycielkę marki z jednych z moich pierwszych spotkań blogowych, kiedy tworzyła jeszcze zupełnie inne kosmetyki (peeling kokos-trawa cytrynowa <3) - obecnie również wkłada w swoją pracę całe serce i wiedzę.

ORGANIQUE

Tworzą kosmetyki zarówno do pielęgnacji twarzy, ciała jak i do kąpieli. Swego czasu marka była mi bardzo bliska, gdyż w salonie firmowym pracowała moja koleżanka, więc kupowałam serię za serią przy każdych odwiedzinach. Bardzo miło wspominam kule do kąpieli i morską serię.

SENKARA

Marka, której Elżbieta oddała własne nazwisko. Ela to bardzo sympatyczna kobieta, którą możecie poznać poprzez jej instagram. Towarzyska, wygadana z dużą wiedzą, dzięki której możemy cieszyć się wspaniałymi kosmetykami takimi jak hydrolat ogórkowy czy - ale to już trochę jak akcesorium - mydło do pędzli.

SYLVECO | SYLVECO DLA DZIECI

Marka - matka, która tworzy dwie linie Sylveco oraz Sylveco dla dzieci - bezpieczną pielęgnację od pierwszych dni życia. Sylveco wyróżnia się na tle innych marek użyciem w składzie ekstraktem z kory brzozy oraz betuliną.

VIANEK

Kolejne dziecko marki SYLVECO. Cechą wyróżniającą jest użycie składników pochodzących z terenów czystego Podlasia, w odatku typowych dla polskiej przyrody. W obrębie marki znajdziemy aż 6 linii oznaczonych kolorami, które są dedykowane konkretnym potrzebom cer - m.in. linia odżywcza, nawilżająca czy kojąca-wzmacniająca.

YOPE

Markę poznałam kiedy przez przypadek w moje ręce trafił ich krem do rąk zakupiony w Home&You - sprytne posunięcie umieścić markę w takim miejscu. Na targach kosmetycznych zachwyt wzbudzili dając możliwość uzupełnienia zapasu zamiast kupowania kolejnych plastikowych opakowań. Brawo!

YOUR NATURAL SIDE

W ubiegłym roku marka pojawiła się w jednym z supermarketów i od tego momentu wciąż znajduje miejsce w mojej kosmetyczce. YNS reprezentuje cała gama hydrolatów i olei bazowych - ba, przeciętny człowiek nawet nie pomyślałby, że może być ich aż tyle. A ponadto w ofercie znajdziemy również peelingi, kwas hialuronowy czy glinki.


Na koniec obiecany bonus - 3 marki akcesoriów, które są wspaniałym dodatkiem do codziennej, naturalnej pielęgnacji:

BIOSENSUAL

Naturalne świece do aromaterapii i masażu poznałam dzięki prezentowi od Emilce z bloga Uroda wg blondynki na mikołajki. Trafiła do mnie świeca 'Miłość' i był to strzał w dziesiątkę - bursztyn i trawa cytrynowa to zdecydowanie mój konik, a właściwości pielęgnacyjne nie raz uratowały skórę moich dłoni. Ciekawostką jest, że szkło, w których jest świeca można oddać do powtórnego napełnienia. 


GLOV

Magiczne rękawice zero waste, które zastępują waciki i płyn micelarny, gdyż demakijaż odbywa się dzięki samej wodzie. Glov zaczęło od małego start-upu, a obecnie jest dostępne w 60 krajach na całym świecie.

NESTED

Szczotkę zamówiłam sama, ale nie powiem tutaj również wpływ miała Emilka - to ona zachwalała mi masaże szczotką, które są lepsze niż peeling. Spróbowałam i.. przepadłam. Dzięki szczotce z naturalnym włosiem zapewniam sobie poprawę krążenia, peeling bez kosmetyku, a także zapobiegam wrastaniu włosków. Szczotka jest również wybawieniem dla mojej swędzącej skóry - jak przyjemnie się podrapać wyszczotkować! :)



Znacie wymienione marki? Lubicie je?
 • Hagi  • Naturalny scrub do ciała z olejem konopnym i makadamia

• Hagi • Naturalny scrub do ciała z olejem konopnym i makadamia

Święta w tym roku były inne niż wszystkie - nie każdy z nas widział się z rodziną, a przynajmniej nie w tak dużym gronie jak zwykle. Mi się udało spędzić je z najbliższymi i mam nadzieję, że Wam podobnie. Musimy być twardzi i wytrzymać, jeszcze będzie pięknie. A co do pięknego - to dzisiaj mam dla Was piękny skład i skuteczne działanie w cukrowym peelingu do ciała. Koniecznie zaprzyjaźnijcie się z peelingami do ciała naturalnej marki Hagi. Gagatek ze zdjęć właśnie sięga u mnie dna - zostało go na ostatnie użycie, więc uznałam za stosowane, aby podzielić się z Wami informacją na temat jego działania.


Ten peeling cukrowy przywiozłam ze sobą z targów Ekocuda. Poniekąd wiedziałam co chcę kupić -peeling do ciała, jednakże wybór był nieco przypadkowy - urzekł mnie zapach, ale jestem całkowicie zadowolona z zakupu.

Zdecydowanie mam słabość do zapachu trawy cytrynowej, bo właśnie ta woń pociągnęła mnie do zakupu tego kosmetyku. Zapach jest świeży i orzeźwiający, a ten efekt jeszcze bardziej podtrzymuje fakt, że peeling podczas użycia delikatnie chłodzi ciało dzięki zawartości mentolu. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób rezygnuje z takich produktów, więc od razu dodam, że nie jest to tak mocny poziom jak w przypadku wyszczuplających produktów do ciała.

Produkt jest skuteczny, ale delikatny dzięki temu, że cukier rozpuszcza się w trakcie masażu. Dodatkowym materiałem masującym są również nasiona maku. Peeling bez problemu złuszcza martwy naskórek, pobudza mikrokrążenie i zapobiega wrastaniu włosków. Bogactwo olejów (konopny, makadamia, z nasion słonecznika, kokosowy), gliceryna i masło shea nawilżają skórę w trakcie zabiegu, a także utrzymują właściwy poziom również po kąpieli. Mówiąc prosto z mostu po kąpieli i peelingu tym gagatkiem moja skóra nie wymaga użycia balsamu, choć jest to dodatkowa przyjemność - innym razem opowiem o dopasowanym zapachem produkcie nawilżającym tej marki. 


Peeling Hagi nie zawiódł mnie - dobre działanie, piękny zapach, delikatny efekt chłodzenia i uroczy wygląd - jakby zawierał pestki kiwi. Co prawda mieści się w plastikowym pojemniczku, a nie w szkle, a jego zabezpieczenie to jedynie plastikowa wkładka, którą można wyjąć, ale ten produkt nie jest raczej dostępny w sieciowych drogeriach, więc bez obaw można go kupić. Jest to również produkt wegański, co dla niektórych jest ważne, a kompozycja zapachowa powstała z olejków eterycznych, a nie jest sztuczna. Jest to również nasza polska marka, której siedziba mieści się w Warszawie.


Jakie peelingi do ciała polecacie? Zdradźcie mi swoich faworytów :)
 • Bielenda  • Maseczka dla niej i dla niego

• Bielenda • Maseczka dla niej i dla niego

Zmuszenie do siedzenia w domu sprzyja wzmożonej pielęgnacji, na przykład robieniu maseczek. Poprzedni wpis o masce Tołpy wzbudził Wasze zainteresowanie, tak więc pozostaję w temacie. Normalną sprawą jest, że produkt, który sprawdził się u mnie nie koniecznie musi podobnie wypaść u Was. Dzisiaj będzie o moim kosmetycznym rozczarowaniu, choć nie spodziewałabym się tego.


Markę Bielenda znam od dawna i lubię ich produkty. Miałam do czynienia z różnymi maseczkami, serią węglową czy zieloną herbatą. Bez wahania sięgnęłam zatem po maseczkę dla dwojga - byłą to dla mnie szansa na namówienie mojego faceta na zastosowanie tego typu środku do pielęgnacji cery. Niestety sam zapach już mocno zniechęcał - dla mnie czuć było w nim woń super glue. Idąc za zasadą, że czasem dla urody trzeba się nacierpieć np depilacja (auć!) nie zraziłam się, jednak maseczka nie przyniosła oczekiwanych efektów wyzerowania sebum, zwężenia i oczyszczenia porów. Faktycznie po zdjęciu maseczki cera była wygładzona, jednak chciałabym zauważyć, że po zdjęciu każdej maski typu peel off taki efekt jest odczuwalny. Możliwe, że faktycznie chwilowo sebum zostało opanowane, ale mimo wszystko jestem, a w zasadzie mogę powiedzieć, że jesteśmy rozczarowani.

A czy Wy znacie tą maseczkę i macie wyrobione o niej własne zdanie?


• Tołpa • Maska czarny detox

• Tołpa • Maska czarny detox

Ostatnio trwająca sytuacja w kraju jest mocno napięta (i jest to jeden z powodów ciszy na blogu - jestem zdrowa, ale dużo więcej pracy miałam w ostatnim czasie). Jestem ogromnie wdzięczna ludziom, którzy traktują tą sytuację poważnie i starają się, aby nie zaistniała możliwość, która mogłaby grozić czyjemuś zdrowiu czy życiu. Spędzając czas w domu w ramach wolnego czy home office możecie skorzystać z okazji i nałożyć na twarz maseczkę, więc dzisiaj przychodzę do Was z jedną z nich. Wybrałam maskę czarny detox w tubce marki Tołpa - może akurat macie ją w zanadrzu, albo po przeczytaniu mojej opinii ją kupicie. Koniecznie dajcie znać! ;) 


Pierwszą kontrowersją co do tej maseczki jest jej kolor - szary - wszak jest znana jako czarna maska, więc gdzie logika? Pomimo tego, jest to dla mnie dobry produkt, który rzeczywiście oczyszcza cerę, po jej użyciu znikają drobne zanieczyszczenia porów, choć niestety zaskórników nie rusza. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam również zwężenie porów oraz mniejsze błyszczenie cery co jest efektem minimalizacji wydzielania sebum. Dzięki temu każdy makijaż w strefie T dłużej wytrzymuje w nienagannym stanie. Kolejną zachęcającą do przetestowania cechą jest niewyczuwalny zapach i kremowa konsystencja pozwalająca łatwo rozprowadzić produkt. Należy jednak pamiętać, że maska zawiera białą glinkę, więc nie powinniśmy pozwolić zaschnąć jej na twarzy. W tym celu świetnie sprawdzają się hydrolaty - czy jesteście ciekawi jakich używam? Na koniec - zmywać maskę polecam bawełnianym ręczniczkiem - robi się to szybciej i przyjemniej niż samą wodą i dłońmi, choć nie wykluczam tej opcji.
Regularne używanie maski jest możliwe dzięki większej pojemności maski 40 ml (za około 30 zł) i aluminiowej tubce, która nie zasysa powietrza, więc pozostawia kosmetyk dłużej świeży, jednak pamiętajmy, że jak każdy produkt kosmetyczny ma określoną datę ważności. Zastanawia mnie jeszcze tylko informacja na opakowaniu o tym, że jest to produkt limitowany. Dotychczas bez problemu widziałam go w drogeriach - czy ktoś coś wie na ten temat?


• Hagi • Puder do kąpieli z kozim mlekiem

• Hagi • Puder do kąpieli z kozim mlekiem

Od kiedy zaczęłam interesować się naturalnymi kosmetykami i ujrzałam stoisko marki Hagi na targach Ekocuda gdzieś w głowie siedziało mi takie ziarenko z chęcią wypróbowania ich. Trochę jednak czasu upłynęło, ale to był mój cel podczas ostatniej jesiennej edycji tego wydarzenia. Wróciłam z dwoma kosmetykami na próbę i tak je polubiłam, że nie mogłam nie kupić czegoś podczas promocji w Rossmannie, gdzie w ubiegłym miesiącu trafiły same bestsellery marki, o czym wspominałam Wam w stories na instagramie.

Postanowiłam odczekać chwilę, aby utwierdzić się w przekonaniu, że nie jest to efekt placebo i kosmetyki dobrze mi służą, ale już jestem z pozytywnymi informacjami. Na pierwszy ogień idzie coś dla fanów kąpieli w stylu Kleopatry, czyli puder do kąpieli z kozim mlekiem


Jestem jedną z nich - fanką długich, gorących kąpieli z bajerami w postaci soli, kul do kąpieli czy takiego właśnie pudru. Doceniam jak kosmetyki do kąpieli sprawiają, że woda z twardej staje się otulająca i działa pielęgnująco na skórę. Po wsypaniu odpowiedniej dawki pudru do wanny z wodą ta delikatnie się bieli i zaczyna przyjemnie (mlecznie) pachnieć. Po wejściu do takiej kąpieli czuję się jakbym dodatkowo nawilżała ciało - a to wszystko dzięki prostemu, ale bogatemu składowi.

Główny składnik, czyli kozie mleko to produkt wykorzystywany z medycynie i kosmetologii od starożytności. Na pewno każdy słyszał o słynnych kąpielach Kleopatry, która zażywała pielęgnujących kąpieli z jego dodatkiem. To istna odżywka dla ciała, podobnie z resztą jak krem z natury, którego mianem określa się masło shea. Doceniany składnik znajduje się nie tylko w kosmetykach naturalnych - większość producentów wykorzystuje jego właściwości ochronne nie tylko latem, ale i zimą. Idealnym dopełnieniem staje się olej ze słodkich migdałów dający skórze ukojenie. Podobnie jak poprzednie składniki świetnie sprawdza się w pielęgnacji wrażliwej skóry, również dziecięcej. 

Skład: Sodium Bicarbonate, Goat Milk Powder, Citric Acid, Potato Starch, Tapioca Starch, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Tocopherol (Vitamin E), Parfum

A nawiązując do wrażliwej skóry powołam się na chyba najlepszy przykład. Każda metoda usuwania owłosienia (depilacja/golenie) jest jest przyjemniejsza, kiedy skóra nie jest przesuszona. Podczas golenia nóg w czasie kąpieli dla komfortu używamy pianki do golenia lub produktów pokrewnych, bo bez tego.. z pewnością znacie to uczucie kiedy maszynka tępo przejeżdża po ciele? A no właśnie! Dzięki zastosowaniu tego pudru do kąpieli takie zajście u mnie się nie zdarza! Ponadto po takim zabiegu wychodzę z wanny z mniejszą ilością podrażnień niż zazwyczaj. Dla mnie ten produkt staje się hitem i już się nie mogę doczekać okazji, aby zakupić kolejne opakowanie, a może nawet innej wersji.


Cena: 44 zł / 400 g
Wydajność: zalecane 100 g / kąpiel - na opakowaniu jest nawet podziałka ułatwiająca dozowanie, choć ja dodaję ją wedle uznania i potrzeby, dzięki czemu wystarczył mi na więcej niż 4 kąpiele.

Znacie markę Hagi?
Jakie produkty znacie i polecacie?
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger