Pierwsze promienie słońca we włosach

Pierwsze promienie słońca we włosach

Kalendarzowa wiosna jest już z nami i choć słoneczne dni przeplatają się z tymi deszczowymi, to widać już pierwsze zmiany w garderobie czy podejściu do życia. Z szafy wyciągamy sukienki i lżejsze płaszczyki, a całej stylizacji towarzyszą rozpuszczone i lśniące włosy. Jak je uzyskać?
Wiele dobrego czytałam o płukance octowej z malin Yves Rocher, aż w końcu sama ją kupiłam. Wprawdzie zanim po nią sięgnęłam troszkę czasu minęło, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale, bo efekty są całkiem fajne.

Niewielka, odkręcana buteleczka o pojemności 150 ml posiada niewielki otwór, którym dozujemy kosmetyk. Osobiście bardziej bym tu widziała rozpylacz jak w mgiełkach do ciała - czasem przelewałam kosmetyk do buteleczki z takim właśnie gadżetem - lepiej wtedy z wydajnością.
Choć skład nie powala naturalnością, polubiłam ten kosmetyk za działanie oraz zapach. Kto miał z nim do czynienia wie, o czym mówię. Malinę (na octowej bazie) czuć na kilometr, aż szkoda, że zapach nie utrzymuje się dłużej na włosach..

Włosy po użyciu płukanki są miękkie i wygładzone dzięki zamknięciu łusek. Lśnią i błyszczą, a efekt potęgują pierwsze wiosenne promienie słońca. Myślę, że to będzie włosowy must have na lato. 

Czego używacie aby wydobyć blask swoich włosów? :)
Czasozabieracze czy czasoumilacze?

Czasozabieracze czy czasoumilacze?

Chętnie czytam o Waszych ulubionych programach i serialach, choć do tych drugich aż tak mnie nie ciągnie. Dzisiaj nastał ten moment, gdy ujawnię co ukradkiem oglądam wieczorami. Najchętniej włączam filmy, ale od każdej reguły są wyjątki i programy rozrywkowe także wybieram. Ciekawi jakie?

Na start Ugotowani. Co prawda bardziej podobała mi się seria, gdy kolacje u wszystkich uczestników były pokazywane w jednym odcinku, ale teraz też chętnie odpalam TVN i oglądam. Jedyny minus, to gdy pracuję do 21 nie mam szansy obejrzeć.. Lubię programy kulinarne, a te dodatkowo ćwiczą moją silną wolę by nie jeść oglądając :]

W zeszłym sezonie telewizyjnym oglądałam Top Model, który obecnie zastąpiłam Projectem Runway. Program ukazuje młode talenty wśród projektantów. Faworyta jeszcze nie mam, ale paru uczestników już mi się naraziło. Przekonuję się też do Anji Rubik, za którą nigdy nie przepadałam - w sumie nie wiem czemu..

Kolejny sezon Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler gości na moim ekranie. Zawsze lubiłam oglądać przemiany (Dom nie do poznania, Łabędziem być czy Perfekcyjna pani domu), a jeśli dodatkowo chodzi o sprawy kulinarne <omnomnom>, to sami rozumiecie. Dochodzi tu również fakt, że niedawno restauratorka odwiedziła jeden z barów w moim mieście - czekam na efekty.

Wy oglądacie seriale - Plotkary i inne Spłukane dziewczyny, a ja pewnie po którymś odcinku bym się pogubiła, bo przegapiłabym jeden czy dwa.. Dlatego od pewnego czasu wolę takie, których akcja rozgrywa się w jednym. Tutaj idealnie sprawdza się serial.. Trudne sprawy <hahhaha> - dla odmóżdżenia. No a tak na serio, to uwielbiam Pingwiny z Madagascaru. Przeurocza bajka, mega humor, od razu dzień się poprawia! :D

Oglądacie któryś z tych programów? Co innego gości na Waszych szklanych ekranach? :)
 Źródło zdjęć: grafika google
Ziaja: Pasta do twarzy

Ziaja: Pasta do twarzy

Swego czasu głośno było o paście do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom Ziaji z serii Liście manuka. W sumie to się nie dziwię temu z prostego względu - jest dobra w tym co robi, wydajna i tania. Mamy zatem zadatek na idealny kosmetyk.

Pasta mieści się w tubce o pojemności 75 ml - niby niewiele, ale w zestawieniu z wydajnością z pewnością zyska w Waszych oczach. Otwór, przez który wydobywamy produkt jest standardowy, wypuszcza odpowiednią ilość produktu. Jedyny minus, że podczas używania pasta osiada przy otworze i blokuje domykanie - jednak przy regularnym czyszczeniu problem znika.

Dostępność: drogerie, apteki 
Cena: do 10 zł

Działanie określam jako zadowalające. Pasta niesamowicie odświeża, polubiłam ten zapach. Wykonanie nią masażu twarzy poprawia ukrwienie, przygotowuje do dalszych zabiegów kosmetycznych - krem lepiej się wchłania. Oczyszcza i złuszcza, to niepodważalne. Nie jestem jednak pewna czy zapobiega powstawaniu zaskórników. Jak były tak są, więc zmian w tej materii nie widzę.
Dziewczyny podpowiedziały by zastosować pastę również jako maseczkę - ciekawa odmiana, gdy mam dłuższą chwilę, jednak w zupełności wystarcza mi jej działanie przy użyciu wskazanym przez producenta.

A co Wy o niej myślicie? :)
Zapach wokół mnie: Pink sands

Zapach wokół mnie: Pink sands

Dzisiaj po raz kolejny przychodzę do Was z woskiem Yankee Candle, tym razem Pink Sands. To mój pierwszy wosk, więc wybaczcie, że na zdjęciu nie ma całej tarty, ale wtedy nie miałam w planach jeszcze recenzowania wosków.

Różowe piaski powinny się skojarzyć z Elafonisi, czyli wyspę tuż przy brzegu Krety, która jest uważana za najpiękniejszą plażę Europy. Miejsce idealne na urlopowy wypoczynek, które oderwie nas od szarej rzeczywistości. Sam wosk pachnie słodko i odprężająco. Przenosi nas w rajskie miejsce, którego nie chce się opuścić.
Jak wszystkie woski Yankee można go kupić w internetowym sklepie Goodies za 7 zł.
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Elafonisi#/media/File:Gatm_2006-05-14_19_Greece_Crete_Elafanissos.jpg
Znacie, lubicie? :)
A jak już jesteśmy przy takich rajskich miejscach to jakie macie plany wakacyjno-urlopowe? :)
Zdobycze z sc

Zdobycze z sc

Witajcie po krótkiej przerwie spowodowanej jak zwykle pracą. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać moje ostatnie nie duże, ale zawsze jakieś łupy z second handu. Dlaczego skrobię całego posta by pokazać raptem 4 ciuszki? Żeby później nie zapomnieć o nich (wielu już brakuje na zdjęciach..), ostatni podobny post był we wrześniu (!), a po trzecie chłopak zabrał mi aparat, na którym miałam zdjęcia do postów..

Na pierwszy ogień koszulka z Disneyowską Myszką Mickey - wiecie, że mimo 21 wiosen na karku wciąż mam słabość do bajkowych postaci ;)

Druga jest obcisła koszulka z usztywnieniem na biust. Wprawdzie kupiona już dawno, ale jakoś tak o niej zapomniałam, a ostatnio znalazłam ją podczas porządków w szafie.

Największą moją dumą są jegginsy i leginsy, które wypatrzyła moja mama. Te, podobnie jak i spodnie wiecznie przecierają mi się po wewnętrznej stronie uda, więc kupuję je na potęgę. Ostatnio podobne jegginsy były po jakieś 30 zł w Lidlu, a za swoje dałam ok 4 zł? Lepiej trafić nie mogłam :D

Na koniec najzwyklejsza koszulka na ramiączka z New Looka. Komfortowa, cienka, w sam raz do każdej stylizacji.

Teraz pora się przyczaić na jakieś wiosenne ciuszki w pastelowych kolorach.
A jak podboje lumpka u Was? :)
Openbox - marcowy shinybox

Openbox - marcowy shinybox

Nie mam pojęcia czym kierowałam się przy zamawianiu tego pudełeczka. Nazwa Girl on fire od razu rzuciła mi światło na piosenkę Kings of Leon Sex on fire, nieco błędnie, ale tak właśnie się nastawiłam na coś fajnego. Jakie okazało się być pudełeczko?

Opakowanie to słodka tajemnica. Czerń, niespodzianka, co skrywa zawartość. Czerwień rozbudza zmysły - czy jednak zawartość zadowoli kobietę? Opis na stronie brzmi kusząco:
GIRL ON FIRE czyli zmysłowość, energia i pewność siebie! Podkreśl swoją pociągającą, intrygującą naturę – pełną uroku, powabu, czaru i zmysłowości. Dzięki gamie wyselekcjonowanych kosmetyków marcowa edycja ShinyBox propaguje kobiecość w pełnym tego słowa znaczeniu!

Zamówiłam boxa jeszcze przed wysyłką, więc byłam nieco zawiedziona, że dotarł do mnie dopiero wczoraj, podczas gdy zawartość była ujawniona kilka dni wcześniej na stronie i facebooku...
Pozostaje pytanie czy zawartość zrekompensowała spóźnienie.Już w momencie otwierania pudełeczka czuć subtelny, kremowy zapach..

..który niestety należy do kostki myjącej Beauty Cream Bar Dove. Produkt pełnowymiarowy, do tego gratis, ale czy tego spodziewałam się po luksusowej zawartości pudełeczka? Ostatnio też słabo idzie mi używanie mydeł w kostce, więc to raczej nie najlepsza perspektywa..

Następny z pudełeczka wyciągnęłam krem do stylizacji włosów Superego Structure Styling Cream Goldwell. Tutaj również słaby punkt dla mnie - raczej nie korzystam z takich kosmetyków, a dwa to jako miniaturę nie wiem czy dobrze poznam nim się wykończy (uroki długich włosów).

Skoro już tak marudzę.. Nie ukrywam, że po podpowiedziach na facebooku nastawiałam się na eyeliner. W pudełeczku zaskoczyła mnie natomiast wodoodporna kredka do oczu Etre Belle. Marka jak najbardziej godna uwagi, ale co z tego, skoro do kredek mam dwie lewe ręce..

Jak na luksusowy box, to SPA dla stóp Świt Pharma dostępne w drogeriach to również słaba opcja, aniżeli z drugiej strony cieszę się z jej obecności. Jakimś cudem o zakupieniu produktów do pielęgnacji stóp zwykle zapominam, a skoro już jest to z pewnością użyję.

Pora w końcu na zachwyty - glinkę białą Mokosh chciałam wybrać w Joyboxie, ale niestety była już wyprzedana.. Chociaż Shiny nadrobił, więc tu jestem zadowolona. Ale z drugiej strony to znowu taka sytuacja, że produkty w boxach się powtarzają..

Ciężko mi się zabrać za oleje - pierwsza próba olejowania włosów skończyła się tłustymi strąkami.. jednak podziwiając efekty jakie osiągacie przy ich użyciu wciąż mnie zachwycają. Czysty olej awokado 100% Delawell z pewnością znajdzie u mnie swoje miejsce.

Podsumowując: Box dla mnie jest nie do końca trafiony. Produkty owszem są w porządku, jednak nie tego do końca się spodziewałam, a nie wszystkie też znajdą u mnie zastosowanie, jednak trzeba przyznać, że kupując box jak zwykle sporo zaoszczędzamy. 
Pomarańcza i czekolada, czyli duet idealny nie tylko dla podniebienia

Pomarańcza i czekolada, czyli duet idealny nie tylko dla podniebienia

Nie wiem jak Wy, ale uwielbiam kosmetyki o jadalnych zapachach. Najchętniej wybieram te, które pachną owocami, choć mieszanki są równie mile widziane. Tym razem chciałam skupić się na pomarańczowo-czekoladowych, które zapachem umilają użytkowanie. Jak się sprawdzają pod względem technicznym? Czytajcie dalej :)

Pod lupę bierzemy 3 różne kosmetyki, które aktualnie mam w łazience i spełniają warunek pomarańczowo-czekoladowego zapachu, czyli Luksja płyn do kąpieli, Yves Rocher żel pod prysznic i Montagne Jeunesse rozgrzewająca maseczka do twarzy.

Myślę, że Luksja jest Wam dobrze znana. Wypuścili wiele smakowitych płynów do kąpieli (tarta wiśniowa, wafle karmelowe, ciasto cytrynowe, francuskie makaroniki czy borówkowa muffinka), w tym właśnie zestawienie pomarańczy z czekoladą. Płyn w wytwarzaniu piany jest przeciętny, jednak na plus zapach, który utrzymuje się w łazience podczas całej kąpieli. Jest mocny, taki jak pomarańczowe Delicje i szczerze mówiąc bardziej wolę go zimą. Opakowanie wygodne, dopasowuje się do kształtu ręki, a otwieranie nie sprawia problemów.

Żel Yves Rocher z zimowej limitki również większość z Was przyrównuje do pomarańczowych ciasteczek  galaretką znanej marki. Tutaj jest nico na odwrór opakowanie ma solidne zamknięcie, które mocno trzyma, a z kolei zapach jest delikatniejszy. Niestety dość szybko się ulatnia. Poza tym właściwości myjące całkiem w porządku, z resztą jak inne żele tej marki.

Na koniec zostawiłam maseczkę Montagne Jeunesse, która po otwarciu wygląda jak czekoladowe fondue. Podczas nakładania jej na twarz od razu czuć rozgrzewanie i przyjemne ciepełko. Nie wiem jakim cudem powstrzymuję się przed próbą jej zjedzenia! Aromat ma przyjemny, czekoladowy z dodatkiem soczystej pomarańczy. Nie podrażniła mnie, zostawiła skórę miękką w dotyku. Większego oczyszczenia niestety nie zauważyłam, ot zwykłe, jak po większości maseczek. Niestety sporym minusem jest jej zmywanie - troszkę się marze, no i cała umywalka jest do mycia ;)

Znacie któryś z tych kosmetyków? A może podsuniecie mi inne w takim zapachu? ;)
Zalukani w lutym

Zalukani w lutym

Ciepło przyjęliście mój pierwszy post z podsumowaniem kulturalnym, więc czemu mam nie tworzyć dla Was kolejnych z tej serii? Dziwi mnie tylko moje ogarnięcie - w końcu już prawie połowa miesiąca za nami, a ja dopiero się za to biorę. 

Książki

No niestety w tym miesiącu w tej kategorii nie ma nic. Tłumaczę to sobie krótkim miesiącem..

Muzyka

W tym miesiącu większość piosenek się powtarza, choć wstawię kilka, których w ostatnim czasie słuchałam częściej.

Mika Grace Kelly to piosenka pochodząca z soundtracku filmu Co się zdarzyło w Las Vegas, czyli mojego ulubionego. Ma bardzo pozytywny wydźwięk i wkręca się.

Koleżanka w pracy często ją włącza, więc już mi zapadła w pamięć i sama również często ją odpalam. Kasia dziękuję, że dzięki Tobie poznałam Totentanz Oceany gwiazd.

Od kiedy HAIM Forever pojawiła się w ramówce TVNu nieustannie wracam do niej myślami. Pozytywna, lekka i uwielbiam ją włączać podczas jazdy nad morze ;)

Tym razem piosenka z soundtracku 50 twarzy Greya, czyli Earned it The Weeknd. Podoba mi się jej brzmienie, i choć na początku mi się nie spodobała, to później już tak ;)


Filmy
Po raz kolejny informuję Was, że zamieszczam tu tylko te, które oglądałam w minionym miesiącu po raz pierwszy - no wiecie, tak je mogę odnaleźć na Filmwebie - świeżo ocenione, obejrzane. 
Piękny film, świetnie wpleciona historia miłości do nauczycielki w świat elitarnej jednostki lotniczej. Poruszony temat trudności poradzenia sobie po stracie bliskiej osoby. Obejrzałam głównie dla motywu muzycznego 'Take my breath away', ale film bardzo mi się spodobał. 

Stary, dobry Disney powrócił! Piękna bajka, przepleciona mnóstwem chwytliwych piosenek. Cieszyłam się jak dziecko oglądając ją, mimo, że śniegu za moim oknem nie ma. Magia dzieciństwa powróciła w ciągu 108 minut trwania filmu. Nawet nasz samochód teraz zyskał imię z filmu - nasze srebrne Punto wabi się teraz Sven :D 

Co prawda Disney to nie jest, ale również fajna produkcja. Wiele zabawnych momentów, różnych zwierzaków i ich połączone siły by przetrwać tytułowy sezon na misia. 

Od początku jakoś mnie ten film nie ciekawił, ale skoro już miałam go zgranego od brata, to czemu nie sprawdzić czy słusznie. No niestety kolejna przeciętna polska komedia. Nie muszę dodawać, że sceny w balonie wyglądało baaaardzo sztucznie? Na plus, że to inna historia, niż zwykle, no i piosenka Igora Herbuta. 

Lubię filmy, w których ktoś ma powrócić do pewnego okresu w swoim życiu, więc gdy 2 policjantów ma wrócić do liceum, a później pójść na studia by rozwikłać pewne zagadki, ja zasiadam przed szklanym ekranem i mam z tego niezły ubaw. Polecam i Wam na rozerwanie na wieczór ;) 

Tak, wiem, najbardziej kontrowersyjna ekranizacja w ostatnim czasie. Jedni uważają, że jest świetny, inni, że to kompletne dno i wodorosty. Według mnie film nie jest ani taki, ani taki. Jest okej, ma fajne momenty, świetną ścieżkę dźwiękową, poza tym opowiada po prostu historię miłości, z elementami psychologii - wiecie, dlaczego Christian jest jaki jest. P.S. Jeśli liczycie na sceny aktów miłosnych rodem z książki, polecam odpalić jakąś stronkę z porno ;] 

Kolejna część całej serii filmów, w których Jigsaw próbuje resocjalizować ludzi. Tym razem obraz pokazuje jak wielki wpływ na wszystko ma każdy pojedynczy wybór, przed którym staje główny bohater. Jeśli jesteście ciekawi, jak wiele rzeczy, może nie łączących się od początku, złoży się w jedną, spójną całość, koniecznie obejrzyjcie. Nie przy jedzeniu jednak ;) 

Miałam wprawdzie włączyć 'Dla Ciebie wszystko', ale przez pomyłkę obejrzałam całkiem fajny film akcji. Obraz przedstawia oddanego i kochającego męża, który stawia wszystko na jedną kartę, by wyciągnąć z więzienia swoją żonę skazaną za morderstwo, którego nie dokonała. 

Butler i Aniston w jednym filmie, dla mnie genialna obsada! Masa zabawnych sytuacji podczas próby wsadzenia byłej do więzienia - to również świetna propozycja na luźny wieczór. Takie komedie lubię :) 

Aut nie oglądałam, ale tą bajką byłam zachwycona. Mimo 21 lat na karku wciąż lubię oglądać animowane produkcje. Samolot rolniczy w powietrznym wyścigu dookoła świata? Nic innego, niż chęć pokazania, że każde granice da się przekroczyć jeśli się bardzo chce. Dodatkowo opowieść pokazuje, że wyciągnięcie do kogoś skrzydła (ręki) w trudnej chwili może skutkować pomocy i Tobie, gdy będziesz jej potrzebować. Lubię, gdy bajki uczą :) 

Film niczym produkcje, które to pokazują, że Ameryka poradzi sobie nie tylko z najazdem kosmitów, ale również z katastrofami zwiastującymi koniec świata.. tylko, że w tym momencie dotyczący to Londynu. Nic specjalnego, pełno takich filmów. 

A co ciekawego Wy ostatnio oglądaliście/czytaliście/słuchaliście? :)
Źródła zdjęć: Filmweb.

Zapach wokół mnie: Sweet strawberry

Zapach wokół mnie: Sweet strawberry

Coraz bardziej czuć wiosnę - ładna pogoda, dodatnie temperatury, zieleniąca się trawa. W marketach zaczynają pojawiać się wyczekiwane przez wielu owoce - truskawki. Zwracam na nie szczególną uwagę, bo mój ukochany je uwielbia. Dzisiaj o wosku o zapachu tych owoców Yankee Candle, z resztą też kupionym z myślą o nim ;)

Kupując ten wosk i widząc jego etykietę wyobraziłam sobie zapach soczystych owoców zerwanych prosto z krzaczka, umytych i ułożonych na wierzchu ciasta. Wiecie, takie wielkie mniam, od którego jedynie przepełniony żołądek domaga się, żeby się uwolnić.
Niestety wosk jest słaby i pachnie chemicznie. Nie wiem jak długo trzeba byłoby wiercić nosem nad kominkiem, żeby wyczuć woń soczystości. W pomieszczeniu unosi się zapach truskawkowego syropku dla dzieci - wiecie jakiś Sanostol czy Stodal, nie pamiętam dokładnie, jaki tak pachnie.

Cena/dostępność: 7 zł/ Goodies

Niestety wosk mnie rozczarował i cieszę się, że nie porwałam się od razu na świecę, którą miałam ochotę kupić. A jakie są Wasze wrażenia jeśli chodzi o ten wosk? :)
Projekt denko - luty 2015

Projekt denko - luty 2015

Znowu przestój na blogu, znowu trzeba by przyjrzeć się torebce śmieci i przyznać co się zużyło, także dzisiaj post.. Którego pisać nie lubię, ale który obejmuje krótkie opinie po zużyciu całego opakowania produktu :D
Tradycyjnie zielony - kupię ponownie, niebieski może kupię ponownie i czerwony nie kupię ponownie.

Tak prezentują się zużycia - niby nie jest tego wiele, ale kilka rzeczy wyleciało z szafki, jest miejsce na nowe kosmetyki :D

Na start dwa żele pod prysznic - Balea Purple kisses był dla mnie bardzo męczący, choć wiem, że wielu z Was się podobał. Niestety mi nie, więc cieszę się, że w końcu dobił dna. Marynarski żel Isany kupiłam ze względu na uroczo ozdobione opakowanie, jednak romansu z tego nie było.

Pielęgnacja. Scrub-peeling Palmer's doczekał się osobnej recenzji, którą znajdziecie >TUTAJ<. Nie jest zły, jednak do mocnych zdzieraków nie należy. Pomadka Oeparol w wersji owoce leśne towarzyszyła mi w zimie 2013 >KLIK<, tej niestety już nie, bo jest po terminie. Zapodziała się w pudełku z pomadkami. Krem Nivea Soft przypadł mi do gustu - był to fajny smyk w torebce i ratował każdą część ciała, gdy potrzebowała nawilżenia.

Udało mi się nawet wykończyć 3 produkty do pazurków. 2 stopniowa odżywka do paznokci Essence całkiem nieźle się spisywała jako baza. Essie Good to go to mój ulubieniec - lakier wysycha szybko, lakier ma ładny połysk. We wszystkich buteleczkach zostało jeszcze nieco produktu, ale już tam pędzelek nie sięga/zgęstniało.

W minionym miesiącu udało mi się nawet wykończyć coś do twarzy. Maseczka Cure solutions YR >KLIKniestety nie jest warta swojej ceny. Co innego pianka do demakijażu >KLIK< - polubiłam ten produkt. Żel pod oczy FlosLek całkiem nieźle sprawował się podczas pracy przy komputerze - w pewnym momencie uratował moje oczy od zaczerwienień i łzawienia.

Na koniec kategoria mieszana. Pianka konwaliowa Venus to również mój hit - łagodzi podrażnienia i świetnie się sprawadza w czasie golenia. Antiperspirant Nivea wylądował nawet w jednych hitach miesiąca, jednak po zużyciu całego opakowania muszę przyznać, że niestety niczym specjalnym się nie wyróżniał. Płatki Carea z Biedry - sami rozumiecie.

To by było na tyle. 13 zużytych produktów + płatki, nie jest źle. Grunt to zejść nieco z zapasów. A jak zużywanie wychodzi Wam? :)
Podsumowanie akcji luty miesiącem zużywania próbek

Podsumowanie akcji luty miesiącem zużywania próbek

Luty minął mi w zawrotnym tempie, teraz z resztą nie zwalniam. Czas ucieka jak szalony, dlatego też znowu brak nowych postów u mnie, ale cieszę się, że mimo to do mnie zaglądacie. Dzisiaj przychodzę do Was z podsumowaniem akcji zapoczątkowanej u Asi na blogu.

Gdy dołączyłam, w planach miałam zużyć 1/4 moich zapasów próbeczkowych, których naliczyłam ok 110. Jak mi poszło? Przekonajmy się. Sama jeszcze nie znam werdyktu, choć już widzę, że mizernie to wygląda..

Na początek weźmy włosowe miniaturki. Szampon i odżywka Garniera była spoko, choć nie powaliła na kolana. Szampony Head&shoulders wręcz przeciwnie - zawsze unikałam tej marki, sama nie wiem czemu, ale ta świeżość jaką pozostawiły mi na głowie.. bajka :D Szampon Vatika niestety dręczyła ciężkim wydobywaniem, ale oczyszczała w porządku. 5 próbek za nami ;)

Teraz pora na zapachy - o ile Oriflame i Adidas wcale nie zapadły mi w pamięć, to Yves Rocher i konwaliowa woń niczym z lasu niesamowicie mnie oczarowała, gdyby tylko zapach utrzymywał się dłużej.. 8 saszetek za nami.

Ta folijka to pozostałość po kulce/perełce do kąpieli YR- niesamowity malinowy zapach, lekko bieliła wodę. Emulsja Oilatum niestety podrażniło moje strefy intymne (łągodzi nieprzyjemny świąd, czyli napis z saszetki całkowicie mnie zirytował w tym przypadku!). 10 saszetek za nami.

Przejdźmy teraz do pielęgnacji ciała. Oliwkowe mleczko YR miało całkiem przyjemny zapach i na ciepłe miesiące jest w porządku, jednak teraz skóra wymaga więcej. Natomiast w przypadku Organique i czekoladowego masła oraz masła żurawinowego od AA zarówno zapach, konsystencja jak i nawilżenie było rewelacyjne. 13 próbek za nami.

Najwięcej chyba zużyłam saszetek do twarzy. Żel do twarzy Palmers wypadł niestety przeciętnie. Zaskoczyła mnie koktajlowa maseczka Perfecty, która nie dość, że starczyła na kilka użyć, to również rewelacyjnie spisywała się pod makijaż. Jedyne co momentami mnie irytowało to błysk na twarzy od drobinek złota, ale za to ładnie rozświetlała twarz. Krem Perfecty dekoder genów młodości podobnie jak Vichy Idealia nie wypadły źle, ale wrażenia też nie zrobiły. Zadowolił mnie krem pod oczy Sylveco - chyba zaczynam rozumieć skąd tyle pozytywnych opinii o ich produktach :) 19 saszetek za nami.

W minionym miesiącu z saszetek zużyłam też 2 NailNu i 3 Jelid, których recenzję pisałam >TUTAJ<. Nie brałam ich jednak pod uwagę w trakcie liczenia zapasów próbkowych, więc teraz tym bardziej nie będę ich dodawać.

Podsumowując akcję zużyłam 19 próbek (saszetek/miniatur/fiolek) ze 110, czyli jakieś 17%. No niestety zaplanowanej ilości nie ubyło, ale grunt, że widać progres, nie? Mogę się pochwalić, że jako tako weszło mi to w krew, bo na początku marca już zużyłam kilka kolejnych saszetek :)
Copyright © 2014 Maleńka bloguje , Blogger