5 filmów na Halloween

5 filmów na Halloween

Dzisiaj przypada święto Halloween - jedni je krytykują i marudzą, że mamy swoje obyczaje, nie musimy wprowadzać tych sprowadzanych z zagranicy. Inni obchodzą i mają przy tym niezły fun. Sama za dzieciaka chodziłam przebrana za straszydło po domach i zbierałam cukierki, jednak teraz już z tego wyrosłam.
Z racji, że poprzedza ono Święto Zmarłych, które co roku spędzam odwiedzając groby, wiem, że nie każdy ma czas i energię na żwawe hulanki w klubach.. Wychodzę więc naprzeciw z propozycją seansu filmowego, który będzie mroził krew w żyłach i sprawi nie małą frajdę osobom, które jak ja uwielbiają te z gatunku horrorów. Zapraszam więc na wpis z 5 filmami na Halloween.

Jeśli chodzi o horrory to wiadomo, że można je podzielić na te znane przez wszystkich jak Piła, Ring czy Piątek trzynastego, jak i nieco mocniejsze w odbiorze, a nie tylko z krwawą sieczką. Dzisiaj chciałabym wskazać Wam te, przy których chociaż raz przeszły mnie ciarki, a być może nie wszyscy je kojarzycie.
Udręczeni (The Haunting in Connecticut) nieco kojarzy mi się z filmem Inni, który bardzo lubiłam za dzieciaka. Widoczne jest w nim również takie przejście, połączenie światów przeszłości i teraźniejszości. Sama sceneria filmu jest mroczna - wiecie, mieszkanie w podpiwniczeniu te sprawy.

Opis: Filmweb: 'Cierpiący na raka Matt wraz z matką przeprowadza się do nowej posiadłości. Wykończony chorobą chłopak zaczyna mieć halucynacje i widzieć duchy.'


Amityville (The Amityville horror) również trzyma w napięciu. Swoje robi również fakt, że rzekomo jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. Co mi się w nim szczególnie spodobało? Mężczyzna przebywając w domu zmienia swoje oblicze, tak jakby dom negatywnie oddziaływał na niego, i tym samym próbuje popełnić morderstwo.


Opis: Filmweb: 'Młode małżeństwo z trójką dzieci wprowadza się do domu, w którym dokonano wielokrotnego morderstwa. Nie zdają sobie sprawy, że duchy zmarłych pożądają nowych ofiar.'

Obecność (The Conjuring) oraz Anabelle to dwa najgłośniejsze filmy ostatnich lat z kategorii horrorów. Obydwa łączą się ze sobą w pewien sposób. W pierwszym z nich słynna para badaczy Warrenów pomaga rodzinie, którą terroryzuje demon. Tutaj mamy do czynienia z różnymi zjawiskami paranormalnymi jak samoistne trzaskanie drzwiami, które potrafi nieźle zaskoczyć i to najbardziej wpływa na nasz odbiór. Kontynuacja, a w zasadzie poprzedzająca historia dzieje się w Anabelle - w tym filmie cała odpowiedzialność za nadprzyrodzone rzeczy spada na lalkę. Jeśli mamy tu fanów przerażających lalek czy klaunów, koniecznie obejrzyjcie film. I miejcie się na baczności - obserwujcie gdzie jest lalka. Ten film polecił mi kolega z pracy Kuba i muszę przyznać, że się nie zawiodłam ;)

Opis: Filmweb: 
Obecność
Słynna para badaczy zjawisk paranormalnych zostaje poproszona o pomoc rodzinie, którą terroryzuje potężny demon.

Anabelle
Mia otrzymuje od męża zabytkową lalkę, która po napadzie na ich dom zostaje opętana przez okultystów i terroryzuje małżeństwo.


Sinister to również film, który zrobił na mnie wrażenie. Całość przedstawiona w filmie już budzi grozę - rodzina wprowadza się do domu, w którym popełniono morderstwo i zaginęło dziecko, aby ojciec mógł odczuć na własnej skórze siłę tego przybytku i natchniony napisać książkę. Zdobywając materiały do niej trafia na taśmy na strychu - mimo strachu, wciąż je ogląda by już wkrótce odkryć brutalną prawdę.. Nieco krwi się pojawia, ale głównie na nagraniach, które ogląda główny bohater.

Opis: Filmweb: 'Autor powieści kryminalnych po przeprowadzce znajduje na strychu projektor ze starymi taśmami. Oglądając materiały, odkrywa szokującą prawdę o nowym domu i jego poprzednich mieszkańcach. '



A jakie przerażające horrory polecicie mi Wy?
Shinybox Think Pink - czy właśnie takiego pudełeczka się spodziewałaś?

Shinybox Think Pink - czy właśnie takiego pudełeczka się spodziewałaś?

Wybaczcie kolejne kilka dni ciszy, ale wczorajsze wydarzenia nieco wytrąciły mnie z równowagi. Starałam się nieco zrelaksować przy odpakowywaniu październikowego Shinyboxa Think pink, jednak z marnym skutkiem. Zdjęcia nie są górnych lotów, z resztą jak zawartość pudełeczka. Niestety. Jeśli jeszcze nie poczyniłaś tego kroku by zamówić box, potraktuj mój post jako przestrogę.

Pierwsze co wywoływało mój niepokój to niesamowicie lekkie pudełko. Po odpakowaniu wiedziałam już czemu - w opakowaniu na grubej warstwie papieru, którym jest wyściełane pudełeczko leży kilka drobnych kosmetyków. Nie ukrywam, że gdy miesiąc temu odpakowywałam boxa i nie mogłam zdjąć wieczka, bo tak było wypełnione, miałam nadzieję na pokaźniejsze.

Nie ukrywam również, że spodziewałam się kosmetyków bardziej wpadających w założenie, że jest to box miesiąca walki z rakiem piersi, powinien być bardzo kobiecy, a szampon i odżywka może być hitem również dla faceta. Wszak czasem to oni mają bujną fryzurę, np mój chłopak i jego miła w dotyku modnie zaczesana grzywka.
Okej, informacja o ilości pełnowymiarowych produktów czy ilości tych do makijażu była. Przyznaję bez bicia, że skusiła mnie głównie informacja o tym, że przy zakupie pojedynczego boxa przesyłka jest gratis. Ahh ta moja naiwność...

Wśród luksusowych kosmetyków w pudełeczku znalazłam tusz Wibo (pełnowymiarowy), który wkrótce mogę kupić za grosze w każdym Rossmannie - zwłaszcza, że zbliża się promocja -49% na kosmetyki do makijażu.. Kolejnym produktem jest róż Diadem (pełnowymiarowy) - okej, rozszerzam swoje różowe zbiory, a że nie upieram się wiernie przy odcieniach - na pewno wypróbuję. Jednak kolejnym nietrafonym kosmetykiem jest dla mnie kredka do oczu Sumita - fajnie, z tym że nie używam tego typu produktów - wolę eyelinery.

Ostatni z pełnowymiarowych kosmetyków to Delia Roll on po oczy. Przyznam, że byłabym zadowolona, bo wciąż szukam ideału pod oczy, ale.. Znacie to uczucie gdy dostajecie coś nieadekwatnego do swojego wieku? Taa..

Tutaj mogłyby dla mnie być hity pudełeczka, tyle, że organizatorzy nie postanowili żadnego z nich dać w pełnym wymiarze. L'Occitane Cytrusowa werbena spodobała mi się już po takiej miniaturze żelu pod prysznic, więc jestem ciekawa jak sprawdzą się szampon i odżywka do włosów. I ostatni kosmetyk, czyli Clarena Caviar Push up cream. Kosmetyk, który w końcu ma powiązanie z miesiącem profilaktyki raka piersi. Po pierwszym użyciu jestem zaciekawiona - zobaczymy co dalej.

Podsumowując. nie było na co czekać w przypadku tego pudełeczka. Najciekawsze produkty w postaci miniatur, mało luksusowe kosmetyki. Absolutnie nie marudzę na sporą obecność kolorówki, bo i z takimi opiniami się spotkałam, jednak trzeba przyznać, że box na tle wcześniejszych pudełeczek wypada nijako, słabo. Gdyby nie darmowa dostawa, raczej bym go nie zamówiła i teraz nie żałowała wydanych 49 zł. A co Wy sądzicie o zawartości?
Sicilian Lemon

Sicilian Lemon

Jak widzieliście na instagramie lubię jeść plasterki cytryny w cukrze, ale nie tylko w ten sposób korzystam z właściwości tego owocou. Lubię również lemoniadę latem czy smak Pepsi Twist, herbatę z sokiem z cytryny czy skropionego nią łososia. Kwaskowaty, ale orzeźwiający smak i charakterystyczny zapach, a także działanie (np banany dzięki sokowi nie ciemnieją) dają plusa dla cytrusa. Dlatego genialnym pomysłem według mnie był zakup go w formie wosku. Panie i Panowie, przedstawiam Wam Sicilian Lemon od Yankee Candle.

Czy zapach wosku również mnie zachwyca? Cieszę się, że pojawiająca się w nim cytryna nie jest z serii tych toaletowych - wiecie, kostka wc i inne łazienkowe bajery. Niestety nie jest też dla mnie kwaskowatym, orzeźwiającym aromatem, takim jakiego szukałam w tym wosku. Jest to raczej słodki zapach cytryny, taki jaki wyczujemy w posłodzonej herbacie, gdy nastawimy nasze czujniki zapachowe na wyszukiwanie nuty cytryny. Maksymalnie się nie zawiodłam, jednak muszę przyznać, że oczekiwałam czegoś zupełnie innego.

Ten wosk, jak i inne możecie drogą internetową na niezawodnym Goodies.

Może polecicie inne cytrusowe woski? Co się u Was sprawdziło? :)
Kolejny złoty peeling

Kolejny złoty peeling

Dzisiaj (gdy emocje związane z konkursem już opadły :D) przychodzę do Was z recenzją złotego peelingu. Tak się składa, że w takiej wersji to już mój kolejny produkt - wcześniej miałam okazję testować peeling Organique Eternal Gold, który znalazłam w listopadowym shinyboxie. Ten, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć więcej również trafił do mnie za sprawą shinyboxa. Czy sprawdził się równie dobrze?

Jeśli chodzi o opakowanie, to myślę, że aluminium od razu przywodzi na myśl wcześniej wspomnianą markę Orgaqnique. Jednak w tym przypadku całość stanowi aluminiowa puszeczka. Etykiety się jej dobrze trzymają mimo dotykania opakowania mokrymi dłońmi. Swoją drogą są proste, sprawiają wrażenie stonowanych.
Pojemność jaką dostajemy to 150 ml - można ją kupić w sklepie internetowym Vedara za 48 zł.

Jak widać skład jest bardzo przyjemny. Znajdziemy w nim składniki odżywcze dla naszego ciała bez dodatku zapychającej i dającej nieprzyjemne uczucie parafiny. Duży plus!
Peeling wydaje się być gładką masą, jednak podczas użycia na mokro czuć, że wpływa złuszczająco na naszą skórę. Nie zaliczę go do grupy mocnych zdzieraków, ale jest całkiem okej. Bez problemu sunie po ciele - sądzę, że jest to zasługa bogatej dawki olejów w składzie. Po użyciu nie ma potrzeby używać balsamów, peeling zapewnia odpowiedni stopień nawilżenia - no ewentualnie bardzo sucha skóra może wołać o więcej. 

Na uwagę zasługuje również zapach. Tutaj nie każdy może być zadowolony, gdyż jest on bardzo mocny, wyrazisty, powiedziałabym orientalny. Takie mocniejsze wonie lubię głównie jesienią i zimą, więc okres w jakim do mnie trafił zdaje się być w porządku. Jednak muszę stwierdzić, że nie jest to strzał w dziesiątkę. Zużyję go z przyjemnością ze względu na działanie, jednak przez zapach nie wróżę nam kolejnego spotkania..

Kto zamawiał wrześniowy box? Co sądzicie o tym gagatku? :)
Wyniki konkursu - do kogo lecą cotton balle?

Wyniki konkursu - do kogo lecą cotton balle?

Mam nadzieję, że zauważyliście, że wczoraj minął okres zgłaszania się do konkursu, w którym nagrodą były niebieskie, biedronkowe cotton balle. Mam nadzieję, że osoba, która za chwilę zostanie ujawniona będzie czerpała dzięki nim radość co najmniej taką jak ja :D

Dobrze, że zaznaczyłam, że zwycięzca zostanie wybrany drogą losową, bo chyba bym nie dała rady sama zdecydować kto zasługuje na nagrodę. Piękne inspiracje i kolaże jakimi mnie zasypaliście to jedno, ale odpowiedzi pisemne również były oczarowujące. Wybór nie byłby łatwy, nawet jakbym sobie utworzyła komitet wyborczy :D Maszyna zatem zadecydowała, że wygrywa..

czyli:

Gratulacje dla Muminkowych nowości!
Kochana, czekam na maila od Ciebie z danymi do wysyłki :)
Wszystkim dziękuję za udział w konkursie :*
Denko czerwiec/lipiec/sierpień/wrzesień

Denko czerwiec/lipiec/sierpień/wrzesień

Wiem, że zawsze czekacie na podsumowanie miesiąca, w tym projekt denko. Ostatnio miałam z tym małe opóźnienie - totalnie nie przepadam za robieniem zdjęć do tego posta, z opisywaniem jeszcze jakoś idzie, ale gdy widzę torebkę z pustymi opakowaniami.. jakoś mnie to przeraża ;) Jednak torebka się przepełniła, więc trzeba się spiąć i pokazać Wam zużycia z 4 miesięcy - czerwiec-wrzesień.

Zaczniemy od 3 wyrzutków. Na start dwa antyperpiranty - Dove Beauty finish, który znalazłam w wakacyjnym duoboxie Shiny oraz Garnier mineral Extra fresh, który sama kupiłam. Niestety obydwa zapachy po kilku tygodniach użytkowania zmieniły zapach na męczący, duszący i metaliczny. Nie da się ich używać, nie wiem też czego może to być wina. Dodam, że nigdy nie miałam podobnej sytuacji.

Kolejnym wyrzutkiem jest wyszczuplający peeling solny do ciała Bielendy - pisałam jego recenzję >TUTAJ<. Aby przypomnieć Wam w skrócie jego właściwości - śmierdzi, podrażnia i oblepia. Próbowałam zużyć go jako peeling do stóp, jednak nawet w tym przypadku zachowuje się strasznie.

Przyszła pora na micele - na start definitywna końcówka limitowanego płynu micelarnego Bandi (recenzja <KLIK>) - dobrze mi się z nim pracowało, jednak micel 3w1 Garniera przypadł mi do gustu bardziej. Micel Lierac w tej kategorii nie do końca przypadł mi do gustu - ma dość ciężki zapach, a zużywałam go latem, więc sami rozumiecie.

Żel do mycia twarzy La Roche-Posay Effaclar bardzo polubiłam - dzięki wymiance z Olą. Dobrze oczyszczał twarz, nie powodował u mnie przesuszania ani ściągania. Nieco mniej zadowolona byłam z dwufazówki Bielenda Awokado - mimo przeznaczenia do oczu wrażliwych, zdarzało jej się delikatnie podrażniać. Poza tym po tym jak odkryłam micele, ciężko mi z dwufazówkami - zostawiają nieprzyjemny film na twarzy (choć nie ważne czego używam, po demakijażu i tak myję twarz). Żel do mycia twarzy z Yves Rocher Nutrive vegetal (do cery suchej) początkowo nie przypadł mi do gustu pod względem zapachu, ale po kilku użyciach chętnie po niego sięgałam. No i jak na miniaturkę całkiem wydajny skubany ;)

Przejdźmy na chwilę do kolorówki. Udało mi się wykończyć puder sypki Wibo - był dobry, jednak ten z My Secret bardziej przypadł mi do gustu. Puder prasowany Multi mineral Bell niestety z niektórymi podkładami robił kolorystyczne niespodzianki, więc nie było mi żal, gdy rozbiłam jego końcówkę. Odżywka z proteinami jedwabiu Carla spisywała się dobrze jako baza pod lakier, jednak z dbaniem o paznokcie niestety wiele wspólnego nie miała (recenzja >KLIK<). Wysuszacz Essie Good to go to mój ulubieniec - druga albo trzecia zużyta buteleczka. 

Równie dobrze wspominam pastę oczyszczającą Ziaji - dobrze szorowała buźkę, choć niestety nie zapobiegała zaskórnikom. Recenzja >KLIK<. Woda termalna Avene pozytywnie mnie zaskoczyła ratując w wakacyjne upały. Miniaturkę kremu Dermamedic Hydrain3 hialuro dorwałam w gazecie i muszę przyznać, że byłam zachwycona, choć niby jest do cery suchej. 

Miętowy scrub Original source mimo ciężkiej do wydobycia konsystencji bardzo mnie cieszył - przyjemnie chłodził, miział i pachniał. Niestety takiego samego zachwytu nie mogę wyrazić na temat jego kokosowego brata w formie zwykłego żelu - zapach był raczej średni. Żel pod prysznic Bingo Spa to już wgl ewenement - ani fajnego zapachu (dla mnie zbyt słodki), ani jakiegoś przyjemnego działania..

Kolejne zdjęcie, kolejne produkty myjące. Na pochwałę zasługuje żel L'Occitane cytrusowa werbena, który świetnie odświeżał i orzeźwiał latem pod prysznicem (psst, nawet mój chłopak polubił;)). Pianka cukrowa Organique owocowy koktajl również mnie oczarowała - słodki zapach, przyjemna konsystencja i przyjemne mizianie - recenzja >KLIK<. Żel pod prysznic Melisa również był przyjemny - świeży zapach i delikatna formuła przemawiają na tak (recenzja <KLIK>). W tle widać również żel Fruity orange - dawno go zużyłam, buteleczka zawieruszyła się w szafce, więcej info >TUTAJ<.

Szampon Jantar kupiłam z całym zestawem - wcierką i mgiełką, jednak póki co jedynie on mi służył. Dobrze oczyszczał włosy, aczkolwiek przy częstym myciu nim nieco je wysuszał. Odżywka Garnier Ultra Doux siła 5 roślin poza ładnym zapachem nie ma żadnych zalet - ani nie pielęgnuje włosów, ani nawet fajnej konsystencji nie ma.. 

Pianka konwaliowa Venus to mój must have do golenia nóg, uwielbiam ją - nadaje poślizg, łągodzi podrażnienia. W okresie bardzo częstego golenia nóg wypróbowałam również piankę Isany sensitive i muszę przyznać, że jest równie dobra. Już mam kolejną w użyciu ;]

Obydwa kremy widoczne na zdjęciu bardzo polubiłam. Treściwy krem do rąk The secret soap store w wersji z trawą cytrynową to mój ulubieniec na chłodne pory roku oraz w przypadku przesuszonych dłoni - recenzję znajdziecie >TUTAJ<. Krem-sorbet Live delano polubiłam jako krem szybkiego użycia w pracy oraz na cieplejsze por roku - wiecie: lekka konsystencja, szybko wchłaniający się. Więcej o nim w recenzji >TUTAJ<.

Zapasy mydła w płynie Luksji na tyle polubiłam w pracy, że z przyjemnością kupiłam takie same do domu. Żurawinowe ma słodki, owocowy zapach, natomiast bawełniane ma przyjemny, klasyczny zapach i było kremowe, co lubię :]

Eliksir do kąpieli Jedwab od Bingo SPA (recenzja >KLIK<) to przyjemny bajer do kąpieli - wytwarza całą masę piany, natomiast grecki puder do kąpieli Organique (receznaj >KLIK<), sprawia, że woda w wannie staje się bardzo delikatna dla skóry.

Klasyki w moich denkach to płatki kosmetyczne Carea dostępne w Biedronce, oraz chusteczki do higieny intymnej Marion (recenzja >KLIK<). Raczej nie prędko zrezygnuję z moich pewniaków :D

Płyn do kąpieli Mallorca od Bingo SPA był całkiem przyjemny. Oprócz niego zużyłam jeszcze 2 płyny do kąpieli z Biedronki, jednak nie ma ich na zdjęciu. Malinowa płukanka Yves Rocher to już produkt hit wśród włosomanniaczek - muszę przyznać, że i mnie zachwyciłą swoim działaniem, a więcej o niej >TUTAJ<.

Może jak na 4 miesiące denko nie wydaje się ogromne, jednak nie wszystkie opakowania udało mi się zachować, poza tym jak się ma milion kosmetyków pootwieranych i się używa na zmianę, to ciężko je wykończyć na hop siup. Znacie coś z moich zużyć? :]
Kringle Candle Grey - porównanie do YC, opinia o zapachu

Kringle Candle Grey - porównanie do YC, opinia o zapachu

Dzisiaj po raz pierwszy na moim blogu spotkacie się z woskiem Kringle Candle. Czy są lepsze czy gorsze - ciężko powiedzieć, są inne po prostu. Pierwsze różnice w porównaniu z drugą bardzo popularną marką Yankee, to wielkość - 40g (22g YC) i zarazem cena bo ok 10-12 zł (gdzie YC to koszt koło 7-8zł). Dodatkowo wosk jest w plastikowym pudełeczku, a nie foliowej oprawce, dzięki czemu nie trzeba bawić się w woreczki strunowe żeby zapachy się nie mieszały. Wydaje mi się, że wygląda to dość ciekawie, a jak jest z zapachami?

Pierwszym woskiem po jaki sięgnęłam był Grey -  gdy znalazł się na mojej wishliście uczciwie mnie uprzedzaliście, że ciężko będę miała go gdziekolwiek dostać, bo wszędzie jest wyprzedany. Udało mi się go jednak nabyć i rozkoszować jego zapachem. Był w polu wielkiego zainteresowania - jak wszystko co w związku z serią - same książki, film, poprzez wosk czy lakiery do paznokci, kończąc na zabawkach rodem z pokoju zabaw.
Wosk możecie nabyć drogą internetową poprzez Goodies lub stacjonarnie przykładowo na wysepce Drogeria SPA w CH Factory Annopol.

Ilustracja na wieczku opakowania za pewne nie jednej z kobiet idealnie pasuje do książkowego opisu bohatera - garnitur to wzorcowy strój Christiana - czy aby uwodzić kobiety czy też na spotkania biznesowe.

Sam zapach według mnie też idealnie pasuje - delikatne męskie perfumy, które łatwo stwierdzić - pachną ekskluzywnie. Idealny wosk na palenie w okresie tęsknoty za ukochanym - nie jest nachalny, męczący, lecz można się w nim zakochać.

Mieliście z nim do czynienia? Co o nim sądzicie?
Nowości wrześniowe

Nowości wrześniowe

Czas szybko upływa, wrzesień już za nami, rozpoczynamy nowy miesiąc. Jak zwykle nadszedł czas na podsumowania, więc dzisiaj zaczniemy od szybkiego i lekkiego podsumowania moich łupów - zapraszam Was zatem na przegląd wrześniowych nowości.
W tym miesiącu przeszłam siebie pod względem kupionych par rajstop i skarpetek - promocję na nie znalazłam w Auchanie: 2-3 zł skarpetki - kupiłam urocze miętowe albo takie na wzór Tygryska z Kubusia Puchatka, czyli pomarańczowe w czarne pasecaki, 3,5-5zł rajstopy z niskim stanem, aloesem czy ot markowe - Gatta, ale tu chyba nie będę zawracać Wam głowy, przejdźmy do bardziej kosmetycznych łupów ;)

Oprócz tekstylnych łupów z Auchana śmiało mogę się jeszcze pochwalić lakierami Venita i Eveline po całe 90 gr sztuka - niestety dostępne były tylko kolory widoczne na zdjęciu (+ czarny z drobinkami Venity, którego nie kupiłam), ale na facebooku zgodnie stwierdziliście, że i tak sie opłacało (nie mówię, że nie :D).

Jak już jesteśmy przy takich tanich hitach - lakiery Lovely wypatrzone w Rossmannie tuż obok Ikei na Targówku - Butterfly colors w cenie na do widzenia, a St.Tropez też na jakiejś przecenie, wszak to zeszłoroczna limitka, ale w dobrym stanie ;)

Tak, wiem, zwykłe chusteczki higieniczne, ale w tym uroczym arbuzowym kartoniku. Musiałam mieć i gdy wszyscy się jarali, mi nie udało się ich znaleźć w żadnej Biedronce. Dopiero podczas rutynowej wizyty wieczorem patrzę, a leżą sobie na batonikach przy kasie i czekają na mnie :D W tym miesiącu oprócz tego udało mi się również nabyć jedne z dostępnych tam kozaczków oraz cotton balle, które również możecie zdobyć w moim rozdaniu ;)

Kolejny łup to lakiery Yves Rocher, które były dostępne z magazynem Hot Moda - dorwałam 2 gazety w Empiku - wszak wyszło mnie za to 13 zł, a jeden lakier w sklepie kosztuje więcej. Oprócz tego w Empiku dorwałam jeszcze nową książkę EL James 'Grey', której nie ma na zdjęciu - jestem w trakcie czytania, ale na pewno dam Wam znać co o niej sądzę.

To co widzicie poniżej, czyli mix rosyjskich kosmetyków wraz z żelem do mycia twarzy Dr.Organic oraz woskami Yankee Candle to paczka z programu partnerskiego Goodies - pierwsze testy już za mną, niedługo spodziewajcie się recenzji ;)

I ostatnia mega zaskakująca paka to wygrana wraz z dodatkami od Czarnulki - oprócz nagrody, którą szczęście mi zesłało, dostałam jeszcze próbki wosków zapachowych, dodatkowe lakier, cień czy pumeksik. Blogerki to wspaniałe osoby ♥, o czym przy każdej okazji możecie się dowiedzieć.

W sumie wydawało mi się, że zakupy poczyniłam sporo większe, ale jednak nie. Oprócz wspomnianych rzeczy, których zabrakło na zdjęciu dostałam jeszcze wspaniałą torbę Cholewiński od rodziców, ale to już Wam się pochwalę na instagramie i facebooku, więc do zobaczenia właśnie tam.

Co najbardziej Wam się spodobało, czego recenzji najbardziej oczekujecie? :)
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger