Projekt tęcza: zielony

Projekt tęcza: zielony

Dzisiaj przypada 4 tydzień Projektu Tęcza u Red Rouge Nail Art, czyli półmetek całej zabawy. Patrząc na harmonogram dzisiaj przypada kolor zielony. 
Za oknem już zaczyna gościć jesień, więc pomyślałam o ukwieconej trawie, więc kwiatki na zieleni :) Nie są to stokrotki, gdyż znany Wam już mój TŻ stwierdził, że żółty z białym się zleje, więc padło na kolor czerwony! :D
Przejdźmy do zaprezentowania mojego wykonania, czyli kilka zdjęć:

Użyte lakiery to:
IsaDora, Wonder Nail, nr 636 Latina Red
Rimmel, 60 seconds, nr 816 Blue eyed monster
Essence, Studio nails step 1 (baza)
Lovely, Color Mania, nr 25

Patrząc na pogodę za oknem robi się smutno, dopada nas jesienna chandra, może niektórych nawet depresja.. Nie chce nam się wychylać nosa za okno,a  co dopiero iść z psem na spacer. Mam nadzieję, że wkrótce zagości u nas tradycyjna polska złota jesień - wtedy jest o wiele lepiej :)
A tak tydzień temu bawiłyśmy się z Eweliną na Dniach Czosnowa ;) Filmik nagrywała Patrycja w towarzystwie brata Ew ;) Pogoda wtedy była o niebo lepsza - paradowałam w krótkich spodenkach i bluzce na ramiączka! Teraz pewnie bym zamarzła :[
A tak karuzela wyglądała wieczorem, gdy z TŻ wybraliśmy się na pokaz sztucznych ogni i Bandę Łysego :D

Brakuje Wam już świeżych kwiatków w ogrodzie? :(
Szukamy maseczki idealnej: tydzień drugi i trzeci

Szukamy maseczki idealnej: tydzień drugi i trzeci

Jak pewnie zauważyliście załapałam opóźnienie w szukaniu maseczek idealnych. Spowodowane było to brakiem czasu jak i zarówno tym, że na maseczki muszę mieć 'fazę'. Niestety ostatnio kręcę nosem na nakładanie takich specyfików na twarz, ale skoro już się zobowiązałam do wzięcia udziału w projekcie no to trzeba dopiąć swego. W tym poście zaprezentuję Wam więc dwie zaległe maseczki, a w przyszłym tygodniu postaram się opublikować znów dwie kolejne. No więc przejdźmy do rzeczy.
Na dobry początek cofniemy się w czasie do lutego, gdzie znajdziecie recenzję antybakteryjnej maseczki na twarz firmy Perfecta. W skrócie więc wymienię jej zalety i wady oraz odeślę Was do całego wpisu ;)
Plusy:
+ łatwo dostępna
+ tania
+ wydajna
+ przyjemny zapach

Minusy:
- ciężko ją zmyć
- wysuszyła mi skórę

Drugą maseczką, którą dzisiaj zaprezentuję jest wykonana własnoręcznie, takie DIY home-made - masło maślane :)

Do jej wykonania potrzebujemy:
jabłko

mąka ziemniaczana lub kukurydziana
kilka kropel soku z cytryny
W 'przepisie' jest informacja, aby zetrzeć jabłko na tarce na grubych oczkach, ale że akurat w momencie jej wykonania miałam  świeżo pomalowane paznokcie, pokroiłam jabłko i je zblenderowałam. Jedną łyżkę przekładamy do miseczki i dosypujemy jedną łyżkę mąki ziemniaczanej oraz dodajemy kilka kropli soku z cytryny. Później już tylko dodajemy mąki lub jabłka tak, aby otrzymać pożądaną konsystencję (tak aby nie spływała nam z twarzy;))

Ta maseczka jest przeznaczona do cery tłustej z trądzikiem. Nakładamy ją na twarz na około 15 minut, a później zmywamy ją na przemian ciepłą i zimną wodą. Po nałożeniu maseczka za sprawą mąki zaczęła lekko gęstnieć na twarzy, nie trudno było ją jednak zmyć - żadnego problemu nie miałam.
Po zmyciu maseczki moja twarz była wygładzona, nie błyszczała się, była oczyszczona. Dla takiego efektu warto poświęcić chwilę na jej przygotowanie ;)

Robicie własnoręcznie maseczki? :)
Pora na zmiany ;)

Pora na zmiany ;)

Wiecie jakie to uczucie, gdy chcecie coś zmienić, ale nie wiecie co? A gdy już znajdziecie sedno Waszych pragnień nie wiecie jak się za to zabrać? No właśnie.. 

Tak to było z moim nagłówkiem na bloga. Stworzyłam kiedyś bardzo prymitywny, byle był, bo nigdy w tworzeniu grafik na komputerze nie czułam się jak ryba w wodzie. Później wiecznie odkładałam pracę nad nim. Nawet już się zastanawiałam, by poprosić o pomoc inną blogerkę, która się na tym zna. Jestem straszną marudą, więc bałam się, że ktoś włoży całe serce w tworzenie, a ja potem zacznę wybrzydzać, więc odkładałam ten pomysł.. Aż w końcu dzisiaj dostałam maila o powstaniu blogowego portalu społecznościowego Przepis na kobietę. Zarejestrowałam się i przyczyniając swoje pierwsze kroki na tej platformie szybko natrafiłam na artykuł CosmoOli z instruktażem jak stworzyć swój nagłówek. Dziękuję Ci!

Uważam, że teraz blog zaczyna 'nowe życie' ;) Sami oceńcie - kiedyś nagłówek był taki ciężki, przytłaczający jak się teraz zastanowić, a teraz wydaje mi się taki świeży, przejrzysty :)

Before
After

Co sądzicie o tej zmianie? :)
Czasem można zgrzeszyć ;)

Czasem można zgrzeszyć ;)

Dzisiaj pogoda pod psem niestety, a planowałam wyjść na jakiś rower i się odstresować, no ale moje plany zostały pokrzyżowane. Post miał ukazać się 'innym razem', jednak jest to chyba idealny na takie małe, słodkie szaleństwo na poprawę humoru, co nie? :)

Jako pierwszego chcę Wam przedstawić donuta w polewie Milki. Odkryłam go któregoś dnia na stacji benzynowej Orlen w Nowym Dworze Mazowieckim. Mój wzrok przy ekspresie do kawy przykuło fioletowe opakowanie, podchodzę bliżej, a tam krowa Milka - no i już wiedziałam, że muszę go spróbować.
Jak się pewnie domyślacie bez wątpienia skradł moje serce. Opakowanie, które przykuwa wzrok, 'pączka z dziurką' można podziwiać przed spożyciem - ślinka cieknie! No i faktycznie jest dlaczego - po otwarciu wyciągamy pulchnego, mega świeżego donuta porządnie oblanego mleczną czekoladą. Najgrubsza warstwa jest oczywiście przy środku, gdyż tam próbowała skapnąć ;) Eleganckie zdobienie czekoladą i sukces gotowy. Milko, jesteś moim czekoladowym guru! Poza tym samym zapachem już kusi.. ;)

Cena za to cudo to 3,69zł / 55g - Orlen w Nowym Dworze Maz.

Składniki:

No i tabela kalorii - może lepiej nie patrzcie? ;)

Drugim moim ulubieńcem ostatniego czasu jest czekolada Toffe Cream. Jest to czekolada z mleka alpejskiego jak przystało na Milkę z nadzieniem mlecznym o smaku toffi oraz samym toffi. Na początku sięgnęłam po nią niepewnie, przyzwyczajona do tego, że nie przepadam za takim nadzieniem mleczno-owocowym u Wedla. No ale jak mogłam tak to porównać? Po pierwsze toffie to nie owocowe nadzienie, po drugie to nie Wedel, lecz Milka!
Cena standardowa: ok 3-4 zł / 100g

Tabela kalorii:

Opis z tyłu:

Jest pyszna, aczkolwiek niekoniecznie ładnie się łamie na kawałki, przez co toffie z niej troszkę ucieka. Ale już nie będę czepiać się szczegółów ;) Grunt, że opakowanie ma zamykane - przyjemność może trwać dłużej, chyba, że zjemy ją od razu całą - trudno się jej oprzeć!

Wasz ulubiony smakołyk od Milki to...? :)
Projekt tęcza: żółty

Projekt tęcza: żółty

Dzisiaj kolejna, trzecia już odsłona Projektu Tęcza. W tym tygodniu przypada nam kolor żółty.
Długo zastanawiałam się jak ozdobić paznokcie w tym kolorze, ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. Zastanawiałam się nad plażą, słońcem, ale wszystko wydawało mi się jakieś takie niewłaściwe. Znacie to uczucie, gdy macie wielkie ambicje zmalować coś na paznokciach, ale nie macie zielonego pojęcia co? No właśnie. Wtedy właśnie wpadłam na pomysł z naklejeniem gwiazdek, a chwilę później przyszedł pomysł na gradient/ombre, jak kto tam woli ;) Tak więc wzięłam do ręki lakiery, gąbeczkę, brokat i sypkie ozdoby - złote gwiazdeczki :) Efekt wydaje mi się całkiem ciekawy, nie spodziewałam się tak ładnego połączenia się kolorów, a jednak życie czasem potrafi człowieka zaskoczyć ;)

Użyte lakiery to:
Bell, Glam Wear, nr 509
 Catrice, Cucuba Ultimate, nr 01 Sunny Side

Co sądzicie o takich zdobieniach? :)
Jak zmyć ten lakier?! Instruktaż ;)

Jak zmyć ten lakier?! Instruktaż ;)

Co łączy te lakiery?
Są kolorowe, dostępne w wielu sklepach, różnych marek, ładne, można je zastosować na milion sposobów.. i są z brokatem, a więc ciężko zmywalne.
Niby tyle zalet, ale ta ostatnia potrafi zmrużyć sen z powiek niejednej z nas. Sama pamiętam ile razy siedziałam godzinami i szorowałam paznokcie, żeby zmyć lakier, który na początku ozdabiał moje paznokcie, lecz gdy pojawiły się odpryski sytuacja się zmieniała. Nieudolne próby skłoniły mnie do poszukania jakiejś alternatywy dla zmywacza i płatków. Nie trzeba było wiele szukać, aby trafić na proste rozwiązanie. A że czasem jeszcze się mnie ktoś pyta 'jak?' postanowiłam zrobić dla Was o tym posta.

Widzicie paznokcie pomalowane różnymi brokatowcami:
od kciuka: Essence, GR Jolly Jewels, H&M, Lovely piaskowiec, Essence.
Każdy z tych lakierów nie oszczędza naszych nerwów podczas zmywania, lecz istnieje prosta metoda, jak robić to szybciej i przyjemniej. Czasem wystarczy chwilę przytrzymać płatek nasączony zmywaczem, ale czasem przyda się ten sposób...

Potrzebujemy:
- folię aluminiową
- zmywacz do paznokci
- płatki kosmetyczne
- nożyczki

Na dobry początek każdy płatek tniemy na 4 ćwiartki - wycinamy tyle trójkącików, ile mamy paznokci do zmycia. Podobnie robimy z folią aluminiową - wycinamy tyle pasków, ile paznokci.

Wycinek płatka nasączamy zmywaczem do paznokci..
kładziemy go na paznokciu..

i szczelnie owijamy folią aluminiową.

i voilà -  pierwszy etap zakończony ;)
Teraz dajemy chwilę na 'czarodziejskie' działanie - możemy w tym czasie obejrzeć ulubiony teledysk lub przeczytać stronę czy dwie w książce.

Po upływie kilku minut zdejmujemy folię i lekko przecieramy pozostałym na paznokciu płatkiem w celu usunięcia resztek lakieru. Tak samo postępujemy z każdym innym paznokciem, no i drugą ręką, bądź stopą :P

Edit: Pytacie, czy takie zmywanie nie niszczy paznokci. Otóż zdania są podzielone. Zauważcie, że nawet po 'zwykłym' zmywaniu powinno się kremować ręce i robić inne zabiegi nawilżające. Poza tym nic nie jest w 100% dobre, we wszystkim znajdzie się jakiś szkopuł. Z pewnością można zarzucić, że skoro przy zwykłym zmywaniu np wysuszamy skórki, to tu możemy doliczyć palce, kiedy zmywacz rozlewa się spod foli. No ale moim skromnym zdaniem takie zmywanie + nawilżanie jest zdrowsze niż szorowanie paznokci wacikiem lub zdrapywanie lakieru paznokciami. Tyle w temacie. Pokazałam Wam tylko metodę, a czy jej użyjecie to już Wasz wybór ;)

Czy to naprawdę takie trudne? :)
Teraz łapka w górę komu pomogłam ;)
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger